W krainie Burdelowo cz. II

Większość facetów swój burdelowy debiut zalicza między dwudziestką, a trzydziestką. Są nieliczni, którzy rozpoczynają wcześniej, do tej grupy należy autor niniejszej publikacji, ale to temat na inny wpis. Typowy facet, debiutuje przy okazji pijackiej imprezy, która się niebezpiecznie przeciągnęła albo któryś z jego kolegów żegna się z kawalerskim życiem. Później w okolicach czterdziestki, delegacja albo zwyczajne znużenie „starą” pcha nieszczęsnego faceta w opary płatnych doznań. Gdzieś, w okolicach starości z wolna kończy się przygoda z burdelowem.

Ale jest też inny scenariusz. Pierwszy raz idzie się z ciekawości, drugi, żeby sprawdzić, czy będzie tak, jak za pierwszym, kolejny, bo jest okazja (a raczej okazją jest brak okazji) i kolejny i pięćdziesiąty i setny. Z czasem tylko po głowie błądzą resztki wspomnień.

Katia

Kłótnia z Emilią.Wychodzę.

To był czas „ruskich” w burdelowie. Krótki telefon. No jasne, ten system nigdy nie zawodzi. Słyszę cudny, wschodni akcent. Kwestia dwudziestu minut i jestem na ulicy. Tu czeka mnie mała niespodzianka. Nigdzie nie mogę znaleźć ulicy. Dzwonię po raz kolejny. Słyszę, żeby obok urzędu przejść obok szlabanu i zauważę blok. Tak robię. Coś niesamowitego. Cała ulica  ukryta przed ciekawskimi. Gdybym był alfonsem i miał dużo siana, wykupiłbym cały blok i zrobił z niego gigantyczny burdel. Dzwonię, w słuchawce słyszę numer mieszkania. Drzwi obite boazerią, to zaskakujące. Raczej przyjęło się, że mieszkania pod dziwki, nie szokują standardem, a tu jednak. Drzwi otwierają się. W przedpokoju widzę blondynkę, tuż po trzydziestce. Uśmiechnięta, w zwiewnej, fioletowo-czarnej haleczce. Zaprasza mnie do pokoju. Małe mieszkanko, klimat, jak nie z burdelowa. Po szybkim prysznicu idę do pokoju uciech. Za chwilę przychodzi blondyneczka. Mówi, że ma na imię Katia. Hmm może ma, może nie. Mało istotne, bardzo miła. Oboje lądujemy na łóżku. Jej ciało, smukłe, o przyjemnej w dotyku skórze staje się enklawą, gdzie zapominam o niepowodzeniach dnia. Jej piersi, nie za duże, nie za małe duże, lekko obwisłe jabłka. Lekkie poddanie się grawitacji, zapewne związane z wiekiem, czynią z tych cudownych krągłości gigantyczny, erotyczny wabik. Sutek znalazł się w moich ustach, jej dłonie nie pozostają dłużne. Delikatne drapanie moich ud powoduje, że jeszcze więcej krwi znajduje się w penisie. Moje usta wędrują, z piersi, w stronę szyi. Łapię ją za pośladki, dwie gładkie półkule oszałamiają mnie. Zespoleni w uścisku, obsypujemy się pieszczotami. Wszystko odbywa się naturalnie. Jej usta zaczynają obejmować pulsującego fiuta, dłonie w tym czasie, sprawnie masują uda. Jest niesamowicie przyjemnie. Wyciągam się niczym struna od gitary i delikatnie pomrukuję. Nie pamiętam, kiedy tak się odprężyłem u dziwki. Kiedy mój kutas został oblizany, wylizany, i wyssany wprost koncertowo, nastała zmiana ról. Rosjanka leży, z rozłożonymi nogami, które lekko ugięła w kolanach. Ja zataczam kręgi po jej wargach, obsypuję pocałunkami jej uda, tuż przy zgięciu. Moja ręka gładzi jej podbrzusze, wyczuwam lekki zarost, pozostałość, po goleniu maszynką. Rozchylam wargi i koncentruje się na łechtaczce. Nie wiem, ile to trwa, ale po dwóch dreszczach, które wstrząsnęły ciałem dziwki, delikatnie wsuwam palec, jest obwicie wilgotna, po chwili dołączam kolejny i jeszcze jeden. Tyle wystarczy -  słyszę. Poruszam dosyć szybko palcami. Słyszę kolejne pojękiwania. Wygina się. Mam świadomość, że prostytutki, to mistrzynie w oszukiwaniu facetów, te najlepsze, potrafią wykreować takie przedstawienie, że każdy facet wychodzi spełniony w stu procentach, niczym seksualny heros. Zawsze mnie jednak interesowało, czy można doprowadzić dziwkę do wrzenia, a w końcu do orgazmu. W pierwszych latach burdelowa to, miedzy innymi było moim celem. Później zobojętniałem. Dziś na nowo to poczułem. Po solidnej lekcji francuskiego, condom ląduje na kindybale. I rozpoczyna się jazda. Klasycznie, wolno, szybko, wolno i znów szybko. Wychodzę z niej i przechodzę za jej plecy. Rozumiemy się bez słów, unosi nogę wchodzę. Później na jeźdźca. Ujeżdża mnie niczym nastolatka, żeby za chwilę, w sposób dostojny, niczym hrabianka z dziewiętnastowiecznej powieści delikatnie unosić się na moim korzeniu. Kończę od tyłu. Oboje patrzymy na siebie z uśmiechem. Chwila miłej rozmowy. Wychodzę.

W mieszkaniu, chwila rozmowy z Emilą. Pogodziliśmy się. Położyliśmy się po dwudziestej pierwszej. Pieprzyliśmy się całą noc. Do białego rana. Tak, jakbyśmy oboje chcieli wypieprzyć cały syf z naszego związku. Nie wiem, co mnie tak cholernie kręciło, chyba to, że czułem bliski koniec tego związku. Nie myliłem się. Niecały miesiąc później zrezygnowaliśmy ze wspólnego mieszkania i wspólnych planów na przyszłość.

Rosjanek ciąg dalszy.

Po zakończeniu związku z Emilią, miałem mocne postanowienie, żadnych głębszych relacji. Bez komplikacji, bez nadmiernych emocji. Zamieszkałem u znajomych. To był dosyć nerwowy czas, to znaczy ja w tamtym okresie czasu byłem nerwowy. Wystarczyła jedna głupia uwaga i byłem nabuzowany. Niestety pomieszkiwałem u znajomych, dlatego musiałem hamować złość. Wentylem było burdelowo.

Siadłem w samochód, i jeżdżąc po mieście wybrałem numer. A właściwie ktoś go wybrał za mnie, po prostu. Samo się zrobiło. Zanim się spostrzegłem już pukałem do drzwi. Otwarła kobieta ze wschodnim akcentem. Wysoka, przed trzydziestką, nawet zgrabna. Wystarczyło skrzyżowanie spojrzeń i już wiedziałem, że nie polubimy się. Spytałem co ma w repertuarze. Chciałem w dupkę, jakoś tak uznałem, że anal pozwoli złapać mi oddech. Warknęła, że nie. Pozostało na seksie. Chciała od razu przejść do rzeczy, ja odparłem, że jeszcze nie. Chwilę ugniatałem jej cycki, które niczym się nie wyróżniały, ale były odpowiednie. Widząc zniecierpliwienie na jej twarzy, celowo to przedłużyłem. Kiedy założyła kalosza, chciała od tyłu. Przez lata, wiele rozmawiałem z dziwkami i można powiedzieć, że znam dziwkarskie strategie. Jedną z nich jest strategia na „odpierdol się”, którą można tak scharakteryzować: „poruchaj i spadaj”. Dziwka nadstawia szparę, w sposób tak zlewczy, że facet musi zrozumieć, że jest nie mile widziany. Według relacji jednej z dam mojego…fiuta, takie podejście ma niemal magiczną moc. Znacznej części facetów odechciewa się seksu albo miękną. Ja jednak byłem za bardzo obyty na tych salonach. Powiedziałem, że chcę od przodu. Zgodziła się. Kiedy w nią wszedłem, oboje doświadczyliśmy czegoś, co można nazwać niechętnym seksem. Ona patrzyła na mnie z niechęcią, ja na nią również, a mimo wszystko właśnie odbywaliśmy akt miłosny, jak powiedzieliby romantycy. Porąbane. Wyszedłem bez słowa.

Kolejna niedziela

Dotarło do mnie, że mój tryb życia, w ostatnich latach był troszkę wykolejony. Zaczęło do mnie docierać..no właśnie co? Głupota postępowania, żal za grzechy, strach? Spojrzałem na Stronę, przeczytałem kilka ogłoszeń. Swoje zrobiłem – powiedziałem sam do siebie. – Dosyć. Tak po prostu. W tym miejscu miało się to skończyć.  Odetchnąłem z ulgą. Było już ciemno. Jesienny wieczór nastrajał do przemyśleń. Byłem przed półmetkiem studiów. Poza uczelnią, również odebrałem edukację. Nie wiem, czy ktokolwiek inny, z moich znajomych tak mocno spenetrował ten mroczny i upajający świat. Pomyślałem o Kamilu. Znawca trawy i sposobów palenia. Pokazał mi ze cztery sposoby palenia trawy, o których nie widziałem. Autorytet w tym temacie. Kiedy ostatnim razem robiliśmy zrzutę na imprezę, Kamil zaproponował kupno za całą kwotę zielska i wypalenie go, w ramach imprezy. Kapitan Planeta uznał wtedy, że Kamil żyje w swojej rzeczywistości. Im dłużej chodziłem, tym więcej myśli kłębiło się mi w głowie. Czy ja też zacząłem żyć w swojej własnej rzeczywistości?              Powrót do mieszkania nieco nie wyciszył.  Mocno postanowiłem skończyć z tym. Nigdy więcej dziwek i tego świata. Swoje zdziałałem w tym temacie. Wystarczy. Siedząc przed komputerem, jeszcze raz popatrzyłem na Stronę, na Forum. Mimo chorej rzeczywistości, w pewien sposób zżyłem się z tymi Nickami na Forum. W końcu to Szwagrowie. No cóż, wystarczy. Usunąłem zakładki wraz z hasłami.

W niedziele, kiedy się ocknąłem, wciągałem spodnie. Sam nie wiem jak tu trafiłem. Na łóżku siedziała trzydziestokilkuletnia szatynka. Ładna, szczupła. Miała zastanawiająco inteligentny wyraz twarzy. Seks był zwyczajny, przyjemny. Pożegnałem się i wyszedłem. Kiedy ziemne powietrze wywietrzyło mi odór burdelowa zadałem sobie pytanie, co się stało. Ile warte jest moje postanowienie? Nie wiedziałem, jak to rozumieć. Czyżbym z wyznawcy Erosa i poszukiwacza zaginionej szpary, przepoczwarzył się w niewolnika cipy? Powoli, niczym walec drogowy, z takim ciężarem, zaczęła przygniatać mnie myśl, że coś wymknęło się spod kontroli i to coś, będzie bardzo trudno opanować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *