W labiryncie Burdelowa 3.2

Miała szramę po cesarce, była miłą trzydziestoparoletnią kobietą. Po seksie nawet zamieniliśmy kilka zdań. Twierdziła, że jest absolwentką resocjalizacji, opowiadała o praktykach w więzieniu. Twierdziła, że miała kontakt z prawdziwym kanibalem, ciekawe. Nie ona pierwsza, i nie ostatnia. Jakoś dziwnie, znaczny odsetek dziewczyn za pieniądze zajmował się resocjalizacją. Okazało się, że nie było to wcale dalekie od prawdy. Po prostu wiele z nich zaliczyło odsiadkę krótszą lub dłuższą. Stąd znajomość resocjalizacji i więziennych praktyk. Rudowłosa szczupła, była receptą na piątkowy marazm. Pamiętam tylko trochę sztucznego postękiwania. Blondyna z seksownymi biodrami była ukojeniem w mroźny poranek. Nie mogłem się rozgrzać, dlatego zacząłem pocierać fiutem o jej uda. Sama zaproponowała, że jeśli mnie to rozluźni, to mogę pocierać o jej cipkę. Miękkość i ciepło postawiły mój korzeń w całej okazałości. Na chwilę popadłem w trans i  powolutku zacząłem zbliżać usta do jej piersi, które były całkiem okazałe. Wsparty na ramionach, zacząłem poruszać biodrami. Mój penis znalazł się niebezpiecznie wejścia do jej cipki. Na chwilę zapomniałem o całym świecie. Poczułem ogarniające ciepło na kutasie. O mały włos złamałbym podstawowe przykazanie burdelowa, uprawiałbym seks bez zabezpieczenia. Na szczęście poprzestałem na „koniuszku”. Ostatecznie wybrałem „drugą dziurkę”, w gumie. Róża, dwudziestoparolatka o przeciętnej urodzie twierdziła, że pracuje przy rozkładaniu towarów w Tesco. Ciałem dorabia, bo mało płacą. Rozpadające, skrzypiące łóżko miało swój klimat, kiedy ją rypałem. Czasem zastanawiałem się, czy kiedyś się rozpadnie. Lubiłem posuwać ją mocno i szybko. Wtedy wydawała charakterystyczne „oohouh, oouhh”. Mirela była szczupłą szatynką, otwartą na każdą propozycję, wszystko podsumowywała jednym zdaniem: „skoro tak lubisz”. Magda była biuściastą, postawną brunetą. Otwarta i rozmowna. To ona powiedziała mi, że znaczny odsetek div ma za sobą epizod w ZK. Sama miała za sobą cztery miesiące do rozprawy i wyrok w zawieszeniu za pobicie. Jak sama mówi, nie przeszkadza jej to. Kręcą ją kolesie w dziarach i co najmniej „pietnastakiem” na koncie. Skorzystałem z każdej dziurki a wszystko dzięki szkoleniu w innym mieście. Alutka, niemiłosiernie szczupła, niezbyt miła. Jej cycki wydawały się być mikroskopijne, jak żelki Harribo Lubiłem ją posuwać z „nogami na pagonach”, fajnie pracowała biodrami. Mimo tak szczupłej budowy, była niesamowicie pojemna. Tęgawa Iza była przyjacielsko nastawiona, ale na anatomii znała się umiarkowanie. Punkt G umiejscowiła co najmniej nie tam gdzie trzeba. Zakończyliśmy ciekawym akcentem. Jej dwa palce ubrane w condom, odrobina lubrykatu i penetracja mojej dupy. Jednocześnie sam się brandzlowałem. Trysnąłem na jej cyce. Po wszystkim zapaliliśmy, zjedliśmy kilka herbatników i wypiliśmy herbatę owocową. Drogę powrotną do mieszkania zapamiętałem przez dziwne uczucie w odbycie. Elżbieta była brunetką, która miała warkoczyki jak siostry Williams. Było coś niecodziennego w seksie z nią. Pewien rodzaj „czegoś więcej”.  Nie dało się nie wyczuć penisem szyjki jej macicy. Było to tak namacalne, że musiało przykuwać uwagę. Jak później powiedziała zostało jej tak po porodzie. Jak sama powiedziała, wie, że to działa na facetów. Po wszystkim kawa i miłe pogaduchy, to ona zdradziła mi dużo z zakresu swoich doświadczeń zawodowych. Zapamiętałem, że kupiła już mieszkanie w Poznaniu i teraz zbiera na czarne BMW. Zdradziła mi, że woli małe miasta, gdzie często nie ma w ogóle konkurencji. Mini wykład ekonomiczny zapadł mi w pamięci.

O porażce

Wstałem po trzynastej, w głowie odczuwam lekki szmer, pamiątka po wczorajszym piwie. Wszystko zaczęło się od jednego piwa, zawsze tak się zaczyna.

Poszedłem  do knajpki. Zwykła przeciętne knajpka, większość klientów to dwudziestoparolatkowie, tania wódka i piwo przyciąga niczym lep. Przez trzy pilznery obserwuję ludzi. Grupki znajomych żywiołowo dyskutujących o palących problemach, gdzieniegdzie pary: chłopiec – dziewczyna, jak na dłoni widać napiętą atmosferę pierwszego, wspólnego piwa. Czym się objawia? Nawzajem pochłaniają się wzrokiem i każdemu albo prawie słowu towarzyszy nerwowy uśmiech. Och, to urocze zdenerwowanie, świadczy o czystości intencji, a może nawet o pewnej niewinności. Jednopłciowe pary, też delektują się niezbyt drogimi trunkami. Babskie i męskie wieczory.

Po trzecim pilznerze przenoszę się do klubu nieopodal. Nie jest to żaden topowy klub, bliżej mu do tancbudy, ale jest klimatyczny, to z pewnością. Biorę whiskey, to mnie wyróżnia z tłumu, który bierze piwo lub najtańszy drink. Siadam na wysokim stołku pod ścianą. Mam ochotę obserwować, czy coś się zmieniło w dynamice takich miejsc, odkąd tam bywałem? Nic się nie zmieniło, grupki facetów, grupki dziewczyn o odwieczna gra w podchody. Nie staram się nawiązać z nikim kontaktu wzrokowego, właściwie, nie mam planów, co do pobytu tutaj. Po skończonym drinku, biorę jeszcze piwo, już zupełnie wtopiłem się w tłum. Wychodzę na papierosa. Obok mnie pali para, kobieta, brunetka, z urody podobna dziewczyny z teledysku Martyniuka, troszkę bardziej świecąca, ale wciąż podobna, na faceta nie zwracam uwagi. Brunetka podchodzi z pytaniem o ogień, podaje jej zapalniczkę. Kilka minut później znów pyta o zapalniczkę, w jej oczach widzę oczekiwanie. Może jestem zbyt pewny siebie, ale dostrzegam wyczekiwanie na ruch z mojej strony. Nie robię nic, ogarnia mnie bierność.

Po kolejnej wódce z energetykiem znowu palę. Tym razem uśmiecha się do mnie dziewczyna o urodzie chłopca. Oddaję uśmiech. Rozmawiamy. Jej wywód na temat tego, jak to w takich miejscach faceci szukają łatwych wsadów nudzi mnie – ja to znam. Nie daję tego po sobie poznać, idę to toalety. Kiedy rozmawiamy po raz kolejny, za jakiś czas w klubie, pada pytanie, czy wierzę w możliwość odnalezienia miłości w klubie. Aha, czyli muszę zadeklarować uczucie i mam szanse na obciąganko. Mówię, że nie, i żegnam się. Czas spadać. Na pożegnanie słyszę, że chętnie przyjmie zaproszenie na kawę. Nie odpowiadam. Wychodzę.

Zamiast iść spać, poszedłem do mrocznego klimatycznego klubu, dla prawdziwych zombie. Przez moment, po przekroczeniu progu czuję się nieswojo, w czymś takim jeszcze nie byłem. Zaczynam się zastanawiać, czy obciąganko nie poprawiłoby mi nastroju i nie wyrwało z marazmu. Szukam, w takim miejscu nie powinno być problemu ze znalezieniem odpowiednich ust. Robię rundę po tym mrocznym miejscu. Jednak, znalezienie druciary, może być problemem. Czuję na sobie czyjś wzrok, odwracam się, łysy spaślak, o głowę wyższy ode mnie. Może ochrona – myślę. Liczę się z tym, że mogą mnie wypierzyć stąd, bo faktycznie, trochę inny klimat i mogę nie być tu mile widziany. Zmieniam lokalizację, za chwilę pojawia się grubas. Mówi coś do mnie o piwie. Nosz kurwa, to są Himalaje ironii losu. Myślę po obciąganiu i zarywa do mnie gej. Nie mam nic przeciwko homo, ale czy ja mu, do chuja wafla, wysłałem jakiś sygnał, że do mnie podbił. Kręcę głową i odchodzę. Nie mija dziesięć minut, znowu grubas, tym razem zaczyna się bujać z nogi na nogę, coś na kształt tańca. Mam dość. Spieprzam stąd. Kiedy opuściłem klub i spojrzałem na zegarek było po ósmej rano. Ludzie od mniej więcej godziny pracują. Dobrze, że mam wolne. Wracam i myślę, o tym wszystkim, jak to się stało, że tyle rzeczy umknęło mi w życiu. Co raz częściej patrzę na swoje życie z perspektywy porażki.