Seksualny padlinożerca cz. 2

Na drugim piętrze otworzyła drzwi obite jakąś sklejką. Po minucie w środku zorientowałem się, że jestem w mieszkaniu typowych dorobkiewiczów. Trzy pokoje, przedpokój z upchanymi na wieszaku kurtkami i bluzami. Na podłodze kilka par butów tworzy abstrakyjną mozaikę. Wchodzimy do największego pokoju. Rozścielone łóżko, porozrzucane ubrania, deska do prasowania, kilka opakowań DVD z babskimi serialami. Książki: horrory i tak zwane współczesne erotyki.  Jakie to przewidywalne. Całujemy się, nie namiętnie, nie zachłannie, ale całkowicie bez jakichkolwiek emocji. Całujemy się, bo tak robią w książkach, które czyta, bo to z pewnością widziała w serialach, które kupuje całymi seriami. Rozbieramy się. Ma przeciętną bieliznę, pasującą do niej. Kiedy patrzę na nią nagą, widzę obraz typowej polskiej kobiety. Zawalista figura, lekko odstający brzuch, spore uda, dorodne cycki z brodawkami pasującymi do tego typu urody. Dzieło zwieńcza jej łono po nieumiejętnie wykonanym zabiegu golenia okolic intymnych, zapewne tanią maszynką kupioną w dyskoncie albo żółtą, męską jednorazówką. Kładziemy się na łóżku, nasze ręce błądzą po ciałach. Alkohol, nagie kobiece ciało, wystarczają, żebym był gotowy do startu. To dobrze, bo ze zgrozą zauważam, że nie jestem już twardy jak skała zawsze i wszędzie. Patrzę na jej najintymniejsze okolice, Ogarnia mnie pusty wewnętrzny śmiech. Jej cipka jest typowa dla tego typu urody. Czyżbym naprawdę widział już wszystko? Na kilka godzin, cofnąłem się w czasie. Znów byłem herosem, znów żyłem seksem. Bzyknęliśmy się kilka razy, dopóki się nie skończyły gumki, mnie i jej. Ciekawostką było to, że po początkowej odmowie dała się namówić na niekonwencjonalny seks, za lubrykat posłużył nam olej spożywczy, a raczej jego resztka,  która stała w kuchni. Kiedy skosztowała tej zabawy nie chciała nic więcej. Kiedy skończyły się gumki zapadliśmy w półsen. Zawsze tak mam, na cudzej mecie, zwłaszcza przy takich przygodach nie zasypiam twardym snem, po prostu nie mogę. Kiedy słońce zaczęło z coraz większą natarczywością zaglądać przez szpary utworzone przez rolety w oknach, otworzyłem oczy, spojrzałem obok siebie i na pokój, w którym spędziłem ostatnie kilka godzin. Poza niesmakiem w związku z bałaganem na który patrzyłem, nie czułem nic. Nie znałem kobiety obok mnie, nie chciałem znać.

Pierwsze zdanie, jakie Bóg wypowiedział do człowieka brzmiało: bądźcie płodni i rozmnażajcie się. Są dwie szkoły katolickie, ta skostniała, najprawdopodobniej wywodząca się z ciemnych zakamarków dewocji wymachuje tym zdaniem, jako dowodem, na to, że „toto w toto” tylko w celu produkcyjnym inaczej nie wolno. Druga szkoła, nieco bardziej liberalna, nazwę ich za Tuwimem neokatolikami, pierwsze zdanie Boga tłumaczy sobie: idziecie uprawiać seks. Ale nie jest to przyzwolenie na wsadzanie gdzie popadnie i komu popadnie. Są pewne warunki, ogółem można je nazwać miłością. To drastyczne uproszczenie. W skrócie chodzi o to, że największą radość z seksu mamy wtedy, kiedy uprawiamy go z osobą, która fizycznie działa pobudzająco,a intelektualnie i osobowościowo jest magnesem. Kiedy mamy te składowe i seks jest kolejnym etapem, to taka relacja staje się czymś wręcz świętym. Są jeszcze inne teorie, wiele teorii. O tym kiedy indziej. W każdym razie leżąc w obcym łóżku zastanawiałem się, czy aby w dobrym kierunku zmierzam. Kolejną myślą było: czy mogę już sobie pójść.

Obce ciało obok mnie przebudziło się, spojrzało na mnie.

– Czemu jeszcze nie idziesz do domu? – Ufff – no szacuneczek za to pytanie.

– Już idę. – Ubrałem się i wyszedłem.

Kiedy obszedłem blok dookoła, wyszedłem na chodnik. Słońce było już całkiem wysoko. Lekko zmrużyłem oczy i ruszyłem przed siebie. Na chodniku mijałem ludzi, rodziny z dziećmi w drodze do kościoła albo na niedzielny rosołek do teściów.

Cofnąłem się w czasie, zawsze po takich jednorazówkach szedłem rano w dobrym humorze, z poczuciem, że oto ja – GRACZ – rozegrałem po mistrzowsku kolejną partię. Kiedyś przy piwie rozmawialiśmy z Miszą jaki moment napawa nas najmilszym uczuciem wprzygodnch kontaktach z kobietami. Obaj mieliśmy podobne spostrzeżenia. Największe wytchnienie ogarniało nas wtedy, gdy wracaliśmy po udanym podboju albo gdy ktoś opuszczał nasze łóżko i mogliśmy z poczuciem wygranej rozkoszować się całą przestrzenią w pościeli.

 Od dawna to uczucie gdzieś zniknęło, coś jakby się skończyło, zniknęło, wyparowało. Z każdym krokiem dopadało mnie uczucie przygnębienia. Przez chwilę pomyślałem o Małym Szczebiocie. Coś sobie wymarzyłem, czegoś chciałem, ale wydawało się to tak odległe, że nie śmiałem nawet tego nazwać. Chyba poczułem coś na kształt tęsknoty. Przecież wiesz, że nic z tego nie będzie –głos, znajomy głos z tyłu głowy przywołał mnie do porządku.  Niepokojące uczucie.

Znam swój organizm, znam siebie.  Znam ten schemat. Dziwne, fast sex, fast food, śmieciowy seks, śmieciowe jedzenie. Jakież to proste. Wszedłem do najbliższego centrum handlowego (o dzięki ci losie, że jestem w mieście, gdzie takich sanktuariów konsumpcji jest wiele). Strefa food zapraszała neonami. Zamówiłem porcję śmieciowego, choć teoretycznie zdrowego jedzenia. Przy pierwszym kęsie spotkało mnie zdumienie. Jedzenie rośnie mi w ustach, nie mogę przełknąć. Przeżuwam każdy kęs. Mozolnie, z wysiłkiem, jedzenie ma zapach i kolor, wygląda niemal tak wspaniale jak na świecących neonach. Jednak nie czuję smaku. Doznaję czegoś dziwnie znajomego – im bardziej zapycham żołądek, tym bardziej jestem pusty. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Rozglądam się wokół , dostrzegając tylko poste ludzkie skorupy. Międlenie w ustach i przełykanie zamówionego jedzenie zajmuje mi czas dwa razy dłuższy niż normalnie. Kończę, pustka, która mnie ogarnęła powiększyła się. Dziwne, jakby pustka mogła się powiększać. A jednak. Odchodzę od stolika, czuję niepokój i pustkę. Czuję się źle. Z nadzieją patrzę na kinową salę. Nie mija pięć minut, a już jestem w kasie i kupuję bilet. Z odcieniem leciutkiej zazdrości patrzę na ludzi kupujących dwa bilety. Czyżbym coś przegapił w życiu? Film, choć zapowiadana nowość mija szybko. Przez dwie godziny i dwadzieścia minut jestem widzem. Kiedy mrok kinowej Sali zamieniam na popołudniowe słońce w wielkim mieście znowu ogarnia mnie pustka, która wywołuje niepokój. Chciałem ten film obejrzeć z Małym Szczebiotem. Chciałem. Wracam do mieszkania. Jestem w próżni.

Wieczór, dzień dobiegł końca. Nareszcie. Stoję nad umywalką. Woda nabrana w dłonie ochlapuje twarz. Patrzę w lustro. Wpatruję się intensywnie. Bardzo chciałbym zobaczyć twarz dwudziestoletniego chłopaka. Chciałbym zobaczyć jego spojrzenie przepełnione ciekawością, pełne nadziei, uporu i niezachwianej wiary, że jego droga będzie drogą na szczyt.  Tak bardzo chciałbym zobaczyć na jego twarzy ten niegasnący głód. Głód poznania nowego, nowych doznań, głód dojścia odrobinę dalej niż wszyscy inni. Chciałbym mu powiedzieć co i jak. Podpowiedzieć, jak się sprawy mają. Ale nie, nie ma go tam. Zamiast tego, patrzę na trzydziestoparolatka o spojrzeniu przepełnionym pustką, która wzbudza trwogę.

Zrozumiałem jak, wciąż nie pojmuję dlaczego.

Seksualny padlinożerca cz. I

Sobotni wieczór. Wszechogarniające zimno wygania z ulic.

Underground, ciężkie brzmienie wybrzmiewa z głośników. Znowu jestem w klubie, którego nawet nie lubię, ale zawsze tu ląduję. To kolejny przejaw marazmu, który nie tylko mnie otacza, ale wręcz wdarł się we mnie.  Delikatnie stłumiony wypitym alkoholem rozglądam się wokół. Trudno określić średnią wieku, ludzie na parkiecie wykonują ruchy, które z pewnością nie są tańcem, jest czymś pośrednim między mozolnym  parciem do przodu, na przykład w kolejce do szatni, a czymś przypominającym prastare rytuały. Patrzę w stronę DJ. Dwudziestokilkuletni chłopak jest niczym kapłan nowej religii.

Podchodzę do baru. Dziwne, ale nie ma aż tak wielu ludzi. Barman odwrócony rozmawia z jakąś kobietą. Na krótką chwilę oczy kobiety wpatrują się w moje piekące do dymu źrenice. Uśmiecha się, oddaję jej uśmiech. Barman w tym czasie sporządza drinka. Kobieta nachyla się nad barem i coś mówi. Barman bierze z suszarki pusty kieliszek. Podaje mi Jaggemeistera wskazując na kobietę, która patrzy na mnie i się uśmiecha. Unoszę kieliszek, oboje wypijamy. Przeciskam się do niej. Krótka chwila na malutki rekonesans. Wiek coś pod trzydziestkę, włosy brązowe, nieco za ucho, ubrana w beżowy płaszcz. Nasze usta wykonują ruchy, z boku przypomina to rozmowę, ale łupanka z głośników uniemożliwia jakąkolwiek rozmowę. 

Patrzę na jej oczy i uśmiech. Unoszę dłoń, dając znać barmanowi. Ta kolejka jest na mój koszt. Jestem konserwatywnym libertynem. W kwestii finansowej, konserwatyzm bierze górę. Różnej maści samozwańczy trenerzy podrywania uważają to za przejaw słabości, coś, co dyskwalifikuje w oczach kobiet. Śmieszne i głupie.

Przypatrujemy się sobie. Wypijamy kolejkę, później następną. Nasze ręce dotykają się po to żeby za chwilę się połączyć. Mówimy coś do siebie, ale sami nie wiemy co, prowadzimy niby-rozmowę. Przechodzę do palarni, unoszę dwa palce do ust, żeby zasygnalizować mojej nowej znajomej, gdzie idę. Wydyma usta jej twarz przybiera ignorujący wyraz, jej spojrzenie płynnie z uśmiechu przechodzi w obojętność. Wzrusza ramionami i odwraca się do baru. Uśmiecham się i odchodzę. W palarni odpalam Marlboro light i zaciągam się. Ogarniając wszystko i wszystkich leniwym spojrzeniem. Patrzę na festiwal ucieczki, inaczej nie potrafię tego nazwać. W potężnym słoju wypełnionym elektronicznym brzemieniem i mefedronem banda dzieciaków ucieka. Ucieka przed światem, ucieka przed życiem, może nawet przed sobą. Śmieszne, jestem jednym z nich, moja przewaga polega na tym, że ja o tym wiem.

Nieznajoma w beżowym płaszczyku odnajduje mnie. Patrzymy na siebie, a raczej to ona na mnie patrzy wzrokiem, który stracił nieco na ostrości w skutek spożytego alkoholu. Ja, intensywnie patrzę w jej oczy, ale ta intensywność ma inne, osobne źródło. Szukam odpowiedzi, na pytanie, którego nie potrafię sformułować. Obejmujemy się, przez chwilę bujamy się, niby do ballady romantycznej. To nieco groteskowe, bo łupanka z głośników powoduje, że ludzie wokół skaczą niczym atrakcja w menażerii. Na raz nieznajoma odkleja się ode mnie jej spojrzenie pada na szczupłego chłopaka o ciemnej karnacji i szerokim uśmiechu. Nie reaguje na to. Wyciągam kolejnego papierosa. Staram się, z wydobywającego się z moich ust dymu, utworzyć coś na kształt koła. Systematyczne ruchy żuchwą przynoszą rezultat w postaci wyraźnych , grubych kół z dymu. Dopalam i kieruję się w stronę wyjścia. Już prawie dotarłem do drzwi, gdy ktoś ciągnie mnie za rękę – znowu ona.

– Wychodzisz ze mną. – Łapie mnie za rękę i wychodzimy.

Na zewnątrz świta. Wczesno-poranny chłód  działa jak nawilżana chusteczka do higieny intymnej – daje iluzje odświeżenia.

– Gdzie nas dalej noc zaprowadzi? – Pytam patrząc na moją towarzyszkę. Staram się ocenić ją teraz, poza klubowym zgiełkiem. Ciekawe, nic ponad to, co zauważyłem w klubie w niej nie ma. Ma przeciętną twarz, lekko zwalistą figurę lekko kręcone włosy w nieokreślonym kasztanowo-brązowym kolorze. Kierujemy się do postoju taksówek. Wsiadamy i bezimienna podaje adres. Zaczynam rozumieć dlaczego do tej pory niewiele mówiła. Niemiłosiernie sepleni. Jedziemy pod wskazany adres. Boję się kłopotliwego milczenia, dlatego prawię jakiś oklepany komplement, całujemy się. Po kolejnych dwóch pocałunkach i coraz bardziej banalnych i wulgarnych komplementach, dojeżdżamy na miejsce. Taksówkarz podaje kwotę, regulujemy rachunek i wychodzimy.

Gdy zostajemy sami na chodniku pada pytanie, które nieco mnie otrzeźwia: – po co ze mną przyjechałeś? – Nic nie odpowiedziałem. Lepiej milczeć. Milczeć i stać w miejscu. Bezimienna podchodzi do bramki-furtki. Blok ma specyficzną architekturę. Od ulicy trzeba wejść po schodach i skręcić w lewo, dopiero docieramy do klatek. Bezimienna weszła za bramkę i powolnym krokiem zmierzyła się ze schodami. Gdy była na szczycie, odwróciła się spojrzała na mnie zniecierpliwiona, mlasnęła i wykonała zapraszający, wręcz teatralny  ruch ręką. Uff, czyli jednak zwycięstwo. Lekkim, na ile pozwolił alkohol, krokiem ruszyłem przed siebie.

CDN