W labiryncie burdelowa 4.0

Irka podobno była ćpunką. Dowiedziałem się od Szwagrów, kilka miesięcy od mojego zalogowania na Forum. Nikt nigdy nie powiedział, na jakiej podstawie tak sądzi. Po prostu. Była ładna, było w niej coś uległego. Za niewygórowaną cenę pozwalała skorzystać z każdej swojej dziurki. Kiedy zakończyła wstępne obrabianie kija, położyła się na plecach i rozłożyła nogi. Zupełnie, jakby czytała w moich myślach. Przed moim wejściem posmarowała się lubrykatem. Kiedy spytałem o dupcie, skinęła głową, odwracając się. Wspominam ją jako przyjazne jebanko. Pewnego dnia słuch o niej zaginął.

Miss Solaris        

Po pierwszym niezaliczonym kolokwium poszedłem na dworzec autobusowy i wsiadłem bez pytania do autobusu, pierwszego lepszego. Jadąc i patrząc w szybę, zdałem sobie sprawę, że  jadę w poszukiwaniu nowych doznań. Znalazłem się w innym mieście, blisko sto kilometrów dalej. Tam też istniała kraina burdelowo. Pod podanym adresem ujrzałem opaloną w solarium blondi o urodzie klubowej dzidzi. Jej opalone cycki pamiętam do dziś. Pukałem ją z przodu, z tyłu, bokiem, siedząc i leżąc. Tak było do pierwszego finału, druga runda przebiegła pod znakiem ujeżdżania. Dosiadła mnie, niczym rasowa cowgirl. Po wszystkim porozmawialiśmy o modnych wtedy imprezach techno.

Szczupła lga

Na jej piczy wyćwiczyłem swój język. Wszystko zaczęło się w pewien niedzielny wieczór. Znudzony buszowałem po Internecie, nie było Strony, nie było Szwagrów, nie było niczego. Porno strony i oficjalne witryny miejsc schadzek. Strony zrzeszające amatorów lodów w ramach deseru dopiero raczkowały. W końcu natrafiłem. Niewyraźna fotka i numer telefonu. Zadzwoniłem i okazało się, że jak najbardziej,  przyjmuje w mieszkanku prywatnym, które znajdowało się na ulicy, której nie potrafiłem zlokalizować. Okazało się, że to drugi koniec miasta. Ubrałem się i wyszedłem w mrok jesiennego wieczoru. Przemierzałem ulice i skwery. Wsiadłem w końcu do tramwaju i pomknąłem w kierunku dzielnic, które były obce.  Wykorzystując swój wrodzony urok, spytałem kobieciny w tramwaju, jak dotrzeć pod wskazany adres. Okazało się, że to dalej niż myślałem. Po wysiadce z tramwaju czekało mnie jeszcze około pięciu przystanków autobusem. Grozy dodawał fakt, że byłem w dzielnicy, gdzie łatwo po mordzie oberwać i wrócić bez telefonu. Jechałem autobusem i coraz bardziej ogarniał mnie niepokój. Nie ma co, sam pchałem się w gips. Ale nie zawróciłem, byłem na szlaku i wiedziałem, że nie mogę z niego zawrócić. Trudno, co będzie, to będzie. Przystanek na którym musiałem  wysiąść nie wydawał się bardzo zniszczony. Spodziewałem się scenerii prawdziwych slumsów, jednak nie. Spokojnie rozejrzałem się po tabliczkach na blokach. Jest! Nazwa ulicy pasuje, pozostało odnaleźć numer. Chodząc po osiedlu, cały czas konspiracyjnie oglądałem się za siebie, czy przypadkiem jakaś grupa nie zauważyła obcego. Znalazłem  numer bloku, poszukałem klatki z odpowiednim numerem. Moja ekscytacja sięgała czubka głowy, kiedy stałem przed drzwiami. Dotknąłem przycisku nieopodal drzwi. Drzwi otworzyły się, płonąłem z ciekawości, kto to będzie. Otworzył facet z ciemnymi wąsami. Zamurowało mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć, ani co zrobić.

– Tak? – Mina faceta nie miała groźnego wyrazu, bardziej był zaciekawiony.

– Dobry wieczór, jest Magda? – Tylko to mi przyszło do głowy.

– Nie, to pomyłka, nie jest pan pierwszy. Ktoś niedokładnie podaje adres.

Poszedłem jak po zmyciu.

CDN

Na co komu GREY?

No co komu Grey?

No i mnie złamali. Za namową koleżanek obejrzałem ekranizację  kolejnej część „prowokującej, erotycznej, zrywającej tabu” książki. Nie muszę pisać tytułu, jak sądzę.

Gapiąc się w ekran, bo z pewnością  nie było to oglądanie dla przyjemności, a rodzaj masochistycznego dręczenia lub próby charakteru,  oczami wyobraźni widziałem ten kisiel w majtkach nastolatek, prawie dorosłych dwudziestokilkuletnich kobiet i mężatek, które oto dostały swoją nieco brudną bajkę o nowej odsłonie seksualnego kopciuszka, gdzie zamiast dyni przeobrażającej się w karocę są kajdanki, a zamiast pantofelka, książe ma w ręku szpicrutę.

Żeby nie było. Lubię i doceniam literaturę erotyczną. Klasyki tej literatury. Powiem więcej. Interesuje mnie literatura pornograficzna. Podana w odpowiedniej oprawie intelektualnej i fabularnej, może wiele nauczyć, skrzywić myślenie, albo otworzyć wrota, które już na zawsze pozostaną otwarte, bez względu na skutki. Klasyki pozostaną niezapomniane. A co nam zaserwowała autorka trylogii „najbardziej perwersyjnej książki dekady”? Wielkie nic. Powieść typu harlequin, której objętość napompowała w pierwszej części emailową korespondencją. Chcecie przepis na „skandaliczną powieść”. Służę. Kupcie za kilka złotych tanie romansidło w kiosku. Teraz dodajcie trochę klapsów, trochę scen ze skrępowanymi kończynami, no i jeszcze kilka rozterek życiowych i BĘC. Napisaliście powieść.  A przepraszam –  zapomniałem – minimum jeden z bohaterów musi być bardzo bogaty. Domy na różnych kontynentach, jacht i samolot. To ważne, przecież orgazm pojawia się tylko u tych, co mają minimum milion dolarów na koncie. Ci mniej majętni również i w tej materii są ubożsi. Jeśli miałbym krótko zrecenzować modne ostatnio pozycje erotyczne, to moja recenzja byłaby krótka: książki pisane przez kobiety z syndromem niedopchnięcia, dla kobiet z syndromem niedopchnięcia.

Warto zadać sobie pytanie, dlaczego takie książki są popularne. Co takiego się dzieje w związkach (bo na pewno nie w książce), że kobiety sięgają po takie pozycje. Powiem wam. Każdy człowiek, czy to kobieta, czy mężczyzna, nigdy tak naprawdę nie wyrasta z etapu bajek. Nawet na starość po cichu liczymy na happyend. A sfera uczuć i seksu to sfera gdzie przez całe życie jesteśmy dziećmi. To taki ostatni listek figowy za którym skrywamy pewne tęsknoty, pragnienia i sny.  To, że kobiety lubią nową wersję Kopciuszka, świadczy o tym, że to faceci nieco pokpili sprawę. Stawiam, że z lenistwa.

Kilka lat temu spotkałem się ze znajomą, prawdziwą fanką Greya. W co trzecim zdaniu wzdychała, że wokół nie ma TAKICH FACETÓW. Sytuacja towarzysko-zawodowa spowodowała, że nasze spotkania odbywały się cyklicznie. Dosyć szybko odkryłem, że ta młoda żona i mama czuje się zaniedbana. Mąż daleko od domu pracował, na miejscu pozostało dwuletnie dziecko i szara rzeczywistość. Dla dwudziestoośmioletniej kobiety to faktycznie nie jest ciekawy scenariusz i nie potrzeba konsultacji u prof. Lwa Starowicza, żeby zobaczyć co tej relacji dolega.  

Wypadki tak się potoczyły, że kilka nocy spędziliśmy w łóżku. Przestała wzdychać o Greyu. Żeby nie było, nie uważam siebie, za Greya, ani za któregokolwiek książkowego, czy też filmowego amanta. Po prostu znalazłem się w odpowiedniej chwili w odpowiednim miejscu. Uważam, że uratowałem ten związek. Obecnie mają drugie dziecko i według relacji wspólnych znajomych są szczęśliwi.

         Na koniec dobre słowo. Panowie, rozejrzyjcie się dookoła. Jeśli któraś z kobiet w waszym otoczeniu podoba się wam i do tej pory nic nie działaliście w temacie, to podejdźcie, powiedzcie, że ma ładną sukienkę i jakoś dalej pójdzie. Drogie panie, wiedzcie, że my faceci jesteśmy ograniczeni i trzeba nam łopatologicznie uzmysłowić, że mamy rozpocząć towarzyskie manewry. Przecież dobrze wiecie, że to WY tak naprawdę inicjujcie kontakt i rozgrywacie karty w tej pięknej towarzyskiej grze. Dajcie szanse i może wtedy, wspólnie powiemy: na co nam Grey? Mamy siebie.

Udanych wakacji dla wszystkich.