Seks kac cz. I

To była impreza, to było pijaństwo. Bądźmy szczerzy, takich przyjęć było więcej, było dużo, ale akurat ta pozostała w mojej pamięci. Wieczór zlał się z nocą, noc z porankiem. Kiedy otworzyłem oczy na mój mózg potoczyła się lawina nieprzyjaznych impulsów. Po pierwsze ból głowy. Nieprzyjemny, poalkoholowy, ciężki. Głęboki oddech. Z trudem przekręcam głowę. Kolejny syndrom dnia następnego – suchość w gardle i pragnienie. Nie, to nie zwykły kac, to pustynia w moim gardle dopomina się o porę deszczową w postaci chociaż łyka kranówy. Kilka solidnych pociągnięć wody mineralnej, która na szczęście stała pod biurkiem, przyniosło ukojenie. Uff. Poranny prysznic niewiele pomógł. Błędnym spojrzeniem ogarniam mieszkanie. Z Miszą i z Markiem zamieniam kilka zdań. Mimo zmęczenia wywołanego ostatnią nocą czuję w ciele jakiś bliżej niezidentyfikowany impuls. Nie mam na nic apetytu. Patrzę przez okno na letnie słońce. Szkoda zmarnować tak ładny dzień. Wychodzę z mieszkania.  Mój mózg odbiera sprzeczne impulsy. Jestem zmęczony, osłabionym, a jednocześnie jakaś dziwna siła pcha mnie przed siebie. Gdy docieram do Centrum telefon w mojej kieszeni zaczyna przypominać kawałek rozpalonego żelaza. To magiczna brama do świata doznań, do możliwości spełnienia dowolnej zachcianki niemal natychmiast. Analizuję swoją sytuację towarzyską. Na szybki numerek mógłbym się wprosić do dwóch koleżanek. To nie przechwałki, tak wygląda sytuacja. Bez udawanej skromności mogę śmiało stwierdzić, że towarzysko jestem dobrze ustawiony. Problem leży w tym, że to mnie nie kręci. Główne modele towarzyskie w naszym społeczeństwie już przerobiłem. Chodziłem na randki, spotykałem się, byłem w związku, byłem tym trzecim na boku, byłem lekarstwem po nieudanym związku, byłem zemstą niedopieszczonej żony. To wszystko przerobiłem . Początkowo każde takie doświadczenie jest czymś w rodzaju źródła energii, paliwem które zasila do następnych epizodów i przygód, do następnego etapu gry. Z czasem jednak każde rozdanie staje się przewidywalne, nawet zdania wypowiadane do drugiej osoby są bliźniaczo podobne. Ostatecznie – jeśli za kryterium przyjmiemy tylko seks – wszystko sprowadza się do pytania: uda się czy nie? Da, czy nie da? W świecie doznań, nazwijmy to, komercyjnych jest nieco inaczej. To taki alternatywny świat. Mroczny, pełen niedomówień i zagadek. Co do bohaterów, czy bohaterek w tym świecie to też, z czasem staje się oklepane i przewidywalne, ale mimo wszystko to magiczny świat.

I tak jest teraz. Wiem czego chcę. Chcę magii. A telefon, to taki rodzaj magicznego artefaktu. Szybko i fachowo przerzucam Stronę i Forum. Po kilku minutach dzwonię pod kilka numerów. Stałem się wygodny. Stwierdzam, że muszę znaleźć adres nie dalej niż sto metrów od miejsca w którym stoję. Los sprzyja gotowości umysłu. Kolejna rozmowa i adres – blok na który patrzę. Uśmiech, delikatny uśmiech przemyka po moich ustach. Jakie to wszystko dziecinne proste. Dalej, to już schemat. Rozmowa krótka i fachowa: ustawka, określenie co i za ile. Po kilku minutach patrzę na nagie ciało trzydziestokilkuletniej blondynki, nasze zbliżenie jest zwyczajne, jak dziesiątki wcześniejszych i dziesiątki późniejszych. Nie pamiętam, żeby było w nim coś nadzwyczajnego.

 Dosyć szybko dochodzę. Kiedy szczytuję uderzenie bólu odciska się w moje głowie. Po wszystkim, ból głowy ustaje. Jestem jeszcze bardziej osłabiony, niż rano. Ogarnia mnie delikatne oszołomienie

 Z mieszkania wychodzę po około dwudziestu minutach. . Kiedy wychodzę z klatki kontrast chłodu bijącego od jeszcze nie nagrzanych murów i słonecznego ciepła rozleniwia mnie. Najchętniej zasnąłbym na jakiejś ławce.

Kac powraca, do tego w głowie zaczynam mi wirować. To jednak był pewien rodzaj aktywności. Idę do knajpki, która jest dokładnie po przeciwnej stronie dużego skrzyżowania. To ulubiona knajpka studentów, miejsce na randki te pierwsze i te kolejne. Ściany tego lokalu, gdyby tylko umiały mówić, mogłyby napisać niekończącą się opowieść. O rodzących się uczuciach, o pierwszych nieco podszytych zdenerwowaniem rozmowach, patrzeniu w oczy. Wspólnie wypitych kawach, herbatach, czy też dla większego animuszu piwach. Może byłyby to prawdziwe bestsellery – romanse, a może wytarty niczym dżinsy na kolanach schemat powtarzałby się be końca i tylko twarze byłyby inne. Kto wie. Patrzę na dwukolorowy sok, który zamówiłem. Pustka, nie potrafię inaczej określić trawiącego mnie uczucia, jak również otaczającego mnie świata. Dobrze, że chociaż sok ma jakiś smak, bo już wszystko było by nie do zniesienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *