Na haju cz. 2

Trzydziestokilkuletnia kobieta o  przeciętnej twarzy i włosach blond, które stwarzały wrażenie nieco przykurzonych. To dosyć ciekawe, że w takich miejscach kobiety noszą znamiona zmęczenia. Zapewne ma to związek z trybem życia i profesją, która zapewne może wyczerpywać. Niekiedy to kwestia dbania o siebie. Kobieta, która otworzyła mi drzwi jest zadbana. Jej włosy w kolorze blond są starannie farbowane, ale mimo wszystko sprawiają wrażenie przykurzonych.

Oboje patrzymy na siebie. Moje oględziny są typowo konsumenckie. Patrzę na jej figurę, która jest dosyć pełna, ale nie pozbawiona kobiecości. Pokaźne piersi przykryte czarnym kostiumem  są zapowiedzią bliskiej rozkoszy. Mimo kompletnego upalenia moje napalenie staje się coraz silniejsze. Czuję na sobie spojrzenie gospodyni. Patrzy na mnie z zaciekawieniem. Zastanawia mnie, czy marihuana aż tak bardzo jest widoczna. Okazuje się, że nie o to chodzi.

– Jesteś młody. – Jej spojrzenie wyraża szczere zdziwienie. – Nie jestem dla ciebie za stara? Może chcesz młodszą dziewczynę?

– Nie, jest ok. – Mówię to obojętnym głosem, nie jestem stanie zdobyć się na jakiekolwiek emocje. Chcę się tylko pieprzyć. Nic więcej.

Blondynka uśmiecha się i wprowadza mnie do malutkiego pokoju, którego dwie trzecie podłogi zajmuje rozłożone łóżko. Powoli zdejmuję kurtkę i resztę odzienia. Blond diva rozściela prześcieradło na łóżku, jest pochylona, czarny kostium unosi się nieco w górę, odsłaniając całe uda i fragment pośladków. Czuję ucisk w podbrzuszu. Jestem w samej bieliźnie, podchodzę do niej o delikatnie przesuwam dłońmi po udach i pośladkach. Właścicielka cielesnych walorów kończy ścielenie łóżka. Odwraca się i przesuwa ręką po moim torsie. Przez chwilę błądzi dłonią po brzuchu, kreśląc palcem pętle po mojej skórze. Jej dłoń spoczywa na wypukłości w moich slipach. Delikatnie masuje, wydając z siebie pomruk aprobaty, który jest formą skryptu sprzedażowego. Prostytucja, podobnie jak każda inna działalność z pogranicza sprzedaży i marketingu ma swoje schematy i skrypty. Jednym z podstawowych chwytów jest zachwyt penisem klienta. Każda kobieta, która zawodowo zajmuje się nierządem wie, że nie sprzedaje tylko swojego ciała i czasu. Sprzedaje wiele więcej. Musi sprzedać nieuchwytny substancje, która zapełni naczynie męskiego ego. A można to zrobić na dwa najprostsze sposoby: pochwalić organ i dobrze wykonaną robotę. Każdy facet jest dziecinnie łatwowierny jeśli chodzi o te dwa stwierdzenia. I znawczynie tego tematu, bez względu na to, czy są komercyjne, czy nie, doskonale o tym wiedzą. Dopiero z czasem nabiera się właściwego podejścia, spojrzenie i zmysły stają się wyostrzone na marketingowe zachowania div.

Moje palce również zaczęły przesuwać się po jej ciele. Ramiona, biodra, uda, pośladki, standartowy szlak. Dłoń blondynki wsunęła się pod moje slipy, co sprawiło jeszcze szybsze krążenie krwi w tych okolicach. Złapałem ją za pośladki, uśmiechnęła się.

– Chodź.

Oboje osunęliśmy się na łóżko. Mieszanina macania, dotykania i czegoś na kształt obustronnego masażu nie sprawiała wrażenia uwertury przed aktem seksualnym. Ja pozbyłem się bielizny, moja towarzyszka czarnego, roboczego stroju. Po kilkuminutowych manualnych zabiegach na moim przyrodzeniu znalazł się dopasowany produkt firmy Conamore. Wszystko przebiegało według znanego i utartego schematu. Scenariusz zakładał kilka minut śmiesznych ruchów i finał. Leżałem na trzydziestokilkulatce i spokojnie, rytmicznie pracowałem. Uległem czemuś na kształt zawieszenia, odpłynąłem myślami w niebyt. Nie wiem ile to trwało, ale gdy wróciłem do rzeczywistości, popatrzyłem na eksplorowaną kobietę. Stwierdziłem, że już mi się nie chce, przyspieszyłem licząc na szybszy finał. Nie pomogło. Nastąpił maraton. Klasycznie z nogami w każdym wariancie, ona na mnie, ja na niej. Z przodu, z tyłu, z boku. Na siedząco, na klęcząco. Zabawa biustem przy jednczesnej stymulacji ręką, lodzik, mineta. Tu zatrzymałem się na dłużej. Smak jej najintymniejszych części ciała niemal przyspawał mnie do jej krocza. W sumie naliczyłem kilka skurczów i trzy wygięcia do tyłu przy jednoczesnym głębokim westchnięciu. Czy udawała? Nie sądzę. Przerwał nam telefon w moich spodanich. Podszedłem, odebrałem, okazało się, że to Kamil nr 2. Nie wiem ile czasu minęło, ale wszyscy się już ocknęli i impreza powoli zmierzała ku końcowi. Zaniepokojeni moją nieobecnością dzwonili. Ja rozmawiając z Kamilem podszedłem do blondyny, która symulowała mnie na przemian ręką i ustami. Kiedy skończyłem rozmowę z Kamilem, założyła mi nowy condom.

– Jesteś, no – tu się uśmiechnęła – bardzo wytrzymały.

Powróciliśmy do pozycji klasycznej. W końcu osiągnąłem upragniony finisz. Kiedy się ubierałem, moja gospodyni patrzyła na mnie. Jej twarz pokrywał uśmiech i zaciekawienie podobne do ludzi obserwujących goryla w zoo, który akurat zaczął się nieładnie bawić sam ze sobą. – Naprawdę mnie wymęczyłeś – stwierdziła.  Kiedy odprowadzała mnie do drzwi, spojrzeliśmy na siebie. Pokręciła głową, uśmiechnęła się, jakby chciała coś powiedzieć.

– Cześć. – Powiedziała jedynie

– Cześć. –  Drzwi  zamknęły się, a ja powoli wracałem do mieszkania. Stan dziwnego uniesienia zdawał się ulatywać. To było dziwne przeżycie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *