Porozmawiajmy o atrakcyjności

Mój kolega, Przemek, to podwójny rozwodnik. Dwa małżeństwa, dwoje dzieci. Nieuchronnie zbliża się do czterdziestki, mieszka z rodzicami i zarabia w dorywczej pracy. Życiowy przegrany, można by rzec.

A jednak, z pewnych przyczyn, to gość, któremu nie jeden, zaliczający się do normalnych facetów, może zazdrościć. Przemek, zawsze miał zapał do podrywania kobiet. ZAWSZE. Zawsze był okrągłym chłopcem, którym do najprzystojniejszych nie należał. Teraz, gruby, zarośnięty, śmierdzący potem i widać na nim nadmiar wypitego alkoholu. Ale od początku. Zawsze, kiedy mijaliśmy jakieś dziewczyny, jeszcze w latach wczesnego dzieciństwa. Z ust mojego druha padało coś na kształt: „cipki rude”. Był nieprzejednany. Kiedy nieco podrośliśmy i szliśmy razem w miasto, nie przepuszczał żadnej dziewoi. „Cześć”, „znasz Kaśkę jakąś tam” to tylko jedne z łagodniejszych tekstów. Wtedy jeszcze nie bardzo rozumiałem o co chodzi. Nie znałem magicznego słowa podryw. On znał. Nie wiem, czy to fart, czy statystyka, ale w wieku dziewiętnastu lat został ojcem. Kontakt nam się urwał, kiedy poszedłem na studia. Słyszałem, że życie go przerosło, ale nie uszało mnie to. Czasem, kiedy w wyczynach seksualno-towarzyskich, można powiedzieć ścigałem się sam ze sobą nachodziła mnie myśl, czy już osiągnąłem jego level, czy może jeszcze nie. A może poszedłem dalej? Kiedyś spotkaliśmy się przypadkiem, dowiedziałem się, że jest po raz drugi żonaty.

Zderzyliśmy się ostatnio. Dwa rozwody na koncie. I, co najważniejsze, niekończący się apetyt na nowe dupy. Co prawda, teraz nie interesują go pojedyncze wsady, a raczej, jak to określa związki, ale wciąż ten sam chłopak. Pokazał mi fotki w telefonie dwóch swoich aktualnych wybranek. Trzydzieści dwa i dwadzieścia siedem lat. Nie jakieś kaszaloty, ale całkiem dobre dupy. Jak je wyrwał, nie mam pojęcia. Co ciekawe wie, która z koleżnek się rozwiodła, albo jest sama cały czas. Facet jest po prostu, niczym szalony naukowiec pracujący nad niezrozumiałą formułą. Biorąc pod uwagę, że to purchawa nasączona piwem, nasuwa się pytanie. Jak w świecie zdominowanym przez lifestylowe programy, gdzie na topie są wyepilowani solarmeni, ciągle rucha polska wersja Rona Jeremy`ego.

Ja sądzę, że pod powłoczką medialnego bełkociku o trendach w modzie i kosmetyce, w realnym świecie żyją prawdziwe kobiety które chcą po prostu chłopa. A wszystkie porady i tipy odnośnie sztuczek w alkowie nijak się mają do tradycyjnego, swojskiego, dobrego rypania. Jak u Fredry.

Groteskowe piękno

Autor pewnego bloga opisywał jak podczas podróży pociągiem obserwował kobietę, ładną, zgrabną i zadbaną.  Niemal ideał.  Gdyby nie jeden defekt…………… O ironio! Defekt nie wynikający ze złośliwości natury, ale zafundowany na własne życzenie. O co chodziło? O usta. Powiększone w sposób tak nachalny, że według autora odarły nieszczęsną kobietę z pozostałych jej walorów.

Nie wiedzieć czemu, autor za przyczynę takiej sytuacji uważa brak kontaktów z ojcem, zwłaszcza brak uwagi że strony ojca lub jego alkoholizm Nie za bardzo potrafię powiązać te dwie dziedziny żucia. Czy relację w domu rodzinnym,  odzwierciedlają wygląd zewnętrzny? Do pewnego wieku z pewnością,  być może  psycholog powiedziałby tu więcej.

Do brzegu

Ogólnie zgadzam się z tezą, że pogoń za pięknem stała się…No właśnie czym? Skoro efekt końcowy tej pogoni często jest karykaturą piękna. Nie mam na myśli (w każdym razie nie tylko) pokiereszowanych chirurgicznym skalpelem twarzy aktorek i aktorów, ale przede wszystkim wygląd tak zwanych zwyczajnych kobiet (chociaż osobiście uważam, że każda kobieta jesy nadzwyczajna), dziesiątek kobiet, które mijamy na ulicy.

Przede wszystkim, jesteśmy bezbronni wobec ciągłego ataku speców od reklamy i marketingu. A co oni robią? Dwie rzeczy. Pierwsza, to odbierają zadowolenie z siebie. Jeśli przyjrzymy się reklamom, to zwróćmy uwagę jaki jest początkujący przekaz. Masz brzydką cerę, nieładne ubranie, brzydkie włosy, nie staje ci. Jeden wspólny mianownik jesteś niedoskonała lub niedoskonały. Nawet, jeśli o tym nie wiesz, to się właśnie dowiedziałaś. I co? Powstaje pewna pustka, niedosyt. W to puste miejsce instaluje się produkty lub idee. Dobrym przykładem są modowe kolekcje. Ile razy, w stosunku do projektantów media używały określeń typu: „cesarz”,”dyktator” mody. Co to oznacza, że dana osoba w tym obszarze ma władzę absolutną. Z przyczyn nie do końca jasnych wie, co w tym sezonie jest ładne, a co nie. Zadajmy sobie pytanie, kim są kreatorzy mody. To artyści, twórcy – wynik końcowy ich prac  – czyli kobieta-modelka w modnej kreacji, czy fryzurze, ma być ładnym projektem. To niekoniecznie przenosi się na gust zwykłego faceta.

W tym momencie mamy pewien wzorzec, który być może wcale się większości nie podoba, ale nikt nie przeciwstawi się lansowanym medialnie trendom. Pojawia się natychmiast kolejna zmienna w tym równaniu. Ekonomia. Zazwyczaj lansowanym wzorzec to rzecz droga, nie zawsze dostępna dla przeciętnego zjadacza chleba. Ale rynek nie znosi próżni i pojawiają się tańsze zamienniki, już dostępne dla każdego. Produkty często gorsze jakościowo, jak również wizualnie. Plus sytuacji jest taki, że teraz tę namiastkę najnowszych trendów może mieć każdy. I co mamy? Makijaże jakby kreślone od ekierki, porażające wulgarnością ciuszki rodem z dzielnicy czerwonych latarni i w końcu perfumy ciężkie i również wulgarne. W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję. Moją koleżanka, kierowniczka w dobrej perfumerii, dla której perfumy to nie tylko zawód, ale również obszar prywatnych zainteresowań odpowiedziała mi jak ta branża ulega barbarzyństwu. To, co jeszcze kilkanaście albo kilkadziesiąt lat temu było znakiem rozpoznawczym tanich burdeli, dzisiaj należy do „wyrazistych perfum”. Nie chodzi o to, żeby zaopatrywać się tylko w ekstremalnie drogie perfumy, bo wśród tańszych, też znajdzie się wyrób gustowny.

Żeby nie rozwodzić się zbyt długo na ten temat.

Drogie Panie pamiętajcie, że jesteście piękne. To my faceci jesteśmy leniwi i nie zawsze wydobywany z was to piękno.