Iza zamiast niedzielnego rosołu

W studenckich mieszkaniach, dniem postawionym na głowie jest niedziela. To postawienie polega na tym, że studencka niedziela, przebiega inaczej, niż niedziela w domach powiedzmy zwyczajnych. Najpierw wstają rodzice: poranna toaleta, śniadanko; później wstają dzieci. Jeśli nieco starsze to odsypiają gorączkę sobotniej nocy. Młodsze odpoczywają od szkolnych trudów. W konserwatywnych rodzinach zalicza się niedzielny kościół, i każdy chciwie łapie ostatnie wolne chwile wolnego czasu. Gdzieniegdzie pojawia się niedzielny obiad u dziadków. To  zjawisko nazwałbym polską niedzielą. Inaczej jest w  mieszkaniach studenckich. Największą różnicą jest to, że nikt nie powiedział, że niedziela jest jedynym dniem wolnym. Bo w wielu przypadkach wolne może być jeszcze trzy następne dni. I to powoduje, że nikt nie przestrzega niedzielnego rytuału. Niektórzy chwiejnym krokiem wracają, mijając idące na msze babcie, inni budzą się i właśnie otwierają poranne piwo. Ktoś uśmiechnięty wraca, bo zawarł i skonsumował sobotnią znajomość. Scenariusze są różne.

Ja nie jestem tu wyjątkiem. Też postawiłem na głowie porządek społeczny. Leniwie się przeciągnąłem. Sobotni wieczór przeminął bez uniesień. Kino z Karoliną, później impreza z chłopakami. Kapitan Planeta chciał pokazać się z nową panną. Z Renatą, która była cudownie nieletnia i tym samym pociągająca, przynajmniej dla Kapitana. O dziwo, skończyło się kulturalnie i bez żadnej draki.

Rozglądam się po pokoju i leżę, po prostu leżę. Nie wstydzę przyznać się do tego, że jestem leniem. W ciągu godziny umyłem się i ubrałem. Kilka skibek chleba z szynką i serem wystarczyło na śniadanie. Mijam na przedpokoju Miszę, który wrócił z marketu z porcją rosołową, bukietem warzyw i kilkoma drobiazgami. Chociaż on zachowywał pozory normalności.

– Jesz obiad? – Misza, mimo opinii twardziela i lubiącego burdy zadymiarza, był dobrym człowiekiem i dobrym  kolegą.

– No mogę się załapać.

– To pomagasz mi, nie ma kurwa opierdalania.

– No, ok.

W sumie, nic nie mam do roboty. Siedzimy w kuchni, wszystko przygotowujemy. Rozmawiamy o wszystkim i niczym, Głównie o dziewczynach, seksie i układach towarzyskich. Tak już jest, pewne tematy nie nudzą się nigdy. Po prostu. Zanim się zorientowałem, prawie przygotowaliśmy obiad. Pozostał do zrobienia kurczak. Z tego Misza mnie zwolnił. Zawsze on przygotowywał kurczaka według swojego tajnego przepisu i trzeba przyznać kurczak był świetny. Wiedział o tym i mimo, że zawsze pomstował, że nie będzie karmił darmozjadów, to wszyscy wiedzieliśmy, że lubił robić kurczaka. Lubił też, jak każdy kucharz, widzieć, że smakuje. W miarę jak po mieszkaniu rozchodzi się zapach jedzenia. Zaczyna mnie ssać. Głód, ale nie głód wywołany pustką w żołądku. Głód za czymś niezidentyfikowanym. Ssanie, które tak dobrze znam, a jednocześnie nic o nim nie wiem, w pewnym sensie jestem przed nim bezbronny. Ubieram się.

-A ty gdzie? – Misza z kawałkiem skóry z kurczaka w ręku, wygląda nieco komicznie.

– Skoczę po fajki.

– U mnie leżą, bierz, jak chcesz.

Kręcę głową, na znak, że nie. Nie pyta, on wie, że lubię wychodzić. Niecałą minutę później jestem na klatce schodowej. Zbiegam po schodach. Ciepły miesiąc, ciepły, ale nie gorący. Chodzę po mieście, kupiłem papierosy i tak naprawdę nie wiem co dalej robić. Powinienem wrócić do mieszkania i zjeść obiad, ale nie robię tego. Chcę czegoś. Chyba najprościej byłoby powiedzieć: „baby mi się chce”, ale czy tak jest do końca? Telefon w kieszeni zaczyna przypominać rozżarzony węgiel. Myśli niczym poboczne strumyki, tworzą jeden, główny nurt. Forum, Strona, nowe cipki, cycki, nowe doznania. Iza – młoda gruba dziwka. Czytałem, recenzja Szwagrów krótka: dla amatorów rubensowskich kształtów. To coś nowego. Nigdy nie dymałem naprawdę grubej laski.

To, co się dzieje w następnych minutach, jest poza mną. Krótka rozmowa przez telefon. Adres i cena. Krótko i na temat. Działam na autopilocie, niczym przyciągany magnesem zmierzam w kierunku nowych doznań. Bo nie ma czegoś takiego jak uczucia, są tylko doznania. Jednocześnie, jakaś część, głęboko we mnie mówi mi, że czegoś szukam.

Pukam delikatnie trzy razy. Jedna z zasad w tym świecie głosi, że nie można za głośno wchodzić na mieszkaniówkę, bo nadmiar hałasów może zdenerwować sąsiadów, a tego byśmy nie chcieli. Otwiera mi jakaś postać, w ciemnym przedpokoju. Wchodzę. Już wiedzę, gdzie mam się udać. Pokój, drugi po lewej. Drugie piętro, naliczyłem cztery pokoje. Kolejna masówka. To by tłumaczyło dlaczego otwarte w niedzielę. Nie każda kurewka przyjmuje w niedzielę. Jeśli jakaś diva ma odpowiednią pozycję, czyli pracuje sama na mieszkaniu, to często bywa tak, że wyznacza sobie godziny pracy i na ten przykład weekendy ma wolne. Nie trzeba tu wcale nie wiadomo jakiej pozycji w piramidzie, wystarczy robić swoje. W niedzielę i święta przyjmują dwie kategorie prostytutek. Pierwsza, to stare kurwy, które dosłownie przepierdoliły życie, nie mają rodzin mają tylko świat w którym wszyscy się kręcimy. Kolejna kategoria, to masówki, czyli mieszkania, gdzie przyjmuje kilka dziewczyn. Takie miejsca pracują często niemal dwadzieścia cztery godziny. Zawsze ktoś tam jest. Jak wyznała mi kiedyś pewna diva, rodzinie mówi, że pracuje w kontroli jakości, dlatego czasem chodzi na noce. Cyrk.

Wchodzę do pokoju. Łóżko, jakaś wykładzina na podłodze, stare meble przy ścianie. Standard. Iza jest młodą dziewczyną, na oko dwadzieścia sześć, maks dwadzieścia osiem lat. Jest gruba. Okrągła twarz i zwalista figura, czynią z niej umiarkowany towar, albo deficytowy towar. Chwila rozmowy. Rozmowa nie bardzo nam wychodzi. Powoli się rozbieram. Diva poszła się przygotować. Powraca po kilku minutach, które wystarczyły, żebym stwardniał. Kładziemy się na łóżku. Jej cyce i brzuch rozlewają się. Nie bardzo wiem, co z tym zjawiskiem zrobić, to na razie tylko miętoszę i ugniatam wielkie cyce. Ona leży na plecach, nic nie mówi. Ja macam ją po całym ciele, niczym archeolog, doskonale zachowanego mamuta. Pyta, czy już założyć gumę. Potwierdzam, jednocześnie w głowie rodzi mi się pytanie jak pokonam przeszkodę w postaci jej dużego brzucha. Przypominam sobie powiedzonko: „wejść za trzecią falą”, wszystko wskazuje na to, że ja też będę musiał wejść za trzecią falą. To wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Zauważa to Iza, nasze spojrzenia spotykają się. Nieoczekiwanie na jej twarze również pojawia się uśmiech. Nie jest to uśmiech przesycony rutyną, ani wymuszony. Jest pogodny i miły. Nie wiem, co o tym sądzić. Podobno grube dziewczyny mają bardziej pogodne oblicze od szczupłych koleżanek, ale ja nie do końca się z tym zgodzę. Guma idealnie przylega do mojego przyjaciela. Diva odwraca się tyłem. Wypina monstrualny zad i spiera się na łokciach. Rękami rozchylam tłuste uda. Jej srom jest duży, sprawia wrażenie wielkiej sakwy. Kilka razy pocieram ją palcami. W końcu whodzę. Przyjemne, kojące ciepło. Zaczynam posuwać, równomiernie. Olbrzymie zwały tłuszczu przede mną poddają się rytmicznym pchnięciom. Moje ruchy stopniowo stają się szybsze i bardziej sprężyste. W końcu szybkim zdecydowanym pchnięciem dobijam do końca. Dalsze pchnięcia nieco lżejsze, ale równie szybsze. Zwalniam. Ręce z bioder wędrują na jej plecy i pośladki. Gładzę ją, jednocześnie, powoli penetrując. Po kilku, może kilkunastu minutach czuję, że niebawem trysnę. Łapię za szerokie biodra i dobijam do końca raz, drugi, trzeci, kolejny. Słyszę lekkie sapanie i pojękiwanie. Dochodzę, jeszcze raz dobijam do końca. Kilka słów pożegnania i już mnie nie ma. Kiedy idę wolnym krokiem, dostaję sms: „Nie masz już jedzenia, był Mareczek i Kamil” – Misza. „Ok.” – odpisuję. Wchodzę do najbliższego fastfooda, zamawiam paszę. Jest w tym pewna symbolika. Prawdziwe, domowe jedzenie zamieniłem na śmieciową papkę. Znów odzywa się ssanie. Poszukiwanie czegoś innego  Prawdziwej miłości, innego scenariusza na życie? Wiem, że burdelowo, nie jest odpowiedzią, już nie. Więc co jest?

To pytanie dręczyło mnie długo…..

Zuza cz. 3

Nie mam nic przeciwko. Widocznie lubi tę pozycję, bo rozkosznie rozwala się na łóżku i rozkłada nogi. Teraz ja klęczę przed nią. Rozchylam nogi i wchodzę. Patrzę na jej łono. Idę o zakład, że nigdy nie przystrzygła swojego gniazdka. Dalej patrzę na nieapetyczny brzuch z rozstępami. Cycki, to jedyny apetyczny kąsek. Tępy uśmiech na twarzy również nie zachęca do ekstazy. Posuwam regularnie łapiąc za cycka, ściskam. Jedyna szansa, żebym doszedł, to jej cycki. Jednak po kilku minutach dochodzę do wniosku, że nic z tego. Mówię, żeby się odwróciła. Od tyłu spokojnie skończę. Kiedy jest na czworakach – odwrócona tyłem, łapię ją za biodra i mocno wchodzę. Posuwam miarowo i rytmicznie.

Zastanawiam się po, co to wszystko. Posuwam brzydką dziewczynę i jeszcze za to płacę. No dobra. Przyznaję, że seks za pieniądze daje pewną satysfakcję. Nie chodzi o wymianę, ale o łatwość dostępu. Jak mówią starsi ludzie „za komuny” nic nie było, landrynki urastały do rangi rarytasu. Podobnie jest z seksem. Kiedyś dziwki kojarzone były z marginesem, z wykolejeńcami. A dziś każdy kupuje seks w ten, czy winny sposób. Może całe społeczeństwo jest wykolejone?

Nie mam czasu na rozmyślania, bo coraz mocniej dobijam do pośladków. Spuszczam się bez entuzjazmu. Kurwa. Co za bezbarwny orgazm, co za bezbarwny seks.

Ostrożnie z niej wychodzę. Jest dobrze wyedukowana. Delikatnie ściąga kalosza z jeszcze stojącego potwora. Wyciera mojego kutafona nawilżoną chusteczką, w drugą zwija zużytą prezerwatywę. Obie chusteczki wyrzuca do małego kosza na śmieci. Uśmiecha się. Po wyrazie twarzy domyślam się, że raczej było przyjemnie. Nie doszła, tego jestem pewien, ale w dosyć miły sposób zarobiła kasę. To się nazywa łatwy szmal. Siada na łóżku.

– Chcesz skorzystać z prysznica albo coś? – Pyta. Domyślam się, że „coś” to propozycja napoju albo rozmowy. Kręcę przecząco głową. Na chwilę siadam na łóżku – nagi. Nie mam problemu z nagością. Nawiązujemy rozmowę. Zuza okrywa się prześcieradłem. To, co ciekawe w dziwkarskim przemyśle, to fakt, że większość div, całkiem naga jest tylko podczas seksu. Zaraz po, a jeszcze ciekawiej – tuż przed – jest okryta albo ubrana. Jak dla mnie przekaz jest prosty, jej ciało to towar, seks, to usługa, i tylko na czas transakcji jest do dyspozycji. Kiedy kochasz się z kimś bliskim, nagość jest częścią rytuału – podkreśla brak tajemnic i pełną bezbronność. Tu jest inaczej, tu nie ma bliskość. I ja to rozumiem – prawa rynku. Powoli się ubieram.

– Gdybyś chciał mnie kiedyś odwiedzić, to dzwoń wcześniej, bo wiesz mogę być zajęta. Jak widzą w ogłoszeniu, że młoda, to dzwonią non stop.

Słucham i nie jestem pewien, czy dobrze słyszę. Albo żyje w swoim świecie, Albo daje mi do zrozumienia, że jest wziętą dziwką. Nie interesuje mnie to. Wkładam buty i wychodzę. Mówię „cześć” i grubawa diva otwiera mi drzwi.

– No to cześć małpiszonku. – Słyszę na pożegnanie.

Małpiszonku? Co to miało znaczyć? Nie wiem, mało ważne. Szybko schodzę po schodach, przeskakując po dwa. Nie muszę się spieszyć, jednak schodzę szybko. To podświadomość. Chcę jak najszybciej opuścić to miejsce. A dlaczego? Zdradzę wam sekret moje panie (o ile czytają to jakieś panie) każdego faceta. Każdy, powtarzam każdy facet był kiedyś u dziwki. Nie ma tu wyjątków. Powody są różne, nuda w związku, jeśli jest z kimś dłużej, jeśli jest młody i wolny, to zjawia się z ciekawości i chęci włożenia. Tacy jesteśmy i nic nie poradzimy. Kiedy jednak już się spuścimy, to pojawia się problem. Zaczynamy myśleć logicznie i dochodzimy do wniosku, że jesteśmy nie tu gdzie trzeba, nie z tą osobą, co trzeba, i zrobiliśmy, nie to, co trzeba. Jest jedno wyjście. Trzeba wiać.

Stoję pod klatką. Odpalam papierosa i idę coś zjeść. Taki mam schemat działania. Zawsze po płatnym seksie idę na niewyszukane jedzenie do jakieś budy. Chcę być spójny – do żałosnej egzystencji pasuje żałosne jedzenie.

Kiedy jestem najedzony. Wracam do siebie. Szybkie sprzątanie, przegląd wydarzeń kulturalnych, zwykłe czynności. Popołudnie niepostrzeżenie zamienia się w wieczór. Nie chcę spędzać samotnie wieczoru. Idę do knajpy.

***

Odwzajemniam uśmiech barmanki. Matołki przy barze idą rzucać lotkami. Podchodzę, zamawiam kolejne piwo. Rozmowa sama się toczy. Jest miło. Można powiedzieć, że coś zaiskrzyło.

Wracając do domu zastanawiam się, dlaczego mimo stabilnego życia towarzysko-seksualnego wydaję pieniądze na kurwy? Po rozstaniu z Emilią, szybko odnalazłem ruchadełko ze studiów. I właśnie dziś mógłbym spokojnie zadzwonić do Kaśki. Zawsze umawiamy się na piwo, chociaż ostatnio nawet nie otworzyliśmy puszki. Mógłbym dziś, po raz kolejny ją zerżnąć. Byłoby tak samo jak kilka godzin temu. Kiepski seks, z kiepską dziewczyną. Kasa zostałaby w portfelu. A wybrałem kurwę. Wybrałem? Nie, nie wybierałem. Ja musiałem to zrobić. Mówcie co chcecie. Ale kurewski świat, czy też światek ma w sobie coś, to coś. Przed snem włączam komputer, wchodzę na Forum. Relacjonuję wizytę na nowej mieszkaniówce. Krótki opis, cyfry, to by było na tyle. Szwagrowie będą wdzięczni.

Kilka tygodni później pomogę nowopoznanej barmance zamknąć lokal i ją odprowadzę. Spędzimy razem noc, u niej. Do knajpy więcej nie wrócę.