Rozmowa z dziwką przy kawie

Dzień za dniem i kolejny dzień. Tygodnie mijają. Wszystko toczy się bez jakiegokolwiek urozmaicenia. Jestem znudzony. Strona, Forum, to też zaczęło być nudne, wciąż takie samo. Sporadycznie odwiedzam Stronę, z nadzieją, że coś mnie poruszy, cokolwiek da haj, który nie odstępował mnie na początku tej mrocznej przygody.

Kubek gorącej herbaty z miodem. Chłodne przedpołudnie, które mija na pracy w domu. Szkic nowego projektu sprzedażowego. Niby wszystko mam głowie, wystarczy zrobić prezentację, ale jakoś nie mogę wydobyć pomysłu z głowy. Może Strona mnie pobudzi. Większość fotek znam, z ogłoszeniami jest tak samo.

Błękitny sznur (chyba do wspinaczki) i skrępowana nim kobieta. Tego tu z pewnością nie było. Klikam. Zaciekawienie wypełnia moje ciało. Kobieta po „trzydziestce” w rubryce „wiek” wpisane trzydzieści sześć. – Czyli czterdziestka – mówię sam do siebie. Nie prowadzę statystyk, ale ponad połowa div na Stronie to przedział 35+. To kwestia hormonów, a może takie pokolenie? Nie wiem. Przeglądam fotki w galerii. Finezyjne więzy i wyuzdane pozy. Na kolejnej fotce cipka, a raczej dorodna cipa i spinacze do bielizny poprzypinane do warg. Ta fotka mnie ożywia. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak mnie zainteresował profil którejś z div. Cały profil mocno w stylu BDSM.

Wszystko, co dzieje się od momentu ujrzenia ekstatycznej fotki to czysta formalność. Telefon sam ląduje w dłoni. Kciuk sam wybiera cyfry na wyświetlaczu. Słyszę głos w słuchawce. Krótka i treściwa rozmowa. Umawiamy się za pół godziny. Dopytuję, czy wszystko, co proponuje na profilu jest w cenie. Jest.

Nie pamiętam trasy. Jestem przy pięciopiętrowym bloku, który znajduje się w szeregu takich samych, niczym nie wyróżniających się klocków. Druga klatka od parkingu, piętro też drugie.

Kolejna mała dygresja. Większość, przygniatająca większość mieszkaniówek z dziwkami, to mieszkania na pierwszym albo drugim piętrze. Nie mam pojęcia skąd takie akurat lokalizacje. Domyślam się jedynie, że chodzi o częstotliwość odwiedzających gości. Im wyżej, tym więcej ludzi zaczęłoby zadawać pytania. Wiadomo pytania pozostawione bez odpowiedzi rodzą kolejne pytania, a zaraz później domysły. To zdecydowanie w tej branży niebezpieczne.

Domofon, otwarcie drzwi od klatki i już pukam do drzwi na drugim piętrze. Otwierają się. W przedpokoju, delikatnie za drzwiami stoi diva. Strzelam, że ma około trzydziestu dziewięciu lat. Bladoróżowa bluzka i letnia sukienka nie sprzyjają porze roku. Wchodzę do pokoju. Mieszkanie zajeżdża PRL-em. Krótka wymiana zdań. Na ile i za ile. Diva jest sympatyczna i uśmiechnięta. Odnoszę wrażenie, że nasze spotkanie traktuje z przymrużeniem oka, z pewną rutyną. Jest w niej jednak coś, co rzuca się w oczy. Emanuje pewną rubasznością w połączeniu z lubieżnością. No, ale nie może być inaczej, skoro bawi się w takie klimaty jak na zdjęciach, to musi być lubieżna. Scenariusz spotkania jest tak oklepany, że nie warto go roztrząsać. Kasa do ręki, dostaję ręcznik i idę do łazienki. Szybki prysznic, a raczej opłukanie korzenia i powrót. Na uwagę zasługuję moment, kiedy czekam, a dziwka przygotowuje się do spotkania (myje się). Tego nie da się z niczym porównać. To rytuał, celebracja. Palacze trawy skręcenie blunta traktują jako taki rytuał, zwolennicy białego proszku podobne podejście mają do zrobienia ścieżki. Podobno dla alkoholików otwarcie butelki i charakterystyczne dźwięk zerwania zakrętki też jest pewnym uroczystym etapem. Dla mnie, wielbiciela dziwek moment oczekiwania jest upajający.

Wchodzi. Naga, bez skrepowania. Podchodzi do mnie.

– Posuń się – oboje znajdujemy się na łóżku. Jest tęgawa, z dużymi cyckami. Fryzurka nieco przystrzyżona, ale bujna. Fachowo chwyta mnie za jaja, chwile się nimi bawi i zaczyna delikatnie brandzlować. Mam ochotę na jej cycki, ale jakoś nic nie robię. Delektuję się fachowością jej dłoni. Jest dobrze. Po kilku minutach brandzlowania pada pytanie:

– To co, od lodzika zaczynamy?

– Mhm. – Tylko na tyle mnie stać. Leżę na wznak i patrzę na farbowane blond włosy. Głowa porusza się góra-dół. W porównaniu do brandzlowania, obciąganko wypada mizernie. Kilka chwil leżę. W końcu nabieram ochoty na jej cipę.

– Chodź, połóż się. – Mówię. Już za chwilę pozycje odwracają się. Dziwka leży na wznak, a ja klęczę między jej nogami. Nie, nie chcę jej wylizać, chcę sprawdzić, jak pojemna jest. Wsuwam trzy palce, tak jak myślałem nawet luźna. Pytam o spinacze, niestety nie ma. Szkoda. O linę nie pytam, bo to niekoniecznie mój klimat. Poruszam trzema palcami. Dziwka porusza odpowiednio biodrami. Na jej twarzy nie dostrzegam większych emocji. Zmieniamy pozycję. Klęczę przy jej boku. Jedna ręka wciąż buszuje w szparce, druga ściska sporego cycka. Blond kurwa nie pozostaje dłużna. Fachowo brandzluje. Powoli oboje wpadamy w trans wspólnej zabawy. Nawet nie wiem kiedy, ma fiucie znajduje się guma.

No i zaczynamy. Najpierw po bożemu. Jak stare, dobre małżeństwo. Rytmicznie się w niej poruszam. Dogniatam cycki torsem, miłe uczucie. Po kilku minutach unoszę jej prawą nogę i zginam w biodrze i kolanie. Dalej posuwam opierając się na jednej ręce. Czuję się jak Evan Stone. Zaraz następuje zmiana: nogi szeroko, nogi na pagonach, nogi zadarte do góry. Czuję się jak dziecko na placu zabawa. Od tyłu, z boku, z powrotem od tyłu. Nacierając od tyłu mocno pcham, podniecenie narsta, ale jeszcze nie czas na spust.

– Teraz, może anal? – Sam nie wiem, czy spytałem, czy oznajmiłem. Raczej nie jestem dominujący, zawsze moje polecenia dla dziwek przypominają nieśmiałą prośbę.

– Jak chcesz od tyłu, czy od przodu? – Pada rzeczowe pytanie.

– Od przodu. – To przemyślana strategia. Zbyt wydatne pośladki, czy duża dupa powodują, że pączek jest ukryty i trudno w niego trafić. W ogóle, na anal nadają się niewielkie tyłeczki, umiejętnie wypięte powodują szał z podniecenia. Tu jest inaczej, więc lepiej będzie wejść w jej dupę od przodu. Dziwka przekręca się na plecy, ja poprawiam kalosza na chuju.

– Misiek, ale skończ w dupce, albo zmień gumkę, nie wkładaj go z powrotem do cipki.

Zasady BHP, rozumiem. Unoszę jej nogi i patrzę na jej anus. Bez większych problemów wkładam fiuta. Zaczynam popychać. Niby nieco inaczej, ale da się odczuć, że dupę też ma wyrobioną. Posuwam nieco szybciej. Kciuk wkładam do cipki. Przez cieką ściankę wyczuwam penisa. Dociskam głębiej kciuk, a ruchy kutasa w dupie przybierają na sile. Orgazm jest schematyczny i dający się przewidzieć. To tyle. Ciśnienie opada. Prezerwatywa otulona papierowym ręcznikiem ląduje w koszu. Wycieram kutasa i ubieram się. Dziwka wkłada bluzkę owija się ręcznikiem.

– Mogę zapalić, czy czas się skończył? – Pytam.

– Zapal, nikt nie liczy czasu, pracuję sama dla siebie. Zresztą też zapalę.

Palimy, rozmawiając. Pytam co znaczy, że pracuje sama dla siebie. Opowiada mi jak ten biznes funkcjonuje. Okazuje się, że jest kurwą wędrowniczką. Szwagrowie o takich piszą na Forum, kiedy jeden anons pojawia się z biegiem czasu w innych miastach.  – Ja pracuję już długo, bardzo długo. Sama wychowuję córkę. N ie. Nie patrz tak na mnie, nie uraczę cię chujową historyjką. Mam mieszkanie i samochód. Odłożone na starość też co nieco mazm. Teraz tylko, żebym na mieszkanie dla córki odłożyła i jakiś samochód. I wystarczy. Tak, na wszystko zarobiłam własną dupą. – Jej spojrzenie  zawisa w powietrzu. Kolejny papieros.

– Zrobię kawy, chcesz? I tak nikt nie dzwoni, to możemy pogadać.

Jestem zdziwiony propozycją, ale zgadzam się. Nie wiem, dlaczego, może ja też już uległem rutynie w tej branży. Złamałem jedną z generalnych zasad postępowania w burdelowie – napiłem się kawy z nieznanego źródła.

Rozmawialiśmy jeszcze blisko godzinę. O jej pracy, o dziewczynach, które pracują. O życiu poza burdelowem. Jej relacje były bez magii, bez odrobiny czegoś tajemniczego. Bardziej przypominały sprawozdanie korespondenta.

– Nie wierz w to, co piszą gazety. Mam na myśli zmuszanie dziewczyn do kurestwa. Każda wie, w co, i świadomie się w to pakuje. Pamiętasz, kiedyś dużo było programów o oszukańczych. wyjazdach za granicę, a później zmuszaniu do pracy w burdelach. Każda wiedziała, po co jedzie. Nie spasowały warunki albo kasa i pochlała się w menadżerami, więc później zgrywa taka jedna z drugą bidulki porwane przez bandziorów.

Pytam, czy jest za legalizacją prostytucji. Śmieje się.

– Cały biznes jest dobrze zorganizowany i legalizacja nic w nim nie zmieni. Wszystko zostanie tak samo. Dobrze jest jak jest. Ci, co powinni, trzymają na tym łapę i jest spokój. Widziałem parę mieszkań, gdzie laski same się rządziły. To był dopiero burdel. Okradanie klientów, syf, a weź….Jeśli ktoś trzyma ten biznes w ryzach, jest lepiej również dla was – klientów. W końcu to też usługi.

Nic mi nie było po tej kawie. Seks, jak to seks za kasę: Lodzik, w cipę, w dupę i wytrysk. Ale rozmowa przy kawie, długo została w mojej pamięci.

Ruda czyni cuda, cz. II

Dresy i lazurowa, nieco za krótka bluzeczka sprawiają miłe wrażenie. Jest nieco przy kości. Ma sympatyczny uśmiech i włosy w kolorze rudym, z odcieniem rubinowego. Duże cycki naciągają materiał lazurowej bluzki. Kutas powoli, leniwie rozciąga materiał w moich majtkach. Widok sympatycznej kurwy ożywił mnie. Jednak nie popadłem w całkowite odrętwienie. Dostaję ręcznik, idę pod prysznic, a raczej tylko opłukać Wacława. Idę do pokoju. Czekam na divę. Oczekiwanie na płatny seks przyjemnie podnieca. Gdy patrzę na okna, które wychodzą na podwórze, wchodzi moja kurewka, owinięta ręcznikiem. Ściąga ręcznik, który owijał jej pulchne ciało i rzuca go na krzesło. Naga, luźno i bez skrępowania podchodzi. Ja zdążyłem, odwiesić swój ręcznik chwilę wcześniej.  Kładę się na łóżku. Jest typem pieszczocha, można to wyczytać z jej twarzy. Nie pyta biznesowo od czego zacząć. Sama dochodzi do wniosku, że przed seksem wskazane są pieszczoty. Jej ciało z lekką nadwyżką tkanki tłuszczowej idealnie nadaje się do pieszczot. Skóra gładka w normie, jeszcze nie dopadła ją choroba zawodowa. Cycki duże, delikatne, obfite. Są świetne, nie wiem, czy idealne, ale świetne. Przez głowę przemyka mi myśl: czy można którekolwiek cycki określić mianem ideału? Jest pewna prawidłowość. Dziewięćdziesiąt procent cycków na rynku towarzyskim jest super. Mogą być lekko obwisłe, za małe, kształt może być nieco odbiegający od ideału. Widziałem bardzo niewiele cycków, które byłyby nieładne lub odpychające, większość to prawdziwe dary natury.

Łapczywie wkładam sutek z brodawką do ust. Lekko ściskam pierś. Druga ręka wędruje od łona do piersi. Moje palce kreślą abstrakcyjne wzorki, na jej nieco zbyt pokaźnym, ale wciąż miłym brzuchu. Leżymy obok siebie. Ręce dziwki nie pozostają dłużne. Uda, brzuch, ta droga, staje się traktem, po którym podążają jej dłonie. . Zna fach. Większość prostytutek pieszczoty koncentruje na brzuchu i udach – to sprawdzony sposób, szybko można przejść do fiuta. Patrzę na jej twarz, wydaje się być znajoma. Czyżbym już ją kiedyś odwiedził? Tyle tego było, że faktycznie mogłem zapomnieć i zaliczam replay. Delikatnie zaczyna brandzlować. To jest to. Moja ręka również zjawia się między jej udami. Wygolona, mięsista cipka. Zapowiada się ciekawie. Wsuwam dwa palce, wyjmuję i całą ręką piszczę rozkoszną cipkę. Przesuwam rękę i środkowy palec wsadzam w dupkę.

– Mmymy – Rudowłosa kręci przecząco głową

– Zakładamy? – Ruda patrzy tępawo. Skinąłem głową. Patrzę na jej ręce. Fachowo odrywa kawałek folii i wyciąga gumę. Po chwili mój druh odziany w pelerynę znajduje się w apetycznej kurwie. Leży na placach z szeroko rozłożonymi, uniesionymi nogami. Lubię tę pozycję – wszystko odkryte. Posuwam powoli, ręką gładzę po udach, to znów łapię za cycka. Cycki miarowo się unoszą w takt mojego dobijania do jej łona. Dziwna sprawa – nie odczuwam żadnego majestatycznego stanu. Przywieram do niej całym ciałem, może bliskość będzie drogą do orgazmu. Nie wiem, ile to trwa. Zwykła kopulacja, już wiem, że tak się nie spuszczę. Zresztą, kiedy nastawię się na buszowanie po dwóch dziurkach ciężko skupić się na jednej.

– To może w pupę? – Pytam delikatnie.

– Jak chcesz. – Ruda uśmiecha się, a ja z niej wychodzę. Ku mojemu zdziwieniu dalej leży.

– Odwróć się.

– O nie, misiek. Rozerwałbyś mnie. Muszę cię mieć na oku. – Uśmiecha się i podkurcza nogi, kolana gniotą duże cycki. Dwa palce zbliża do ust i pokaźną porcję śliny zbliża do anusa. Kiedy już sama się nawilżyła klęcząc przed nią biorę kutasa do reki i pocieram cipkę. Schodzę niżej i przyciskam do pączka. Delikatny opór anusa i jestem w dziwkarskiej dupie.

– Tylko delikatnie i powoli. – Rudzielec upomina mnie, wciąż się uśmiechając. Dobijam powoli do końca. Przód – tył. Powoli, systematycznie. Lubię anal, z kilku powodów: po pierwsze mam świadomość, że przeleciałem samicę na wskroś, w każdą możliwą dziurę. Po drugie, nie spotkałem jeszcze kobiety, dziewczyny, czy kurwy, którą dupe miałaby luźniejszą od pizdy. Choć podobno takie istnieją. Jedną ręką obejmuję udo, drugą gładzę ją po brzuchu. Przesuwam dłoń w kierunku łona. Kciukiem bawię się łechtaczką, w końcu wsuwam kciuk do cipki. Patrzę na twarz divy – bez większych emocji. Niedługo dojdę, łapię za oba uda i przyspieszam. Orgazm po prostu przychodzi. Czuję pulsowanie swojego bata. Skończyłem. Wyciągam sztywnego wała z dupy. Ostrożnie, żeby gumka się nie zsunęła. Kiedy wyciągam całą pytę, dostrzegam na końcu gumki, czyli na końcówce fiuta brązową maź. Nie dowierzam. W ułamku sekundy, no może po dwóch sekundach, cały pokój utonął w odorze ludzkiego gówna. No tak. Jeszcze pięć minut temu narzekałem na brak doznań, teraz jest ich pod dostatkiem. Jak można się nie wysrać i proponować anal. Diva jest mocno zakłopotana, ściąga osranego gumiaka i zawija w chusteczkę. Nie patrząc mi w oczy podaje drugą. Oboje wiemy, co zaszło, ale udajemy,  że nie było sytuacji. Kurwa podchodzi do okna.

– Otworzę, bo gorąco.

Gorąco, kurwa. Śmierdząco, nie gorąco. Nic się nie odzywam. Idę do łazienki. Biorę żel pod prysznic i sporą dawką myję penisa. Jakbym nie miał gumy, to musiałbym chuja w wodzie kolońskiej moczyć. Wracam do pokoju. Czym prędzej się ubieram. Idę do drzwi, diva mnie odprowadza. Da się wyczuć, że chce się mnie jak najszybciej. Rozumiem i nie mam nic przeciwko. Szybkie „cześć”. Drzwi zamykają się. Szybko wychodzę z klatki. Wychodzę z podwórza, znów mijam dziesiątki ludzi, znów nic nie czuję. Oprócz odoru gówna.

Czterdziestka z ulicy Zana cz. 3

Rytuał z burdelami ukrytymi pomiędzy blokowiskami jest prosty i przypomina harcerskie zabawy. Słyszysz w telefonie nazwę ulicy, jeśli znasz ulicę przechodzisz dalej: słyszysz numer bloku. Divy raczej więcej nie podają przy pierwszej rozmowie – po prostu dzwoni wielu napaleńców, uczniaków i innych dziwolągów, którym (tak sadzę) potrzeba do orgazmu usłyszeć głos. Ci zaawansowani – Szwagrowie przechodzą wyżej. I tę grę lubię. Lubię usłyszeć nazwę ulicy, jeśli nie znam, proszę o małą wskazówkę. Nigdy nie pytam o dokładną lokalizację. Niesamowitą frajdę sprawia mi szukanie tej ulicy. Później, seks, to rodzaj nagrody za wytropienie ulicy. Dzięki tej grze, topografia nawet dużego miasta przestaje być straszna. Kiedy znajduję ulicę, pozostaje pytanie, który to blok, która klatka, które mieszkanie. Naprawdę, czuję się wtedy, jak na wyprawie po skarb.

Podobnie jest teraz. Słyszę: przyjmuję na Zana – nic mi to nie mówi, ale to jeszcze bardziej mnie kręci. Ulica blisko centrum. Wiem, że nawet nie muszę kluczyć. Jestem w centrum, wystarczy ruszyć przed siebie. Iść – nie iść? Ostatnie drgania w żołądku. Umysł przeskakuje na inny tor, na razie częściowo. – Spacer po jedzeniu dobrze mi zrobi – tłumaczę sobie – i ruszam. – Tylko kawałek, dwieście, trzysta metrów – Pan Racjonalizator uspokaja. Później zawrócę i usunę numer z telefonu. Tak sobie to wszystko tłumaczę, chociaż znam siebie, i znam przyszłość, przynajmniej tę najbliższą. Idę przed siebie, powoli. Jestem ociężały po żarciu i otępiały przez walkę w mojej mózgownicy. Kiedy przeszedłem zakładane trzysta metrów, nigdzie nie widzę nazwy ulicy. Według założeń powinienem zawrócić i usunąć numer, który pali. Nie będzie tak. Stoję w miejscu i czekam na myśl, która niebawem nadejdzie, wiem, że nadejdzie, zawsze nadchodzi. Nie mija sekunda i oczekiwana myśl nadchodzi – skoro tyle przeszedłeś, to jeszcze kilka kroków nie zrobi różnicy. W końcu i tak tam pójdziesz. Mózg potęguje przekaz włączając zdjęcie idealnego cycyka ze Strony, a może to nie mózg, może to kutas zhakował układ centralny? Nieistotne – idę naprzód. Mijam kilka ulic i zatrzymuję się. Teraz się rozejrzę, jeśli nie będzie ul. Zana, zawracam. Powoli rozglądam się. Jest! Po drugiej stronie skrzyżowania: trawnik i blok. Nie widzę nazwy ulicy, ale czuję, to tutaj. Przechodzę na drugą stronę. Tak. Znalazłem. W tym momencie mój umysł przechodzi na zupełnie inny tor. Niemal poczułem to fizycznie. Dopiero teraz dostrzegam ukrop z nieba. Żar, który wylewa się na mnie, potęguję doznania. Wiem, że znalazłem się na jednokierunkowej drodze. Nie ma powrotu. Wszystko układa się w jedną całość. Upał, moje pożądanie, zieleń trawnika. Tak jest, bo tak miało być. Idę chodnikiem przecinającym trawnik obok bloku. Drżącą ręką wyjmuje telefon. Przecież jestem już na umówionej ulicy. Dziwkarska etykieta musi być spełniona.