Zasady na szlaku

Kraina burdelowo.

Przemierzając krainę, podobnie jak na szlakach górskich trzeba przestrzegać zasad. Burdelowo, niczym najwspanialsze ośmiotysięczniki, może dostarczyć niezapomnianych wrażeń, ale na nierozważnych czyha wiele niebezpieczeństw.

Przez lata, spędzone na dziwkarskim szlaku wypracowałem pewne reguły. Spis zasad.

Zawsze w gumie

Zasada kardynalna. Bo grać można długo, ale trzeba grać bezpiecznie. O ile obciąganko bez gumiaka można zaakceptować, to seks tylko „w”. Co do francuskich zabaw, znam przypadki z forum, gdzie Szwagier został „draśniety” nieumytym zębem i skończyło się na antybiotykach. Najdziwniejsze jest to, że wiele osób ignoruje tę zasadę.  Co do dziewczyn, bywa różnie. Jedne są głupie i nieodpowiedzialne, inne chcą zarobić (jednocześnie będąc głupimi i nieodpowiedzialnymi) i za seks „bez” biorą więcej. Czasem dziwka wiedząc, że jej organizm jest trawiony przez chorobę celowo poszerza ofertę, mszcząc się na anonimowych okurwieńcach. Później w mediach, co jakiś czas wypływa, że jakaś prostytutka zarażała celowo. Na Forum, jednak każdy rozsądny Szwagier przestrzega reguł i zachęca do tego innych.

To tylko handel

Seks to jedna z najintymniejszych dziedzin życia. Trzeba jednak pamiętać,  że seks  za pieniądze, to tylko wymiana handlowa, usługa. Nic więcej, nic mniej. Przynosimy do burdelowa pieniądze, przynosimy i zostawiamy. W zamian dostajemy wrażenia estetyczne, sporą dawkę doznań i kilka innych rzeczy, np. terapeutyczną rozmowę, odprężenie, chwilę zapomnienia. Pod żadnym względem nie należy przekraczać tej handlowej granicy i wchodzić w jakieś układy towarzyskie. A już skrajną głupotą jest inwestycja emocjonalno-uczuciowa. Film „Pretty Women” jest świetny, ale to film.

Nie prowokować

Jeśli chcemy z gry wyjść cało, nie możemy prowokować głupich sytuacji. Do najbardziej powszechnych głupot należy odwiedzanie burdelowa po pijaku. Nie wiedzieć czemu wśród facetów utarło się, że po mordzie można dostać tylko w agencjach, a na mieszkaniówkach panuje luz, bluz. Otóż nie. Mieszkania, to też burdele i też mają opiekunów. Jestem w stanie postawić duże pieniądze, że niemal każde mieszkanie jest obstawione. Medialny kit, o studentkach dorabiających cichaczem w wynajmowanych mieszkaniach. jest po prostu…medialnym kitem. To marketingowy trick, pomagający podreperować ego niektórym klientom. W końcu nie idą na dziwki, tylko zaliczają studentkę (jakby studentka nie mogła być kurwą).  Kolejna sprawa. Często jesteśmy świadkami kampanii edukacyjnych: jak obronić się przed kieszonkowcami. Podstawowa zasady brzmi nie prowokować łatwo dostępnym portfelem. W burdelowie jest podobnie. Nigdy nie wyjąłem portfela przy dziwce. Przez telefon ustalam co i za ile. Na miejscy wyjmuję z kieszeni wyliczoną kwotę. Niby burdelowo, nieco się ucywilizowało i niw ma już krojenia klientów, ale lepiej na zimne dmuchać.

Żadnych imion, żadnych nazwisk

Punkt będący pochodną punktu drugiego. Oczywiście, tu panuje pewna dowolność, ale ja trzymam się swoich zasad. Nie mówię jak mam na imię, tz. mówię, ale kłamię. Co do profesji, też kłamię. Ktoś powie kłamca, paranoik. Być może, ale wchodzimy w światek, który tak do końca nigdy nie będzie zgłębiony i pewne sprawy zostawiamy na zewnątrz, podobnie z doznaniami, pewne zostawiamy wewnątrz. Do tego dodać należy jeden fakt – burdelowo, to siłą rzeczy kontakt z ludźmi, nigdy nie mamy pewności, jak ktoś może wykorzystać wiedzę, o naszej, nazwijmy to, pozalekcyjnej aktywności.

Burdelowo, to dodatek, nie danie główne

Dziwka, to rodzaj seksualnego fast fooda. Burdelowo „tak”, ale tylko wtedy, gdy mamy seks w formie towarzyskiej. Jeśli byłoby inaczej, jesteśmy desperatami. Wiem, że wielu Szwagrów nie uznaje tej zasady, ale dla mnie jest ważna, może nawet najważniejsza. Zawsze (chyba) będę zwolennikiem i aktywnym uczestnikiem burdelowa, ale tylko na moich zasadach. To będzie usługa dodatkowa, a nie jedyna alternatywa.

Podziel się ze Szwagrami

Po pierwszym haju. ( o tym w następnym wpisie) Przychodzi czas, na chwilę zadumy. Trzeba się zastanowić, czy warto tracić czas i pieniądze. Tu przychodzi Forum, Szwagrowie. Najpierw czytamy, później sami piszemy. Dostosowujemy się do porad, sami udzielamy i tak się wchodzi  w  hermetyczny światek.

 

 

Ciężarna blondynka cz. 2

Skąd mam. Dobre pytanie, sam nie wiem. Nie znam odpowiedzi, ale odpowiedź jest nieistotna. Liczy się wiedza. Wiedza, że ten numer to lustro. Po drugiej stronie kryje się tajemna kraina – burdelowo. Dzieli mnie od tej krainy nie więcej niż siedemdziesiąt metrów. Do głosu dochodzi napalenie i erekcja. Odwieczny związek, na dobre i na złe. Szybka akcja: pytanie czy mogę przyjść, odpowiedź – tak. Idę szybko pod dobrze znany blok. Po drodze zanoszę modły do Boga, do losu, do samego siebie: – Proszę, żeby to nie była prawda, żeby mnie puściło. To zdanie powtarzam jak mantrę , idąc krok za krokiem. Kiedy brzęczenie domofonu oznacza, że mogę wejść. Wahanie ustępuje. Ogarnia mnie pożądanie, które wywiera słodki ucisk na wnętrzności. Wsiadam do windy. Przyciskam kawałek plastiku z numerem 5. Kiedy winda jedzie w górę, oddech staje się szybszy, nieznaczenie szybszy. Szczęk mechanizmu windy. Otwieram drzwi i wychodzę na klatkę. Białe drzwi, do ukrytego burdelowa wydają się zapraszać. To już. Pukam. Otwiera młoda brunetka, taką ją zapamiętałem. Ma na sobie szlafrok. Krótka wymiana zdań. Daję jej pieniądze i powoli ściągam ubranie. Zostawiam skarpety. To podobno polski znak firmowy – seks w skarpetach na stopach. Mam to w dupie, nie zamierzam tu zostać długo. Kładę się na łóżku. Dziewczyna krząta się po pokoju. Ściąga szlafrok. Mam atrakcyjne ciało. Kobieca, ani gruba, ani chuda. Cycki coś na kształt c70. Jest ładna. Podchodzi do łóżka. Tworzymy ciekawą instalacje. Ja leżę na plecach. Leżę tak, że nogi, mniej więcej w połowie łydki zwisają mi z łóżka. Ładna dziwka klęczy na podłodze i pochyla się w taki sposób, że jej usta atakują mojego bata. Obciąga fachowo i dynamicznie. Dobrze obciąga. Głębokie gardło – zupełnie jak kiedyś, trzy razy pod rząd niemal połyka kutasa. Powraca do dynamicznych, krótkich ruchów głową. Zaczyna bawić się jajami. Ostatnich kilka ruchów i jej język wędruje po jajach i całej okolicy, aby za chwilę znów cały kutas utonął w jej ustach. Kiedy jej nos znajduje się

na moim podbrzuszu przytrzymuje jej głowę. Pulsujący kutas w jej krtani uwalnia mnie od białego balastu. Bez zbędnych formalności. Ubieram się i kieruję do drzwi. Przy drzwiach słyszę:

– Ty chyba już u mnie byłeś?

– Mhm. – Uśmiecham się i wychodzę.

 

Kiedy jestem na klatkowskiej, coś się zmienia.

 

Coś ulega zmianie. We mnie, w otaczającym mnie świecie. Niby wszystko jest takie samo jak było przed godziną. Jednak nie. Tylko lodzik, niby nic złego.

Przez ostatnie dni zamknąłem swój mały światek, zwany burdelowem, w szafie. Nie do końca zamknąłem drzwi od tej szafy. Pozwoliłem, aby pozostały delikatnie uchylone. To wystarczyło. Wytrysk w ustach dziwki otworzył je. Znów jestem sobą, znów szukam doznań, które zapełnią pustkę. Nie chcę tego robić, jednak to pozostaje poza moją wolą. Kiedy wyszedłem z klatki, już miałem pewność, że to nie koniec, to była uwertura do prawdziwego koncertu. Powoli kroczę przed siebie, Nie wiem, gdzie dotrę, ale wiem, że punktem końcowym będzie nowe doznanie. Mijam ludzi, mijam świat. Cała moja uwaga skupia się na Stronie i ogłoszeniach (o boginio poszukiwaczy zaginionej szpary, dzięki ci za Internet w telefonie). Strona to nie wszystko, są inne miejsca. Jeśli eksplorujesz ten świat wystarczająco długo, to wiesz, gdzie szukać.

„Blondynka 22 lata, ciężarna” – patrzę, jak zahipnotyzowany. Chciałem coś wyjątkowego i znalazłem. Oral, anal, fisting, to wszystko się chowa. Połączenie tych dwóch stanów…

Macierzyństwo, wynik miłości fizycznej. Efekt najintymniejszego zbliżenia, jakiego może doświadczyć istota ludzka. Początek ewolucji, miłości zmysłowej w miłość macierzyńską, w miłość dojrzałą. Ciąża, stan błogosławiony, najbardziej święty, ze świętych stanów, w jakim może być kobieta.

Prostytucja, kurestwo, jedna z niewielu rzeczy, która nieodwracalnie odbiera godność. Podobno nie ma większego upodlenia dla kobiety, niż oddawanie własnego ciała za pieniądze. Stąd określenie, kobieta upadała.

Połączenie tych dwóch stanów wydaje się być niemożliwe. Błogosławiony stan, przy jednoczesnym skurwieniu, wydaje się być granicą perwersji.

Celowo napisałem „stanów”. Ciąża, to niewątpliwie „stan”, ale kurestwo, to też stan. Niektórzy pseudo-znawcy życia mówią: „kurwa, to charakter, nie profesja”. Otóż nie. To coś znacznie więcej, niż zawód. To stan, stan ciała, umysłu i ducha. Coś nieuchwytnego, jeśli się tego nie doświadczyło. I właśnie ten awers i rewers monety zwanej kobiecością pcha mnie do przodu. Wiem, że nie cofnę się dopóki tego nie doświadczę.

Mój oddech się zmienia. Muszę zapalić żeby opanować emocje. Umysł przełącza się na inny tryb. Skoro wróciłem,po krótkich wakacjach do tego świata, to nie może być to powrót byle jaki.

Dzwonię i pytam, czy można podejść. Można. Adres, który słyszę nie jest daleko. Niecały kilometr. Idę przyspieszonym krokiem. Kiedy docieram do przejścia dla pieszych biję się z myślami. Zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby żeby potrącił mnie samochód. Nie, nie mam myśli samobójczych, ale jakaś część mnie mówi, że to co robię, jest złe i chore. Nic się nie dzieje. Przechodzę przez dwa pasy, wyspę i kolejne dwa pasy. Docieram do osiedla, gdzie znajduje się docelowy wieżowiec. Znam to osiedle. Wspomnienia z nim związane zostawię na inny wpis. Ponownie wybieram telefon. Pada numer mieszkania. Nic nie ma znaczenia, muszę jak najszybciej dotrzeć do klatki. Plac zabaw, szara płyta, z której zbudowany jest dziesięciopiętrowy kloc. Patrzę na to wszystko, jakbym przeglądał komiks. Połowicznie jestem w innym wymiarze.

Dźwięk domofonu. Podchodzę do windy. Dziwna sprawa, w większości przypadków, winda zawsze jest na parterze. Wysiadam. Patrzę na białe drzwi. Pukam. Otwiera kobieta. Szczupła, niska, farbowane kasztanowe włosy. Szefowa, znam ją. Zaprasza mnie do środka. Kiedy jestem w przedpokoju, wskazuje pokój.

– Zaraz przyjdzie. – Mówi, jakby instruowała turystę, jak dojść.

Wchodzę do niewielkiego pokoju. Żaluzje w oknie, rozkładana wersalka i regał obok drzwi. Umeblowanie mieszkaniówek jest bliźniaczo podobne.

Wchodzi diva. Na oko, jakieś dwadzieścia kilka lat. Farbowana blondynka, ładna twarz, nieco tępawe spojrzenie. Ubrana w króciutką bluzeczkę i jeansy. Pod bluzeczką wyraźnie zarysowany brzuch.

-Cześć. – Mówi naturalnie, bez większych emocji.

-Cześć.

– To na ile zostajesz? Uzgadniamy cenę i czas, jaki mi poświęci. Bierze pieniądze i kładzie na regale. Podchodzi do łóżka. Wyciąga z wersalki koc i prześcieradło. Kiedy kończy ścielać, bez słowa rozbiera się. Również zaczynam pozbywać się garderoby. Patrzę na jej ciało. Młode, zgrabne. Pasuje jej ciąża. Cycki większe, jakby nabrzmiałe. Nie pasują do szczupłej figury. Pewnie efekt ciąży. Blond diva kładzie się na placach, rozchyla nogi i lekko ugina je w kolanach. Siadam na brzegu łóżka. Zaczynam delikatnie ją dotykać. Powoli. Przesuwam ręką od kostek, do połowy wewnętrznej strony uda. Kilka razy w jedną i drugą stronę. Ma miłą skórę. Po krótkiej chwili koncentruje się na wewnętrznej stronie ud. Moja ręka wędruje w stronę krocza. Jej cipka jest ciepła, przytulna. Zaczynam gładzić jej brzuch. Skóra na nim jest napięta. Większość ludzi gładzi w ten sposób brzuch swojej żony, dziewczyny, narzeczonej. Ja robię to z dziwką, w burdelu. Z pewnością odwiedziłem krainę szaleństwa. Odwiedziłem? A może dawno temu się do niej przeprowadziłem, i jestem jednym z jej mieszkańców? Przestaje ją dotykać, to znak, że czas na jej pracę.

– Chcesz lodzika na początek? – Pyta tym samym bezbarwnym głosem, którym mówiła :cześć”.

Kiwam głową. Obraca się na bok. Jej usta wyglądają zachęcająco. Zaczyna obrabiać druta. Całkiem, całkiem. Moje ręce zwiedzają jej ciało. Pupa, uda, brzuch, cycki. Ma niespotykanie ciemne brodawki. Sutki twarde, sterczące, sprawiają wrażenie dojrzałych. Przesuwam się nieco do tyłu. Chcę ich posmakować. Kilka kółek językiem wokół nich. I Odsuwam się, jestem nieco zniecierpliwiony. Chcę w nią wejść.

– Zakładamy? – To pytanie zawsze pada. Zabawne. W  burdelowie wszytkie rozmowy mają ten sam schemat. Kto wie może powinienem napisać coś na kształt słownika, albo rozmówek w burdelowie. Condom idealnie pasuje do mojego fiuta. Blondynka ponownie kładzie się na plecach rozchylone, ugięte nogi, zapraszająca cipka, jestem na haju. Przysuwam się na kolanach i delikatnie wchodzę. Posuwam spokojnie, rytmicznie. Moje ręce spoczywają na jej udach. Jedną kładę na jej brzuchu. Patrzę na jej twarz. Jest spokojna, uległa. Nie dostrzegam najmniejszych oznak zniechęcenia, czy obrzydzenia. Przez głowę przechodzi pytanie: o czym myśli? Sam seks jest spokojny, bez fajerwerków. Przyspieszam nieco kilka ostanich ruchów, szybszych, bardziej dynamicznych. Spuszczam się i natychmiast wycofuję. Ściągam gumę. Dostaję kilka kawałków papierowego ręcznika. To też pewien element protokołu. Po napisaniu „rozmówek w burdelowie” powinienem napisać savoir vivre w burdelowie. Kiedy fiut jest suchy, wyrzucam ręczniczek  do plastykowego kubełka i ubieram się. Dziwka robi to samo. Z moich spodni wypada paczka papierosów.

-Palisz?

– Tak…. – chcę powiedzieć, że nie zapalę przy niej, bo nie chcę jej truć.

– Poczęstujesz mnie?

Jestem w szoku. Myślę, co z niej będzie za matka, skoro tak nierozważnie postępuje. Dociera do mnie bezsens i groteska mojego rozumowania. Podaje jej paczkę. Palimy i rozmawiamy. Wychodzę.

Mój głód burdelowa został zaspokojony. Moje samoupodlenie osiągnęło kolejny poziom.

Kilka dni później trawiony pewnym wyrzutem i obrzydzeniem do siebie. Założyłem lipny adres email i napisałem do organizacji zajmującej się kobietami w takiej sytuacji. Napisałem miasto, adres i stan blondynki.

Po kolejnych kilku dniach opisałem wizytę na Forum, nie byłem pierwszy, inni Szwagrowie też dotarli do ciężarnej blondynki.

Rozmowa z dziwką przy kawie

Dzień za dniem i kolejny dzień. Tygodnie mijają. Wszystko toczy się bez jakiegokolwiek urozmaicenia. Jestem znudzony. Strona, Forum, to też zaczęło być nudne, wciąż takie samo. Sporadycznie odwiedzam Stronę, z nadzieją, że coś mnie poruszy, cokolwiek da haj, który nie odstępował mnie na początku tej mrocznej przygody.

Kubek gorącej herbaty z miodem. Chłodne przedpołudnie, które mija na pracy w domu. Szkic nowego projektu sprzedażowego. Niby wszystko mam głowie, wystarczy zrobić prezentację, ale jakoś nie mogę wydobyć pomysłu z głowy. Może Strona mnie pobudzi. Większość fotek znam, z ogłoszeniami jest tak samo.

Błękitny sznur (chyba do wspinaczki) i skrępowana nim kobieta. Tego tu z pewnością nie było. Klikam. Zaciekawienie wypełnia moje ciało. Kobieta po „trzydziestce” w rubryce „wiek” wpisane trzydzieści sześć. – Czyli czterdziestka – mówię sam do siebie. Nie prowadzę statystyk, ale ponad połowa div na Stronie to przedział 35+. To kwestia hormonów, a może takie pokolenie? Nie wiem. Przeglądam fotki w galerii. Finezyjne więzy i wyuzdane pozy. Na kolejnej fotce cipka, a raczej dorodna cipa i spinacze do bielizny poprzypinane do warg. Ta fotka mnie ożywia. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak mnie zainteresował profil którejś z div. Cały profil mocno w stylu BDSM.

Wszystko, co dzieje się od momentu ujrzenia ekstatycznej fotki to czysta formalność. Telefon sam ląduje w dłoni. Kciuk sam wybiera cyfry na wyświetlaczu. Słyszę głos w słuchawce. Krótka i treściwa rozmowa. Umawiamy się za pół godziny. Dopytuję, czy wszystko, co proponuje na profilu jest w cenie. Jest.

Nie pamiętam trasy. Jestem przy pięciopiętrowym bloku, który znajduje się w szeregu takich samych, niczym nie wyróżniających się klocków. Druga klatka od parkingu, piętro też drugie.

Kolejna mała dygresja. Większość, przygniatająca większość mieszkaniówek z dziwkami, to mieszkania na pierwszym albo drugim piętrze. Nie mam pojęcia skąd takie akurat lokalizacje. Domyślam się jedynie, że chodzi o częstotliwość odwiedzających gości. Im wyżej, tym więcej ludzi zaczęłoby zadawać pytania. Wiadomo pytania pozostawione bez odpowiedzi rodzą kolejne pytania, a zaraz później domysły. To zdecydowanie w tej branży niebezpieczne.

Domofon, otwarcie drzwi od klatki i już pukam do drzwi na drugim piętrze. Otwierają się. W przedpokoju, delikatnie za drzwiami stoi diva. Strzelam, że ma około trzydziestu dziewięciu lat. Bladoróżowa bluzka i letnia sukienka nie sprzyjają porze roku. Wchodzę do pokoju. Mieszkanie zajeżdża PRL-em. Krótka wymiana zdań. Na ile i za ile. Diva jest sympatyczna i uśmiechnięta. Odnoszę wrażenie, że nasze spotkanie traktuje z przymrużeniem oka, z pewną rutyną. Jest w niej jednak coś, co rzuca się w oczy. Emanuje pewną rubasznością w połączeniu z lubieżnością. No, ale nie może być inaczej, skoro bawi się w takie klimaty jak na zdjęciach, to musi być lubieżna. Scenariusz spotkania jest tak oklepany, że nie warto go roztrząsać. Kasa do ręki, dostaję ręcznik i idę do łazienki. Szybki prysznic, a raczej opłukanie korzenia i powrót. Na uwagę zasługuję moment, kiedy czekam, a dziwka przygotowuje się do spotkania (myje się). Tego nie da się z niczym porównać. To rytuał, celebracja. Palacze trawy skręcenie blunta traktują jako taki rytuał, zwolennicy białego proszku podobne podejście mają do zrobienia ścieżki. Podobno dla alkoholików otwarcie butelki i charakterystyczne dźwięk zerwania zakrętki też jest pewnym uroczystym etapem. Dla mnie, wielbiciela dziwek moment oczekiwania jest upajający.

Wchodzi. Naga, bez skrepowania. Podchodzi do mnie.

– Posuń się – oboje znajdujemy się na łóżku. Jest tęgawa, z dużymi cyckami. Fryzurka nieco przystrzyżona, ale bujna. Fachowo chwyta mnie za jaja, chwile się nimi bawi i zaczyna delikatnie brandzlować. Mam ochotę na jej cycki, ale jakoś nic nie robię. Delektuję się fachowością jej dłoni. Jest dobrze. Po kilku minutach brandzlowania pada pytanie:

– To co, od lodzika zaczynamy?

– Mhm. – Tylko na tyle mnie stać. Leżę na wznak i patrzę na farbowane blond włosy. Głowa porusza się góra-dół. W porównaniu do brandzlowania, obciąganko wypada mizernie. Kilka chwil leżę. W końcu nabieram ochoty na jej cipę.

– Chodź, połóż się. – Mówię. Już za chwilę pozycje odwracają się. Dziwka leży na wznak, a ja klęczę między jej nogami. Nie, nie chcę jej wylizać, chcę sprawdzić, jak pojemna jest. Wsuwam trzy palce, tak jak myślałem nawet luźna. Pytam o spinacze, niestety nie ma. Szkoda. O linę nie pytam, bo to niekoniecznie mój klimat. Poruszam trzema palcami. Dziwka porusza odpowiednio biodrami. Na jej twarzy nie dostrzegam większych emocji. Zmieniamy pozycję. Klęczę przy jej boku. Jedna ręka wciąż buszuje w szparce, druga ściska sporego cycka. Blond kurwa nie pozostaje dłużna. Fachowo brandzluje. Powoli oboje wpadamy w trans wspólnej zabawy. Nawet nie wiem kiedy, ma fiucie znajduje się guma.

No i zaczynamy. Najpierw po bożemu. Jak stare, dobre małżeństwo. Rytmicznie się w niej poruszam. Dogniatam cycki torsem, miłe uczucie. Po kilku minutach unoszę jej prawą nogę i zginam w biodrze i kolanie. Dalej posuwam opierając się na jednej ręce. Czuję się jak Evan Stone. Zaraz następuje zmiana: nogi szeroko, nogi na pagonach, nogi zadarte do góry. Czuję się jak dziecko na placu zabawa. Od tyłu, z boku, z powrotem od tyłu. Nacierając od tyłu mocno pcham, podniecenie narsta, ale jeszcze nie czas na spust.

– Teraz, może anal? – Sam nie wiem, czy spytałem, czy oznajmiłem. Raczej nie jestem dominujący, zawsze moje polecenia dla dziwek przypominają nieśmiałą prośbę.

– Jak chcesz od tyłu, czy od przodu? – Pada rzeczowe pytanie.

– Od przodu. – To przemyślana strategia. Zbyt wydatne pośladki, czy duża dupa powodują, że pączek jest ukryty i trudno w niego trafić. W ogóle, na anal nadają się niewielkie tyłeczki, umiejętnie wypięte powodują szał z podniecenia. Tu jest inaczej, więc lepiej będzie wejść w jej dupę od przodu. Dziwka przekręca się na plecy, ja poprawiam kalosza na chuju.

– Misiek, ale skończ w dupce, albo zmień gumkę, nie wkładaj go z powrotem do cipki.

Zasady BHP, rozumiem. Unoszę jej nogi i patrzę na jej anus. Bez większych problemów wkładam fiuta. Zaczynam popychać. Niby nieco inaczej, ale da się odczuć, że dupę też ma wyrobioną. Posuwam nieco szybciej. Kciuk wkładam do cipki. Przez cieką ściankę wyczuwam penisa. Dociskam głębiej kciuk, a ruchy kutasa w dupie przybierają na sile. Orgazm jest schematyczny i dający się przewidzieć. To tyle. Ciśnienie opada. Prezerwatywa otulona papierowym ręcznikiem ląduje w koszu. Wycieram kutasa i ubieram się. Dziwka wkłada bluzkę owija się ręcznikiem.

– Mogę zapalić, czy czas się skończył? – Pytam.

– Zapal, nikt nie liczy czasu, pracuję sama dla siebie. Zresztą też zapalę.

Palimy, rozmawiając. Pytam co znaczy, że pracuje sama dla siebie. Opowiada mi jak ten biznes funkcjonuje. Okazuje się, że jest kurwą wędrowniczką. Szwagrowie o takich piszą na Forum, kiedy jeden anons pojawia się z biegiem czasu w innych miastach.  – Ja pracuję już długo, bardzo długo. Sama wychowuję córkę. N ie. Nie patrz tak na mnie, nie uraczę cię chujową historyjką. Mam mieszkanie i samochód. Odłożone na starość też co nieco mazm. Teraz tylko, żebym na mieszkanie dla córki odłożyła i jakiś samochód. I wystarczy. Tak, na wszystko zarobiłam własną dupą. – Jej spojrzenie  zawisa w powietrzu. Kolejny papieros.

– Zrobię kawy, chcesz? I tak nikt nie dzwoni, to możemy pogadać.

Jestem zdziwiony propozycją, ale zgadzam się. Nie wiem, dlaczego, może ja też już uległem rutynie w tej branży. Złamałem jedną z generalnych zasad postępowania w burdelowie – napiłem się kawy z nieznanego źródła.

Rozmawialiśmy jeszcze blisko godzinę. O jej pracy, o dziewczynach, które pracują. O życiu poza burdelowem. Jej relacje były bez magii, bez odrobiny czegoś tajemniczego. Bardziej przypominały sprawozdanie korespondenta.

– Nie wierz w to, co piszą gazety. Mam na myśli zmuszanie dziewczyn do kurestwa. Każda wie, w co, i świadomie się w to pakuje. Pamiętasz, kiedyś dużo było programów o oszukańczych. wyjazdach za granicę, a później zmuszaniu do pracy w burdelach. Każda wiedziała, po co jedzie. Nie spasowały warunki albo kasa i pochlała się w menadżerami, więc później zgrywa taka jedna z drugą bidulki porwane przez bandziorów.

Pytam, czy jest za legalizacją prostytucji. Śmieje się.

– Cały biznes jest dobrze zorganizowany i legalizacja nic w nim nie zmieni. Wszystko zostanie tak samo. Dobrze jest jak jest. Ci, co powinni, trzymają na tym łapę i jest spokój. Widziałem parę mieszkań, gdzie laski same się rządziły. To był dopiero burdel. Okradanie klientów, syf, a weź….Jeśli ktoś trzyma ten biznes w ryzach, jest lepiej również dla was – klientów. W końcu to też usługi.

Nic mi nie było po tej kawie. Seks, jak to seks za kasę: Lodzik, w cipę, w dupę i wytrysk. Ale rozmowa przy kawie, długo została w mojej pamięci.