Zasady na szlaku

Kraina burdelowo.

Przemierzając krainę, podobnie jak na szlakach górskich trzeba przestrzegać zasad. Burdelowo, niczym najwspanialsze ośmiotysięczniki, może dostarczyć niezapomnianych wrażeń, ale na nierozważnych czyha wiele niebezpieczeństw.

Przez lata, spędzone na dziwkarskim szlaku wypracowałem pewne reguły. Spis zasad.

Zawsze w gumie

Zasada kardynalna. Bo grać można długo, ale trzeba grać bezpiecznie. O ile obciąganko bez gumiaka można zaakceptować, to seks tylko „w”. Co do francuskich zabaw, znam przypadki z forum, gdzie Szwagier został „draśniety” nieumytym zębem i skończyło się na antybiotykach. Najdziwniejsze jest to, że wiele osób ignoruje tę zasadę.  Co do dziewczyn, bywa różnie. Jedne są głupie i nieodpowiedzialne, inne chcą zarobić (jednocześnie będąc głupimi i nieodpowiedzialnymi) i za seks „bez” biorą więcej. Czasem dziwka wiedząc, że jej organizm jest trawiony przez chorobę celowo poszerza ofertę, mszcząc się na anonimowych okurwieńcach. Później w mediach, co jakiś czas wypływa, że jakaś prostytutka zarażała celowo. Na Forum, jednak każdy rozsądny Szwagier przestrzega reguł i zachęca do tego innych.

To tylko handel

Seks to jedna z najintymniejszych dziedzin życia. Trzeba jednak pamiętać,  że seks  za pieniądze, to tylko wymiana handlowa, usługa. Nic więcej, nic mniej. Przynosimy do burdelowa pieniądze, przynosimy i zostawiamy. W zamian dostajemy wrażenia estetyczne, sporą dawkę doznań i kilka innych rzeczy, np. terapeutyczną rozmowę, odprężenie, chwilę zapomnienia. Pod żadnym względem nie należy przekraczać tej handlowej granicy i wchodzić w jakieś układy towarzyskie. A już skrajną głupotą jest inwestycja emocjonalno-uczuciowa. Film „Pretty Women” jest świetny, ale to film.

Nie prowokować

Jeśli chcemy z gry wyjść cało, nie możemy prowokować głupich sytuacji. Do najbardziej powszechnych głupot należy odwiedzanie burdelowa po pijaku. Nie wiedzieć czemu wśród facetów utarło się, że po mordzie można dostać tylko w agencjach, a na mieszkaniówkach panuje luz, bluz. Otóż nie. Mieszkania, to też burdele i też mają opiekunów. Jestem w stanie postawić duże pieniądze, że niemal każde mieszkanie jest obstawione. Medialny kit, o studentkach dorabiających cichaczem w wynajmowanych mieszkaniach. jest po prostu…medialnym kitem. To marketingowy trick, pomagający podreperować ego niektórym klientom. W końcu nie idą na dziwki, tylko zaliczają studentkę (jakby studentka nie mogła być kurwą).  Kolejna sprawa. Często jesteśmy świadkami kampanii edukacyjnych: jak obronić się przed kieszonkowcami. Podstawowa zasady brzmi nie prowokować łatwo dostępnym portfelem. W burdelowie jest podobnie. Nigdy nie wyjąłem portfela przy dziwce. Przez telefon ustalam co i za ile. Na miejscy wyjmuję z kieszeni wyliczoną kwotę. Niby burdelowo, nieco się ucywilizowało i niw ma już krojenia klientów, ale lepiej na zimne dmuchać.

Żadnych imion, żadnych nazwisk

Punkt będący pochodną punktu drugiego. Oczywiście, tu panuje pewna dowolność, ale ja trzymam się swoich zasad. Nie mówię jak mam na imię, tz. mówię, ale kłamię. Co do profesji, też kłamię. Ktoś powie kłamca, paranoik. Być może, ale wchodzimy w światek, który tak do końca nigdy nie będzie zgłębiony i pewne sprawy zostawiamy na zewnątrz, podobnie z doznaniami, pewne zostawiamy wewnątrz. Do tego dodać należy jeden fakt – burdelowo, to siłą rzeczy kontakt z ludźmi, nigdy nie mamy pewności, jak ktoś może wykorzystać wiedzę, o naszej, nazwijmy to, pozalekcyjnej aktywności.

Burdelowo, to dodatek, nie danie główne

Dziwka, to rodzaj seksualnego fast fooda. Burdelowo „tak”, ale tylko wtedy, gdy mamy seks w formie towarzyskiej. Jeśli byłoby inaczej, jesteśmy desperatami. Wiem, że wielu Szwagrów nie uznaje tej zasady, ale dla mnie jest ważna, może nawet najważniejsza. Zawsze (chyba) będę zwolennikiem i aktywnym uczestnikiem burdelowa, ale tylko na moich zasadach. To będzie usługa dodatkowa, a nie jedyna alternatywa.

Podziel się ze Szwagrami

Po pierwszym haju. ( o tym w następnym wpisie) Przychodzi czas, na chwilę zadumy. Trzeba się zastanowić, czy warto tracić czas i pieniądze. Tu przychodzi Forum, Szwagrowie. Najpierw czytamy, później sami piszemy. Dostosowujemy się do porad, sami udzielamy i tak się wchodzi  w  hermetyczny światek.

 

 

(P)o pewnej drabinie

Warto sobie zadać takie pytanie: czy świat płatnych doznań i przyjemności, a może i płatnej miłości ma swoją hierarchię? To środowisko, podobnie zresztą, jak każde inne zbiorowisko ludzi, ma swoją drabinę. Drabina ta, jest o tyle specyficzna, że przesuwanie się po niej, odbiega od norm i zasad, które rządzą podobnymi drabinami.

Dowolna, społeczna drabina, po której ludzie wspominają się z mozołem wygląda mnie więcej tak samo. Startujesz od dołu, od samego dołu. Z punktu zero zaczyna każdy. Człowiek jest młody, nabywa doświadczenia, powoli i systematycznie, szczebel za szczeblem pnie się w górę. Dochodzi się do pewnego szczebla.

Jeśli masz wolę, jesteś zdeterminowany, to pniesz się dalej, szczebel, po szczeblu. W końcu wchodzisz na sam szczyt tej drabiny. Jesteś autorytetem w danej dziedzinie. Wejście na sam szczyt tej drabiny kosztowało. Największą daninę zapłaciłeś w jednej walucie. Ta waluta, to czas. Podobnie wygląda niemal każda drabina, dojście na szczyt kosztuje, z reguły – czas.

W krainie doznań za pieniądze jest nieco inaczej. Nowicjuszka, załóżmy, że zaczyna po dwudziestce, już jest nieco powyżej połowy, powiedzmy, że jest gdzieś na wysokości trzech czwartych takiej drabiny. Wszystko zależy od niej. Jeśli zainwestuje w siebie, jest dobra w łóżku (tak, zdarzają się prostytutki kiepskie w łóżku), to w przeciągu trzech, może czterech lat, jest w stanie dojść na sam szczyt albo w jego pobliże. Może też być inaczej, dziewczyna będzie ładna i uzna, że to wystarczy. Bardzo szybko zacznie schodzić z tej drabiny, do poziomu 30-40 procent. I tak już zostanie. Drabinę kariery w prostytucji, od innych drabin odróżnia, oprócz startu, mniej więcej z połowy, jeszcze jedno, bardzo ważne, prawo. Tu czas jest wrogiem. Z biegiem czasu, każda dziewczyna, czy kobieta zarabiająca własnym ciałem dojdzie do tego, że zaczyna tracić na wartości, i nic nie jest w stanie tego zatrzymać. Czynnikiem, który przyspiesza ten stan, jest też tryb życia. Niestety, w tej profesji alkohol, papierosy, a czasem, narkotyki, to coś powszedniego, a to wszystko się odbija.

Przyjrzyjmy się tej drabinie

Na samym dnie plasują się uliczne prostytutki i tirówki. Jeśli chodzi o panie, które zwane są potocznie ulicznicami, to najczęściej, niestety, panie, które dobijają do wieku emerytalnego w tym fachu. Do tego dochodzi problem z alkoholem i ogólne zmęczenie materiału. Oczywiście są młodsze, ale prawie zawsze towarzyszy im jakiś defekt. Najczęściej jakaś patologia, narkotyki, konflikt z prawem, różnie. Wśród Szwagrów panuje przekonanie, że w tych przypadkach najczęściej złapać jakiegoś kalafiora. Ja uważam, że to działa w obie strony. Do takich kobiet i dziewczyn przychodzą różni śmierdziele i tak koło się zamyka. Spotkać je można raczej tylko w większych miastach. Wskazówka: uważać, lepiej uważać.

Tirówka, nie wiem, czy termin ten występuje poza językiem polskim. Grzybiarki, jagodziany, dziewczyny przydrożne, różnie je nazywają. Jeśli ktoś pragnie zasmakować w obcym ciasteczku, to jak najbardziej. Nie znam statystyk, ale najwięcej jest Bułgarek, młode, stare, ładne, brzydkie, co, kto lubi. Radziłbym uważać na „nasze” tirówki. Według reguł, na trasę wydalane są te, które miały pecha, albo po prostu były głupie i z jakiegoś względu znacząco straciły na wartości rynkowej, na przykład są zarażone. Nie oznacza to, oczywiście, że inne narodowości są odporne na różne świństwa, ale dla dziewczyn „ze Wschodu”, praca przy drogach, to pewien sposób na życie i wiedzą, że wszelkie niechciane „przygody”, mogą je wyautować z biznesu.

Kolejny szczebel, to grupa, którą roboczo można nazwać „dziwki i burdele”. Ktoś może powiedzieć, że przecież tirówka, ulicznica, dziwka, prostytutka, to synonimy i chodzi o to samo. Jednak nie. Wszystko wyjaśnię, zostańmy na razie przy dziwkach. Dziwka, konkretnie tania dziwka, w hierarchii stoi wyżej od tirówki, czy ulicznej kurwy, ale z racji urody, bądź wieku, już jest, niejako poza głównym obiegiem, dlatego utrzymuje się w branży dzięki cenom. Takie dziwki, mogą urzędować w prywatnych mieszkaniach – najczęściej to tanie nory, gdzie czas zatrzymał się na piecyku gazowym i meblościance z Polski Ludowej. Mogą też grupować się w stada i tworzyć coś, na kształt burdelu. Uwaga ! Nie tylko wiek jest tu narzędziem pomiarowym. Chodzi o całokształt: urodę, zadbanie, umiejętne zaprezentowanie się. Spotkałem kilka młodych, tanich dziwek. Pamiętam, jak Przemo, jeden z kumpli, łkał miesiącami, po rozstaniu z dziewczyną. Jestem dobrym człowiekiem, dlatego postanowiłem, że pomogę mu, tak jak potrafię najbardziej. Zabrałem go na dziwki. Taksiarz zabrał nas do dzielnicy peerelowskich kamienic. Na samym końcu uliczki duży sześcian oknami. I nazwa przybytku na tandetnej tabliczce ze sklejki. W środku, lichy bar, obdarte sofy i kilka dziewczyn do wyboru. W wieku do trzydziestu kilku lat. Obraz nędzy i rozpaczy. Przepite, zaniedbane w pogniecionych ciuchach. Zamglonym wzrokiem błądziły po nas. Wyszliśmy stamtąd jak oparzeni. To był typowy, tani burdel.

         Kolejny stopień, to tak zwane prostytutki i agencje towarzyskie. Wiadomo, że w agencjach towarzyskich pracują też prostytutki, ale pojawienie się mieszkań z paniami lekkich obyczajów spowodowało pewien rozłam. Tak zwane agencje towarzyskie, night cluby to lokale, gdzie można wypić drinka, porozmawiać z panią (po uprzednim postawieniu drinka), w końcu pójść na górę. Mała ciekawostka: większość takich agencji, chce uchodzić za night cluby(takie jak w Ameryce), gdzie dziewczyny „tylko tańczą”, mamy też takie, ale o tym za chwilę, większość lokali, to po prostu burdele, ale w lepszej scenerii. Czasem jest jacuzzi.

Mieszkania to wymysł dwudziestego pierwszego wieku. Nie pamiętam, aby wcześniej, coś takiego bywało. Mieszkania, to iluzja. Jedna wielka iluzja. Po pierwsze klient, który idzie do takiego mieszkanka, ma o wiele większe szanse pozostania anonimowym. Gdyby wybrał się do agencji i zobaczył tam kogoś znajomego byłby spalony. Tu, w razie czego, zawsze może coś ściemnić. Obalić należy jeszcze jeden mit. Mit dziennikarski o studentkach dorabiających sobie własnym ciałem. Idzie sobie taki jeleń, jeden z drugim, na mieszkaniówkę i okłamuje SAM siebie, że dziwki nigdy ni posuwał, ale studentkę, prawie wyrwał, no bo w końcu, był u niej w mieszkaniu. Biedni naiwniacy.

Obok mieszkań, klasą średnią (w tej społeczności) są agencje towarzyskie. Najczęściej lokale określane mianem „night club”,albo salon masażu lub jeszcze inaczej (mnie urzeka określenie klubu dla dżentelmenów). Idea jest taka. Miejsce mające sprawiać wrażenie ekskluzywnego. Drogie alkohole, dziewczyny atrakcyjne, przynajmniej atrakcyjniejsze od tych w burdelach niższej ligi. To, co odróżnia agencję towarzyską od night clubu, to podejście do seksu. W agencjach, rozmowa, czy taniec (przy róże, lub jakkolwiek), ograniczone są do minimum. Ma to być, tylko grzecznościowy wstęp, żeby tylko iść na górę. W night clubach jest inaczej. Cała zabawa polega na tym, że dziewczyny tańczą, ładnie, powabnie i profesjonalnie. Zagadują, namawiają na drinki, pokazują cycki. Kiedy jeleń, ogłupiony cyckami i drinkami, staje się niczym plastelina, dziewczyna składa propozycję. Pokój dla VIPów. Z reguły, taki jeleń, bywał w podobnych przybytkach i VIP pokój, kojarzy tylko z jednym. Z posuwaniem. Kładzie kasę na ladę i chodu, do góry. A tu, niemiła niespodzianka. Bardzo często okazuje się, że w pokoju dochodzi do tańca (tylko?!). Tak, tylko. Jeleń się awanturuje, ochrona reaguje i mamy niemiłą sytuację, gdzie nie wiadomo, kto tak naprawdę winien. Dziewczyna, twierdzi, że tylko zmysłowo opisała, jak wykona taniec, klient, twierdzi, że liczył chociaż na lodzika. Awantura, szkoda gadać. Oczywiście, to nie jest reguła, są dziewczyny w takich klubach, które  dadzą, ale za wielokrotność stawki, jak obowiązuje.

Taką rozrywką dla bogatszych, na miarę night clubu, ale nieco bardziej kameralną są call girl, świadczące usługi na wysokim poziomie. Kilka lat temu, w prasie pojawił się artykuł, gdzie dziennikarze starali się dociec, co oznacza ten nowy, w branży termin. Przypuszczali, że to po prostu kolejny, ugrzeczniony synonim słowa „kurwa”. Tak jednak nie jest. Dziewczyny na telefon (oczywiście, z burdelu też można zamówić lalkę na telefon, ale to nie to samo), to dziewczyny z czołówki. Bardzo atrakcyjne, mające zadatki na modelki. Zgrabne, jeśli nie posiadają wykształcenia formalnego, to nadrabiają osobowością i życiowym doświadczeniem. Jednym słowem towarzystwo takiej kobiety, to sama przyjemność. Gustowna, jej bielizna, to coś ekskluzywnego, nie fatałaszek kupiony na straganie, powabna. Cechą charakterystyczną call girl jest to, że raczej nie umawia się na numerki, czyli godzinkę, dwie. Raczej noc lub wieczór plus noc.

Oczywiście to nie wszystkie gatunki i rodzaje pań do towarzystwa. Jest jeszcze cały przemysł seksualny. Sex shopy, peep showy, gdzie za mniejszą lub większą kwotę można skorzystać z kabiny life. Nie zapominajmy o hotelowych kurwach lub cichodajkach. Nie zapomniałem o sponsoringu, który w pewnym filmie został nieco przeinaczony. Gimnazjalistki chodzące po galeriach handlowych i proponujące loda za spodnie, to ewenement, margines. O wiele bardziej rozpowszechnione są relacje, które można nazwać układem (bez podtekstów politycznych). Starszy albo dobrze sytuowany facet jest w relacji (bo raczej związkiem tego nie można nazwać) z kobietą, którą obsypuje podarkami. Mogą to być drobne kwoty albo coś innego. Kolega, pracujący w salonie jednej z sieci komórkowej opowiadał mi, jak przyszła do niego pewna dziewczyna mniej więcej w wieku dwudziestu lat, z facetem pod pięćdziesiątkę.

Najpierw rozmowa z laseczką. Wypytała mnie o telefony, abonamenty. Co będzie miała i za ile. Popatrzyła na w miarę drogi telefon i pyta mnie w jakim abonamencie będzie tak do dwóch stów. Wszystko jej wyjaśniłem. Jak już obejrzała telefon, to mówi, że ok i kiwa na faceta, który stał przed salonem. Wchodzi i nic nie mówi. Nie wiedziałem, o co chodzi, to proszę laskę o dowód. A ta odpowiada, że nie na nią będzie umowa, pytam na kogo. Trzy sekundy kłopotliwego milczenia i pada odpowiedź: na wujka. Patrzę, więc na faceta. Kolejne pięć sekund kłopotliwego milczenia, w końcu młoda warczy: „daj dowód.” I facet zrozumiał, że jest wujkiem….

 Bardziej zaawansowaną formą sponsoringu jest instytucja utrzymanki. To relacja podobna do relacji rodzic – dziecko, gdzie jedna ze stron przejmuje rolę rodzica, w stu procentach finansując tę drugą stronę. Ta druga strona, niczym dziecko, w stu procentach opiera swoje (finansowe) jestestwo, na ekonomiczny rodzicu. Nie muszę dodawać, że od układu rodzicielskiego odróżnia się to jednym szczegółem – rżnięciem.

Legendy, legendy, legendy

Tu, w tym i tak na wpół tajemnym świecie również krążą legendy. Nie będę opowiadał bajek rodem z filmów pt. „Hostel”, bo z czymś takim się nie spotkałem. W środowisku Szwagrów, krąży jednak legenda o domku pod miastem. To zwyczajny dom. Nie ma tam zarejestrowanej działalności. Wtajemniczeni wiedzą. Dostać się tam można tylko poprzez kogoś. W domku tym żyją kobiety. Każda o urodzie modelki bądź aktorki i figurze instruktorki fitness. Obok walorów fizycznych, każda posiada wykształcenie i nie mówimy tu o kursie dla pielęgniarek (nie ujmując pielęgniarkom), ale o gruntownym, uniwersyteckim wykształceniu, które poparte jest wiedzą i obyciem. Towarzystwo takich kobiet można sobie kupić. Na weekend, na jeden event, na tydzień wakacji lub ferii. Zasady są proste. Płacimy wynagrodzenie dzienne (słyszałem o stawkach powyżej średniej krajowej – mam na myśli miesięczne zarobki) oprócz tego, musowo trzeba zabrać taką dziewczynę na zakupy: kreacja, biżuteria, czy perfumy, to dodatek, bonus.

Czy tak jest, czy nie, trudno powiedzieć, nigdy tam nie byłem, ale o tym słyszałem. I jako Wasz oddany kronikarz z burdelowa, o tym piszę.

Czterdziestka z ul Zana cz IV

Diva odbiera, mówię, że jestem. Słyszę numer bloku i mieszkania. Nie jest to blok obok którego stroję. Dwa numery dalej. Ok, to już nie daleko. Moje ciało pulsuje. W pobliżu bloku widzę sklep spożywczy. Układ ulic jest dziwny, za blokiem, który mijam, widzę kamienice, ale nazwa ulicy jest już inna. To budzi sygnał w głowie: może zawrócić? Nie teraz! Za późno. Tłamszę myśl, która jeszcze ledwo co zdołała zakiełkować. W głowie pojawia się obraz cycków. Jeszcze chwila i hipnotyzujące cycki staną się realne. Przechodzę przez ulicę i dostrzegam numer bloku. Miałbym teraz zwrócić? Nigdy! Gorąco na zewnątrz zdaje się przenikać mnie na wskroś. Czuję skwar w całym ciele, zwłaszcza wewnątrz. Pierwsza klatka, to ta. Już za chwilę, za krótką chwilę. Stoję pod klatką. Nie wiem dlaczego, ale odwracam się. Blok stoi przy osiedlowej parafii. Widzę duży, okazały kościół. Jak to jest, że jest naprawdę duży, a zauważyłem go dopiero teraz. Drzwi świątyni wydają się zapraszać. Pojawia się myśl: – masz wybór, możesz zawrócić. To nie ta droga. Skąd pojawiła się ta myśl? Gorączka trawi moje ciało. Zadaję sobie pytanie: co ja tu robię, dlaczego nie zawrócę? Naciskam odpowiedni numer na panelu domofonu. Wróciła zimna kalkulacja. Instynkt każe mi iść do przodu. Wkrada się mechanizm psychologiczny: tyle zainwestowałeś w tę wyprawę i co masz odejść z kwitkiem? Odpowiada szczęk otwieranych drzwi. Przyjemny chłód klatki schodowej i odór, który kocha każdy wychowany na blokowisku. Chłód przynosi ukojenie. Wracam na utarte myślowe trakty. Mrok klatki schodowej działa jak soczewka na moje zmysły, skupia je w jednym punkcie – seks z divą ze Strony. Żądza spowija moje ciało. Pukam trzy razy. Drzwi otwierają się. Wchodzę. W przedpokoju wita mnie prostytutka. Przyglądam się jej. Trudno określić urodę. Ani ładna, ani brzydka. Jest słownikową definicją „czterdziechy”. Nie będę wykładał damsko-męskiego abecadła – zorientowani wiedzą co to „czterdziecha” albo mature (to dla zwolenników porno). Ubrana w zwiewną koszulkę nocną. Co ważne dobraną gustownie. Patrzymy na siebie. Na naszych twarzach pojawiają się uśmiechy. Zostaje zaproszony do pokoju. Dobijamy targu. Standardowe pytanie o prysznic. Wchodzę do łazienki. PRL, ale da się wytrzymać. Szybko opłukuję swoje ciało i wychodzę owinięty ręcznikiem, z ubraniem w ręku. Wchodzę do pokoju, moja diva ścieli łóżko. To też niepisana zasada w burdelowym królestwie. Zmiana pościeli po każdym kliencie. W niektórych przypadkach łóżko jest ścielone przy kliencie, żeby dowieść, że dziwkarskie BHP w tym lokalu jest przestrzegane. Oczywiście słodką tajemnicą każdej divy jest ile razy to samo prześcieradło rozkłada przy każdym kliencie. To, na które patrzę jest niebieskie, nosi znamiona wielokrotnego prania i sprawia wrażenie niedawno prasowanego. Kto wie, może faktycznie jest świeże. Czterdziestka kończy ścielić łóżko. Można śmiało stwierdzić, że nieźle się trzyma. Zwiewna koszulka czyni ją naprawdę seksowną. Trochę za dużo waży, ale w jej wieku jakoś te nadprogramowe kilogramy pasują. Kiedy założyła ostatni róg prześcieradła odwraca się do mnie.

– Usiądź sobie, ja idę się odświeżyć – mówiąc to patrzy z uśmiechem.

Wychodzi. Kładę ubranie na pufie stojącej przy łóżku. Ściągam ręcznik, rzucam go na drugą pufę. Siadam na łóżku. Jest bardzo ciepło, nagość, to najlepsza forma. Słyszę wodę w łazieńce. Wyobrażam sobie, jak strumienie chłodnej wody spływają po ciele rasowej czterdziestki. Rutyna wkracza na scenę: atmosfera erotyzmu, tak dobrze znana, wypełnia pokój. Woda w łazience przestaje lecieć. Mój oddech jakoś dziwnie staje się cięższy. Krew spływa powoli do mojego fiuta. Mija może minuta, w otwartych drzwiach pojawia się dziwka. Jest naga. Duże cycki przypominają o sobie. Lekko masywne uda i biodra, do tego troszkę za duży brzuch. Typowa, rasowa czterdziestka. Przystrzyżone łono powoduje zupełną erekcję. W takich sytuacjach, w przygniatającej większości przypadków usłyszysz dwa teksty: „połóż się” albo „jak chcesz”. Tu jest inaczej. To profesjonalistka. Podchodzi i mówi: – Wstań. Posłusznie staję ze sterczącym kutafonem. Diva siada przede mną na łóżku, tak, że stoję bezpośrednio przed nią. Dłońmi delikatnie przejeżdża po moich udach. Ona zna się na tym fachu.

– Lubię takich młodych – stwierdza z uśmiechem – od razu stoi. W tym momencie bierze mojego Wacka do ust. Wnętrze jej ust działa na wpół kojąco, na wpół transowe. Podejrzewam, że to samo odczuwają narkomani.

– Mmmmmm, mruczy z takim przekonaniem, że dochodzę do wniosku, że mój kutas naprawdę jej smakuje. Kolejne porcje przyjemności dostarczane przez jej usta potęgują podniecenie. Przypominam sobie o jej cycach, w końcu to one mnie zwabiły. Sięgam po nie. Dojrzałe, duże, ze sterczącymi sutkami. Są idealne. Ciało też idealnie dojrzałe. Jeszcze nie obwisłe, jeszcze nie pomarszczone. Jej skóra nie ma już tej sprężystości, co u dziewczyn po dwudziestce, ale to właśnie brak tej sprężystości powoduje, że jej ciało jest miękkie, delikatne, przyjazne. Kiedy jej ręka zaczyna obracać moje jaja, przez chwilę myślę, że dojdę w jej ustach. Biorę oddech, napinam okolicę lędźwi. Delikatnie się odsuwam. Profesjonalistka wie, co to oznacza.

– To co, zakładamy gumę? – moje ciche „tak” wystarcza. Prezerwatywa w czerwonym kolorze pokrywa mojego druha. – Ale masz go fajnego – czterdziecha z uśmiechem komplementuje chuja. Nie wiem co odpowiedzieć, uśmiecham się tylko.

– To jak chcesz, klasycznie? – Pyta, przesuwając się w głąb łóżka.

– Może być klasycznie. – Odpowiadam wchodząc na łóżko.  Klęczę przed nią, widok, który mam przed sobą utrzymuję moją lance naprężoną. Dwa duże cycki, idealnie się rozkładają, kobiece biodra, delikatna, miękka skóra – kwintesencja kobiecości. Rozchyla uda, odkrywając źródło mocy. Jej cipka wydaje się zapraszać. Przystrzyżona kępka włosów, rozchylone wargi, to wszystko jest takie kobiece. Muszę w niej być! Chwytam jej nogi pod kolanami i uginam w kierunku tułowia. Cipka staje się jeszcze bardziej wyeksponowana. Poprawiam gumiaka i wchodzę. Zdecydowanie, mocno, do końca. Słyszę jej głośne stęknięcie. Delikatnie wygina się w łuk.

– Dobiłeś od razu do samego końca.

Łapie za uda i raz za razem mocno dobijam. Posuwam na całego. Jej falujące cycki powodują, że chcę ją wygrzmocić tak, jakby nie było jutra. Zresztą, nie ma jutra, jest tylko teraz. Jest tylko magiczna cipka, którą eksploruję. Posuwam coraz szybciej. Jej oddech staję się bardziej ciężki, chrapliwy. Jest dobrą aktorką albo faktycznie poczuła bluesa i się jej spodobało. Do chrapliwego oddech dochodzi ciche pojękiwanie. Sama szerzej rozchyla nogi i wygina się jeszcze bardziej, sprawiając, że wchodzę maksymalnie głęboko i mocno.

– Do końca. – słyszę, między jej pojękiwaniem. Zauważam, że mój oddech też stał się głośniejszy. Orgazm nadchodzi bez majestatycznego przeżycia. Po prostu dobre mocne rżnięcie doprowadziło mnie do zenitu. Kiedy czuję, że trysnę, dobijam naprawdę mocno. Trzy fale, trzy ostatnie pchnięcia. Ciśnienie zaczyna opadać. Serce jeszcze bije mocno, ale napięcie spadło. Wychodzę z jej cipki. Delikatnie. Guma napełniona moim nasieniem. Delikatnie ściągam. Patrzę na divę – leży z błogim uśmiechem. – Bez jaj, nie mówcie, że doszła – myślę sobie. Z reguły do seksu z dziwkami podchodzę bardzo handlowo. Zapłaciłem, wiec interesuj mnie przede wszystkim mój orgazm. Dziś jest inaczej. Dobrze mi z tym, że jej jest dobrze. Podaje mi ręcznik papierowy. Wycieram fiuta i zawijam gumę. Wrzucam do malutkiego kubła przy łóżku. Diva wciąż leży  rozchylonymi nogami.

– Mogę jeszcze zostać, czy kończy się czas? – Pytam, bo według relacji Szwagrów czas w takich mieszkaniach różnie jest liczony i trzeba od razu wiedzieć co i jak. Szwagrowie wielokrotnie opowiadali, jak nie doszli do finału, bo czas się skończył. Szczytem bezczelności, było, kiedy w trakcie rypania, Szwagier dowiedział się, że pisząc „godzina” w ogłoszeniu, kurwa miała na myśli „godzinę lekcyjną” czyli 45 min.

– Pewnie, siedź. Nikt nas nie goni. – Słyszę w odpowiedzi.

Leżymy nadzy. Rozmawiamy o upale, o wypadach na kąpieliska i różnych mniej istotnych sprawach. Gładzę ją po wewnętrznej stronie uda. Jest naprawdę przyjemna w dotyku. Dziwne zjawisko. Zapłaciłem za seks, czysty seks, a teraz dziwka jest mi jakoś bliska. Może nawet bliższa, niż nie jedna z tak zwanych normalnych dziewczyn, z którymi byłem. Jestem pewien, że nie ma uczuć na tym świecie, są tylko doznania. Co więc czuję teraz? Rozmawiamy jeszcze kilka minut. Ubieram się.

– Cześć.

– Cześć. – Wychodzę.

Kiedy wyszedłem z klatki znów patrzę na kościół. – Tym razem upadłeś, spróbujemy następnym razem – ten sam głos, który mówił, że mam wybór, mogę zawrócić. Do kogo należy? Czy to część mojego mózgu, nieskażona łaknieniem wciąż nowych doznań. A może Anioł Stróż, przypomniał o sobie.

Wchodzę do spożywczej sieciówki, którą mijałem. Zimny, wiśniowy napój gasi moje pragnienie. Wracam do mieszkania.

Czterdziestka z ulicy Zana

Przeciągam się, jednocześnie ziewając. Kiedyś przeczytałem, że przeciąganie się, to ileś tam procent orgazmu. Coś w tym musi być. Promienie słońca padają na moją twarz. Wraz z wiosną przestaje opuszczać roletę na noc. Lubię, kiedy budzi mnie słońce. Zwłaszcza, kiedy jest sobota i nie muszę nastawiać budzika. Tak, jak mówiłem, lubię kiedy budzi mnie dzień. Moja kawalerka jest raczej obskurna, ale jedno w niej lubię. Okno od strony wschodniej. Dające możliwość słońcu, aby mnie budziło.  Tak w ogóle, to mało jest zjawisk tak poetyckich, jak nastawanie nowego dnia. Każdy z nas uważa za pewnik, że kładąc się spać będzie jakieś jutro, ale gdyby poświęcić chwilę na to jak powstaje to „jutro”. Bez sprzecznie jesteśmy świadkami cudu. Po raz pierwszy doznałem tego w szkole średniej. Zakuwałem coś do późna, i sam nie wiem kiedy, głowa opadła mi na biurko. Kiedy się ocknąłem czarna noc, zaczęła być mocno granatowa – wręcz atramentowa. Pierwsze ptaki zaczęły harce. I z każdą chwilą było jaśniej i głośniej. Cud narodzin kolejnego dnia. Tak jakby los dawał do zrozumienia: „wszystko zaczyna się od nowa, cokolwiek spieprzyłeś, możesz zacząć dziś od nowa”.

Która może być godzina? – Zastanawiam się. Siódma za parę minut. Leżę. Rozglądam się po pokoju. Sen to chaos, teraz zaczynam powoli układać puzzle w głowie. Zamykam oczy. Czuję światło i ciepło na twarzy. Czas wstać. Prysznic, toaleta i pranie. Pranie rozpoczynam przed śniadaniem, taki zwyczaj. Śniadanie. Mam czas, więc podsmażam pieczarki, duszę pomidory, to wszystko składniki mojego wykwintnego śniadania. Spokojnie robię pyszną jajecznicę. Po śniadaniu sprzątanie. Szybkie odkurzanie. W kawalerce nie ma za dużo do sprzątania. Raz na jakiś czas trzeba umyć okna, ale to akurat lubię robić. Nie lubię zmywać naczyń. I tu bywam do bólu praktyczny. Nie zmywam dopóki mam w czym jeść. Jak na faceta mieszkającego samotnie mam dużo naczyń. Dlatego twory, jakie niekiedy piętrzą się w moim zlewie doprowadziłby do erekcji nie jednego abstrakcjonistę. Z mocnym postanowieniem jednak daję radę naczyniom. Wycierając naczynia zastanawiam się, co dalej robić. Pranie skończy się za około dwadzieścia minut. Teoretycznie mam robotę. Moja firma nawiązała współpracę z inną firmą i teraz każdemu klientowi trzeba wciskać nowy, dodatkowy produkt. Produkt teoretycznie dla małych firm i firemek. Zapoznanie się z produktem zajmie mi około dwóch godzin. Wycieram kubek – ostatnie z naczyń. Patrzę na zegarek po ósmej. Nieźle – mam cały dzień dla siebie. Dioda w pralce świeci. Wieszam pranie na rozkładanej suszarce. Otwieram okno. Słońce i powiewy wiatru powinny wszystko wysuszyć, do wieczora, najpóźniej do jutra. Włączam komputer. Poczta, najważniejsze portale. Kiedy mam czas, a dziś mam, odwiedzam strony najważniejszych dzienników i tygodników. Trzy strony, po trzy artykuły, plus te, które mnie zaciekawią. W głowie pojawia się nutka wahania: a co tam.

Dwie zakładki, dwie strony. Strona i Forum. Lubię być w temacie. Nowe komentarze Szwagrów. Jedne przestrzegają, inne zachęcają. Nowe profile na stronie. Wszystko w ruchu. Jestem zaintrygowany od kilku tygodni, a może miesięcy jednym zdjęciem na stronie. Dłoń ujmująca pierś w sposób idealny. Między palcem śrdokowym, a serdecznym widnieje kawałek brodawki i sutek, który wprost z ekranu dopomina się o miejsce w ustach. Duża, kształtna miseczka D albo E. Byłem gotów pomyśleć, że fotka jest retuszowana, ale dłoń temu przeczyła. Cycek na zdjęciu wyglądał świeżo, apetycznie ponętnie, trudno określić wiek właścicielki takiego skarbu, a raczej skarbów. Ale dłoń, bez dwóch zdań należała do kobiety co najmniej po trzydziestce. W rubryce wiek widniała cyfra 35. Należało się domyślać, że diva jest po czterdziestce. Ile razy patrzę na to zdjęcie wyobrażam sobie dotyk, zapach i smak tych piersi, tej kobiety, tej dziwki.

Ciekawe. Odkąd odkryłem Forum i zacząłem na nim pisać wiele się nauczyłem, wiele dowiedziałem. Przede wszystkim o kobietach. Mam świadomość, że nasze Forum może budzić kontrowersje. Ci najbardziej subtelni mówią, że zajmujemy się płatną miłością, ci rzeczowi nazywają wprost: forum o prostytutkach pisane przez klientów. Ci prymitywni mówią, że banda degeneratów zajmuje się kurwami i dziwkami. Każda z wymienionych grup ma rację. Nie do mnie należy ocena, ale wiem jedno. To jedno z najlepiej zorganizowanych for w kraju. Panuje tu ład i porządek. Z prędkością światła usuwani są licealiści, którzy zarejestrowali się z ciekawości albo studentasy szukające koleżanek z akademika. Pozostają ci, którzy mają coś do powiedzenia w temacie i wśród nich, wśród nas, panuje prawdziwa męska sztama. Trzy opnie na temat mojego celu. Po czterdziestce, z urodą według gustu, podobno rozmowna i sympatyczna. Już coś wiem. Patrzę na zdjęcie profilowe. Wklepuję numer ze strony. Nie mam zamiaru dzwonić tak po prostu.

Zamykam komputer. Biorę do ręki pliki kartek z pracy. Staram się skupić, ale jest przed dziesiątą. Ciepło, jasno, gwar za oknem. Zbyt ładnie, żeby siedzieć w murach. Odkładam zapoznanie się z dokumentami na później. Sandały na nagi i już mnie nie ma w mieszkaniu.

Szczuplutka blondyneczka (pierwszy anal) cz. II

Muzyka sączy się z odtwarzacza. Opuszczone niebieskie rolety, łóżko w kącie. Zwyczajne burdelowo. Szybka transakcje. Biorę pół godziny. Zawsze należy tyle brać. Jest to opcja najbezpieczniejsza finansowo. Udaję się do łazienki. Szybkie opłukanie i wychodzę owinięty ręcznikiem.

– Zaraz przyjdę. – Słyszę od blondynki, poczym wychodzi zamykając drzwi od pokoju. Na wewnętrznej stronie drzwi wisi plakat Wentwhorta Millera, bohatera bardzo wtedy popularnego serialu. Czyżby była młodsza niż wyglądała – zastanawiam się. –  Kto wiesza plakaty z aktorami? Po dwudziestce nikt. Dałbym jej dwadzieścia trzy, do dwudziestu sześciu. Jednak plakat każe się zastanowić.

Kolejna część rytuału. Czekanie na seks. Moja pała zaczyna wypełniać się krwią. Słyszę strumień wody przez ścianę, który właśnie spływa po szczupłym ciele blond divy. Powietrze gęstnieje. Mój oddech staje się cięższy. Jeśli będziecie mieli styczność z terapiami dla uzależnionych, to dowiecie się, że w każdym uzależnieniu istnieje tak zwany łańcuch zdarzeń, który ma w sobie pewien moment, po którym nie ma odwrotu. Jeśli pijak otworzy butelkę, to raczej nie ma szans, że ją odstawi. Podobnie jest ze mną. Czas oczekiwania jest upajający. Po prostu nie można się wycofać. Oczekiwanie wypełnia płuca, wypełnia całe ciało. Zmienia się rzeczywistość.  Woda za ścianą przestaje lecieć. Blondynka pewnie wyciera się ręcznikiem. To już! Już niebawem będę w niej. Pełna erekcja, podniecenie totalne. Głęboki oddech, bo zacząłbym się trząść. Wchodzi moja diva.

Owinięta ręcznikiem. Szczupła, ładna. Ma ten typ urody, który mają niektóre blondynki. Jest jakby pokryta pewną mleczną powłoką. Oczy również takie…mleczne. Możecie pomyśleć, że była naćpana, ale nie. To nie to. Pierwszy taki typ urody pamiętam z podstawówki – koleżanka z klasy. Nie sądzę, żeby tamta też była naćpana? Po prostu taki typ. Typ mlecznej blondynki.

– Połóż się. – Słyszę profesjonalny, beznamiętny ton głosu. Już wiem co mnie czeka. Standardowa obsługa w takim przypadku. Kładziesz się i następuje lodzik. Francuz ma poniekąd dwa zadania: jeśli nie jesteś sztywny, ma postawić cię do pionu. Jeśli jesteś sztywny, ma cię podniecić do takiego stopnia, żebyś po założeniu gumki nie zajeździł dziewczyny, tylko się spuścił. Dla dziwki najlepszym rozwiązaniem jest, gdy spuszczasz się przy oralu. Łatwy szmal. Z racji tego, że moja pała już sterczy, głowa blondynki porusza się rytmicznie. Nie rusza mnie to. Patrzę na jej ciało, chęć eksploracji, posmakowania, poznania jej ciała jest większa niż chęć spuszczenia po wpływem jej ust. Proszę, żeby przerwała i się położyła. Ma nieproporcjonalnie duże piersi. Jeszcze nie wygniecione, nawet delikatne. Mój przyjaciel Misza z rozbrajającą szczerością wyznaje zawsze, że jest cyckomaniakiem. Ja nie jestem, ale też lubię cycki. Kurwa, o czym my mówimy? Każdy facet lubi cycki. Tak było i będzie.    Płaski brzuch, delikatne, subtelne uda. Jest niezła. Rozsuwam jej nogi. Idealna, spójna z urodą  cipeczka, nieśmiało ukazuje się między udami. Napawam się widokiem. Dotykam, gładzę ją po całym ciele, gładkim smakowitym.

– Zakładać gumkę? – Słyszę pytanie, które nie brzmi przyjaźnie. Trochę mnie to zbija z tropu.

– Tak. – Mówię niezbyt głośno.

Mechanicznie ręce blondynki ubierają mojego zbója w robotnicze ubranko. Dociera do mnie, że ja poświęciłem sto procent uwagi jej walorom, a nie zauważyłem najważniejszego. Ona jest nieobecna, co więcej zdaje się w magiczny sposób sprawić, że też jestem nieobecny. Kiedy gumiak jest na mojej fujarze kładzie się bez słowa. Rozchyla lekko nogi, odwraca głowę i pilotem wyjętym spod poduszki pogłaśnia muzykę. Czyżbym aż tak był dla niej odpychający? Chcę wejść.

– Poczekaj. – Słyszę nieprzyjemny ton głosu. Nie wiem o co chodzi. Wstaje wyciąga spod łóżka czerwoną tubkę. Wyciska troszkę na trzy palce u pociera cipkę. W powietrzu rozchodzi się zapach truskawek. Wykorzystuję ten moment i zamiast wejść pochylam się i moje usta obrabiają jej cyce. Delikatnymi pocałunkami przesuwam się w dół. Brzuch: płaski i delikatny. Wydepilowane dokładnie łono, na którym zakreślam ósemki językiem. Jej ciało jest całym moim światem. Delektuje się jej łonem, a ręka pociera subtelną cipkę. Mieszkanka zapachów jej skóry, jej cipki i lubrykatu prowokuje myśl: „może ją wylizać”? Rozchylić palcami fałdy skóry i posmakować tej magicznej kompozycji smaku i zapachu. „Przecież to dziwka!!” Słyszę w głowie. Jest świetna, to prawda, ja jestem jeszcze na wczorajszych promilach, to też prawda. Rozpala mnie podniecenie, ale fakty są, jakie są. To dziwka, a dziwkom nie robi się minetek. Ten myślowy sprint wystarczył aby zrezygnować z oralnych planów. Podnoszę głowę, patrzę na nią. Nadal odwrócona głowa. Patrzy na plakat na drzwiach. „Chiałabyś, żeby posuwał się Michael Scofield” – myślę. Mało mnie to obchodzi. Wchodzę w nią i zaczynam powolne ruchy. Moje ręce błądzą po jej ciele. Żadnej reakcji. Cały seks, to sto procent czystej mechaniki. Niby o to chodzi w seksie za kasę, ale to już przesada. Zaczynam czuć rozdrażnienie. Nie wiem, czy jestem tak odrażający, że musi się wyłączyć, czy z automatu tak traktuje wszystkich klientów. Zaczynam posuwać coraz szybciej, a w głowie kiełkuje mi myśl z pogranicza sadyzmu i mściwości. Skoro nie potrafi w sobie wzbudzić żadnych emocji, to ja je wzbudzę. Jestem po pijaństwie, mój organizm jest osłabiony, a ruchy w blondynce dosyć intensywne. Zaczynam się pocić. Organizm wydala alkohol. Pieprzę ją klasycznie, jestem oparty na rękach. Kiedy pierwsza kropla potu odrywa się od torsu, opuszczam się na rękach i przywieram do ciała pode mną. Chcę, żeby była uklejona moim potem, chcę, żeby poczuła obrzydzenie, które odczytam na jej twarzy, jako jedną z emocji. Chcę ją zbrukać, skurwić za emocjonalną pustkę, z jaką mnie przyjęła. Być może jestem bydlakiem, skurwielem, ale w tej chwili czuję satysfakcję, że kwota za pół godziny daje mi możliwość upodlenia jej. Patrzę na jej twarz, jednak ma emocje. Usta stają się bardziej zaciśnięte, a oczu zwężają się. Nie widzę obrzydzenia, raczej zawziętość.

Pozycja klasyczna mnie nudzi. Bodźce z pocierania mojego penisa o ścianki jej pochwy nie są wystarczające od tego, abym miał orgazm. Może to wóda stępiła mi zmysły, a może otoczka zwana atmosferą odgrywa większą rolę w seksie, niż podejrzewałem. Na chwilę wychodzę, zakładam sobie jej nogi na ramiona i cykl ruchów zaczyna się od początku. Gówno to daje. Wciąż pozostaje sztywny, ale nie mogę się spuścić. Specyficzne uczucie: być podnieconym i jednocześnie znudzonym. Proszę, żeby się odwróciła, może gdy wejdę od tyłu, wyrwę się z odrętwienia? Łapię ją za biodra i miękko wchodzę. Nie wiem dlaczego jeszcze ją posuwam. Przestało mnie to kręcić. W każdej chwili mogę przestać. Ubrać się w wyjść. Jednak tego nie robię. Muszę się spuścić. Tak, jakby za moim orgazmem krył się jakiś cel. Jakiś nieodkryty element, który będzie pasował do całości. Kiedy ręce przesuwam z bioder na pośladki, dociera do mnie. Patrzę na wypięty tyłeczek i całe ciało rozpala mi jedna myśl: nigdy nie eksplorowałem kobiecego anusa (męskiego zresztą też nie, ani swojego, po prostu nie uprawiałem seksu analnego). Chcę jej wsadzić w dupę.

Zuza cz. 2

– Cześć – mówię cicho i uprzejmie.

– Cześć – odpowiada, w pewien zalotny sposób Zuza.

Trudno mi określić w ciemnym przedpokoju jej stan, ale zmierzamy do pokoju, więc pora ocenić towar. Bezlitosne prawa rynku. Uśmiecha się. Faktycznie jest młoda 18-20 lat i…. niezbyt ładna. Na pierwszy rzut oka nadwaga. Włosy do ramion, lekko naturalnie poskręcane. Pospolita, przeciętna twarz. Ubrana w koszulkę, i spodnie dresowe. Tandeta i szmira, ale za te pieniądze… Jedyny atut, to faktycznie jest młoda.

– Na ile zostajesz? – Pyta, a ja już podjąłem decyzję. Tak jak zakładałem. Będzie idealna na zrobienie loda w to słoneczne popołudnie. Warianty są trzy: godzina, pół lub kwadrans. W praktyce sprowadza się to dwóch lub jednego numerka albo samego francuza. Często można poprosić o francuza bez gumy (FBG według slangu na Forum), to zależy od divy, która przyjmuje. To według formalnych zasad. Według zasad życiowych, niepisanych jak jesteś zadbany i dobrze nawijasz, to w najniższej stawce obrobi druta i jeszcze ją przelecisz.

– Kwadrans – mówię cicho i z uśmiechem.

– Ok. Chcesz skorzystać z prysznica? – Pyta.

– Poproszę – mówię wciąż się uśmiechając.

Daje pieniądze i dostaje ręcznik. Zuza pokazuje mi, gdzie jest łazienka. Wchodzę zwykła łazienka nawet czysto, choć mogłoby być czyściej. Opłukuję swojego druta, wycieram się podanym ręcznikiem. Zawsze sprawdzam, czy jest czysty, to też Szwagrowie punktują. Czysty. Wycieram się nie myślę o niczym – nie ma mnie, jestem w innym świecie. Wracam do pokoju, owinięty ręcznikiem w ręku trzymam ubranie. Jest ciepło, więc dużo tego nie ma.

– To ja się idę odświeżyć, a ty się rozgość. Zostawia mnie i wychodzi. Siadam w ręczniku na łóżku. Czekam. Zawsze w takich chwilach koncentruje się na czasie i przypominam sobie pierwszy raz. Każda sekunda rozciąga się w czasie kilkukrotnie. Powietrze wypełnia napięcie seksualne. Eksperymentowałem z kilkoma narkotykami, ale to oczekiwanie to haj, który jest nieporównywalny.

Słychać klamkę i pojawia się uśmiechnięta diva. Tandetny czarny strój imitujący drogą, zmysłową bieliznę i pończochy z drugoligowego sex shopu – to wszystko pasuje do drugoligowej dziwki.

– Połóż się wygodnie – mówiąc to podchodzi do łóżka i ściąga swój strój. Pozostaje tylko w pończochach. Pewnie naczytała się w babskich pisemkach, że to seksowne – pokazać się facetowi w samych pończochach. Ale ona seksowna nie jest. Duże uda już dawno przestały być kobiece stały się masywne i nieładne. Rozstępy na brzuchu świadczą, że przekroczyła granicę nadwagi i dużymi krokami zbliża się do otyłości. Jedynym atutem są duże cycki. Siada na łóżku i pochyla się w stronę mojego fiuta. Ja rozwalam się na łóżku i gładzę ją po ciele. Jej skóra dawno nie miała na sobie dobrego balsamu. Łapię ą za cycka, co nie łatwe, bo Zuza cały czas majstruje ustami przy moim drucie. Ma przyjemnie ciepłe usta. Nie jest mistrzynią w obciąganiu, ale ciepło jej ust i pomruki powodują, że momentalnie mi staje. Rytmicznie porusza głową znajdując się na czworakach prostopadle do mnie. Rękę kieruję między jej uda, delikatnie je rozsuwa. Chcę sprawdzić jak jest głęboka. Wsuwam dwa palce.

– Ssss – słyszę lekkie syknięcie, ale zaczynam rytmicznie poruszać palcami i nic już nie słyszę. Chwilę pozostajemy w tej pozycji, ja rytmiczne poruszam palcami, Zuza głową. Jest dosyć głęboka i luźna, myślę, że mimo młodego wieku jest zaprawiona w tym sporcie. Po kilku chwilach ruch moich palców staje się płynny, wyczuwam jej soki. Nie sądziłem, że zrobi się wilgotna po moich „pieszczotach”. Obrabia pałę poniżej średniej, ale na rozgrzewkę może być. Przenoszę rękę z pomiędzy jej ud na cycki. Łapię ją za cycka. To jedyna część ciała, która jest gładka. Jeszcze. Nie ma się co oszukiwać. Jest grubą, zaniedbaną, wiejską dziewuchą. Jej figura jest zwalista, skóra wymaga wizyty u kosmetyczki. Jedyny element, który jest miły dla oka i ręki to cycki. Myślę, że każdy facet zna ten typ cycków. Nie jakieś foremne, kształtne, ale duże, dorodne cyce. Takie cyce są atrakcyjne przez kilka lat, później stają się zbyt obwisłe i ich właścicielka nie ma nic do zaoferowania. W tym przypadku, przy tym trybie życia stawiam na dwa lata. Po dwóch latach będą ugniecione, a ich właścicielka jeszcze bardziej zejdzie z ceny.

– Zakładamy gumeczkę? – pada pytanie. To pytanie zawsze pada. Potwierdzam mruknięciem i klepię ją po dupie. Uśmiecha się.

Tak to jest w tym fachu. Kurwy można podzielić na trzy kategorie. Pierwszą są debiutantki i Zuza z pewnością do nich należy. Nie jest ładna, ale młoda. To widać. Podchodzi do roboty spontanicznie, ja to rozumiem. Lubi seks, niedawno odkryła, że może dostawać za to kasę. Trafiają się stare dziadki, które pomiętoszą cycki (z pewnością przypomina im młodość, bo ewidentnie przypomina divę z Dwudziestolecia) posuną kilka razy i spust. Teraz trafiłem się ja. Nie uważam się za ideał, ale jestem schludny i podobno podobam się kobietą. Dla debiutantek wszystko jest ok: seks, kasa, nowości. To jednak szybko się kończy. Mija trochę czasu. Pojawiają się mniej przyjemne momenty. Są słabsze dni, a pracować trzeba. Pojawiają się mniej przyjaźni klienci, którzy lubią, kiedy boli. Po paru takich akcjach przestaje być miło, ale nie to jest najgorsze. Pojawia się świadomość, że wdepnęła w gówno i nie ma z niego wyjścia. Bo historie o dziewczynach, które wyszły z piekła wsadźcie między bajki. Tu pojawia się kolejna kategoria prostytutek. Te, już w środku. Jeszcze młode, jeszcze ładne, ale zdradzają je oczy. Spojrzenie, którego nie da scharakteryzować. Mieszanka kilku uczuć, kilku emocji. Pierwszą warstwę pokrywa rutyna. Pod nią skrywa się smutek, żal, litość (tak litość do klienta – dobrze czytacie). Wszystko zależy od klienta. Jeśli jest poukładany, to dostrzeże zobojętnienie, czasami nawet litość. Litość, bo ta branża ma dwa końce pracują dziewczyny, które teoretycznie upadły najniżej, ale przychodzą faceci, którzy wiele wyżej nie są, a może jeszcze niżej. To może zobaczyć normalny facet. Jeśli jest typem skurwiela to może dostrzec złość i coś jeszcze. To spojrzenie mówi jasno – wytrzymam, wielu takich wytrzymałam, ciebie też wytrzymam.

Ostatnią grupą są kobiety po czterdziestce. Popularnie nazywane starymi kurwami. Tu już nie ma użalania się nad sobą. Pełna akceptacja. One już wiedzą, że taki wariant na życie wybrały i nic tego nie zmieni. Często wzmacniają się alkoholem, ale cóż taki ich los.

Ja mam do czynienia z debiutantką, która właśnie zakłada mi czarną prezerwatywę.

– Może zaczniemy klasycznie? – Pyta.