Szczuplutka blondyneczka (pierwszy anal) cz. II

Muzyka sączy się z odtwarzacza. Opuszczone niebieskie rolety, łóżko w kącie. Zwyczajne burdelowo. Szybka transakcje. Biorę pół godziny. Zawsze należy tyle brać. Jest to opcja najbezpieczniejsza finansowo. Udaję się do łazienki. Szybkie opłukanie i wychodzę owinięty ręcznikiem.

– Zaraz przyjdę. – Słyszę od blondynki, poczym wychodzi zamykając drzwi od pokoju. Na wewnętrznej stronie drzwi wisi plakat Wentwhorta Millera, bohatera bardzo wtedy popularnego serialu. Czyżby była młodsza niż wyglądała – zastanawiam się. –  Kto wiesza plakaty z aktorami? Po dwudziestce nikt. Dałbym jej dwadzieścia trzy, do dwudziestu sześciu. Jednak plakat każe się zastanowić.

Kolejna część rytuału. Czekanie na seks. Moja pała zaczyna wypełniać się krwią. Słyszę strumień wody przez ścianę, który właśnie spływa po szczupłym ciele blond divy. Powietrze gęstnieje. Mój oddech staje się cięższy. Jeśli będziecie mieli styczność z terapiami dla uzależnionych, to dowiecie się, że w każdym uzależnieniu istnieje tak zwany łańcuch zdarzeń, który ma w sobie pewien moment, po którym nie ma odwrotu. Jeśli pijak otworzy butelkę, to raczej nie ma szans, że ją odstawi. Podobnie jest ze mną. Czas oczekiwania jest upajający. Po prostu nie można się wycofać. Oczekiwanie wypełnia płuca, wypełnia całe ciało. Zmienia się rzeczywistość.  Woda za ścianą przestaje lecieć. Blondynka pewnie wyciera się ręcznikiem. To już! Już niebawem będę w niej. Pełna erekcja, podniecenie totalne. Głęboki oddech, bo zacząłbym się trząść. Wchodzi moja diva.

Owinięta ręcznikiem. Szczupła, ładna. Ma ten typ urody, który mają niektóre blondynki. Jest jakby pokryta pewną mleczną powłoką. Oczy również takie…mleczne. Możecie pomyśleć, że była naćpana, ale nie. To nie to. Pierwszy taki typ urody pamiętam z podstawówki – koleżanka z klasy. Nie sądzę, żeby tamta też była naćpana? Po prostu taki typ. Typ mlecznej blondynki.

– Połóż się. – Słyszę profesjonalny, beznamiętny ton głosu. Już wiem co mnie czeka. Standardowa obsługa w takim przypadku. Kładziesz się i następuje lodzik. Francuz ma poniekąd dwa zadania: jeśli nie jesteś sztywny, ma postawić cię do pionu. Jeśli jesteś sztywny, ma cię podniecić do takiego stopnia, żebyś po założeniu gumki nie zajeździł dziewczyny, tylko się spuścił. Dla dziwki najlepszym rozwiązaniem jest, gdy spuszczasz się przy oralu. Łatwy szmal. Z racji tego, że moja pała już sterczy, głowa blondynki porusza się rytmicznie. Nie rusza mnie to. Patrzę na jej ciało, chęć eksploracji, posmakowania, poznania jej ciała jest większa niż chęć spuszczenia po wpływem jej ust. Proszę, żeby przerwała i się położyła. Ma nieproporcjonalnie duże piersi. Jeszcze nie wygniecione, nawet delikatne. Mój przyjaciel Misza z rozbrajającą szczerością wyznaje zawsze, że jest cyckomaniakiem. Ja nie jestem, ale też lubię cycki. Kurwa, o czym my mówimy? Każdy facet lubi cycki. Tak było i będzie.    Płaski brzuch, delikatne, subtelne uda. Jest niezła. Rozsuwam jej nogi. Idealna, spójna z urodą  cipeczka, nieśmiało ukazuje się między udami. Napawam się widokiem. Dotykam, gładzę ją po całym ciele, gładkim smakowitym.

– Zakładać gumkę? – Słyszę pytanie, które nie brzmi przyjaźnie. Trochę mnie to zbija z tropu.

– Tak. – Mówię niezbyt głośno.

Mechanicznie ręce blondynki ubierają mojego zbója w robotnicze ubranko. Dociera do mnie, że ja poświęciłem sto procent uwagi jej walorom, a nie zauważyłem najważniejszego. Ona jest nieobecna, co więcej zdaje się w magiczny sposób sprawić, że też jestem nieobecny. Kiedy gumiak jest na mojej fujarze kładzie się bez słowa. Rozchyla lekko nogi, odwraca głowę i pilotem wyjętym spod poduszki pogłaśnia muzykę. Czyżbym aż tak był dla niej odpychający? Chcę wejść.

– Poczekaj. – Słyszę nieprzyjemny ton głosu. Nie wiem o co chodzi. Wstaje wyciąga spod łóżka czerwoną tubkę. Wyciska troszkę na trzy palce u pociera cipkę. W powietrzu rozchodzi się zapach truskawek. Wykorzystuję ten moment i zamiast wejść pochylam się i moje usta obrabiają jej cyce. Delikatnymi pocałunkami przesuwam się w dół. Brzuch: płaski i delikatny. Wydepilowane dokładnie łono, na którym zakreślam ósemki językiem. Jej ciało jest całym moim światem. Delektuje się jej łonem, a ręka pociera subtelną cipkę. Mieszkanka zapachów jej skóry, jej cipki i lubrykatu prowokuje myśl: „może ją wylizać”? Rozchylić palcami fałdy skóry i posmakować tej magicznej kompozycji smaku i zapachu. „Przecież to dziwka!!” Słyszę w głowie. Jest świetna, to prawda, ja jestem jeszcze na wczorajszych promilach, to też prawda. Rozpala mnie podniecenie, ale fakty są, jakie są. To dziwka, a dziwkom nie robi się minetek. Ten myślowy sprint wystarczył aby zrezygnować z oralnych planów. Podnoszę głowę, patrzę na nią. Nadal odwrócona głowa. Patrzy na plakat na drzwiach. „Chiałabyś, żeby posuwał się Michael Scofield” – myślę. Mało mnie to obchodzi. Wchodzę w nią i zaczynam powolne ruchy. Moje ręce błądzą po jej ciele. Żadnej reakcji. Cały seks, to sto procent czystej mechaniki. Niby o to chodzi w seksie za kasę, ale to już przesada. Zaczynam czuć rozdrażnienie. Nie wiem, czy jestem tak odrażający, że musi się wyłączyć, czy z automatu tak traktuje wszystkich klientów. Zaczynam posuwać coraz szybciej, a w głowie kiełkuje mi myśl z pogranicza sadyzmu i mściwości. Skoro nie potrafi w sobie wzbudzić żadnych emocji, to ja je wzbudzę. Jestem po pijaństwie, mój organizm jest osłabiony, a ruchy w blondynce dosyć intensywne. Zaczynam się pocić. Organizm wydala alkohol. Pieprzę ją klasycznie, jestem oparty na rękach. Kiedy pierwsza kropla potu odrywa się od torsu, opuszczam się na rękach i przywieram do ciała pode mną. Chcę, żeby była uklejona moim potem, chcę, żeby poczuła obrzydzenie, które odczytam na jej twarzy, jako jedną z emocji. Chcę ją zbrukać, skurwić za emocjonalną pustkę, z jaką mnie przyjęła. Być może jestem bydlakiem, skurwielem, ale w tej chwili czuję satysfakcję, że kwota za pół godziny daje mi możliwość upodlenia jej. Patrzę na jej twarz, jednak ma emocje. Usta stają się bardziej zaciśnięte, a oczu zwężają się. Nie widzę obrzydzenia, raczej zawziętość.

Pozycja klasyczna mnie nudzi. Bodźce z pocierania mojego penisa o ścianki jej pochwy nie są wystarczające od tego, abym miał orgazm. Może to wóda stępiła mi zmysły, a może otoczka zwana atmosferą odgrywa większą rolę w seksie, niż podejrzewałem. Na chwilę wychodzę, zakładam sobie jej nogi na ramiona i cykl ruchów zaczyna się od początku. Gówno to daje. Wciąż pozostaje sztywny, ale nie mogę się spuścić. Specyficzne uczucie: być podnieconym i jednocześnie znudzonym. Proszę, żeby się odwróciła, może gdy wejdę od tyłu, wyrwę się z odrętwienia? Łapię ją za biodra i miękko wchodzę. Nie wiem dlaczego jeszcze ją posuwam. Przestało mnie to kręcić. W każdej chwili mogę przestać. Ubrać się w wyjść. Jednak tego nie robię. Muszę się spuścić. Tak, jakby za moim orgazmem krył się jakiś cel. Jakiś nieodkryty element, który będzie pasował do całości. Kiedy ręce przesuwam z bioder na pośladki, dociera do mnie. Patrzę na wypięty tyłeczek i całe ciało rozpala mi jedna myśl: nigdy nie eksplorowałem kobiecego anusa (męskiego zresztą też nie, ani swojego, po prostu nie uprawiałem seksu analnego). Chcę jej wsadzić w dupę.

Zuza cz. 3

Nie mam nic przeciwko. Widocznie lubi tę pozycję, bo rozkosznie rozwala się na łóżku i rozkłada nogi. Teraz ja klęczę przed nią. Rozchylam nogi i wchodzę. Patrzę na jej łono. Idę o zakład, że nigdy nie przystrzygła swojego gniazdka. Dalej patrzę na nieapetyczny brzuch z rozstępami. Cycki, to jedyny apetyczny kąsek. Tępy uśmiech na twarzy również nie zachęca do ekstazy. Posuwam regularnie łapiąc za cycka, ściskam. Jedyna szansa, żebym doszedł, to jej cycki. Jednak po kilku minutach dochodzę do wniosku, że nic z tego. Mówię, żeby się odwróciła. Od tyłu spokojnie skończę. Kiedy jest na czworakach – odwrócona tyłem, łapię ją za biodra i mocno wchodzę. Posuwam miarowo i rytmicznie.

Zastanawiam się po, co to wszystko. Posuwam brzydką dziewczynę i jeszcze za to płacę. No dobra. Przyznaję, że seks za pieniądze daje pewną satysfakcję. Nie chodzi o wymianę, ale o łatwość dostępu. Jak mówią starsi ludzie „za komuny” nic nie było, landrynki urastały do rangi rarytasu. Podobnie jest z seksem. Kiedyś dziwki kojarzone były z marginesem, z wykolejeńcami. A dziś każdy kupuje seks w ten, czy winny sposób. Może całe społeczeństwo jest wykolejone?

Nie mam czasu na rozmyślania, bo coraz mocniej dobijam do pośladków. Spuszczam się bez entuzjazmu. Kurwa. Co za bezbarwny orgazm, co za bezbarwny seks.

Ostrożnie z niej wychodzę. Jest dobrze wyedukowana. Delikatnie ściąga kalosza z jeszcze stojącego potwora. Wyciera mojego kutafona nawilżoną chusteczką, w drugą zwija zużytą prezerwatywę. Obie chusteczki wyrzuca do małego kosza na śmieci. Uśmiecha się. Po wyrazie twarzy domyślam się, że raczej było przyjemnie. Nie doszła, tego jestem pewien, ale w dosyć miły sposób zarobiła kasę. To się nazywa łatwy szmal. Siada na łóżku.

– Chcesz skorzystać z prysznica albo coś? – Pyta. Domyślam się, że „coś” to propozycja napoju albo rozmowy. Kręcę przecząco głową. Na chwilę siadam na łóżku – nagi. Nie mam problemu z nagością. Nawiązujemy rozmowę. Zuza okrywa się prześcieradłem. To, co ciekawe w dziwkarskim przemyśle, to fakt, że większość div, całkiem naga jest tylko podczas seksu. Zaraz po, a jeszcze ciekawiej – tuż przed – jest okryta albo ubrana. Jak dla mnie przekaz jest prosty, jej ciało to towar, seks, to usługa, i tylko na czas transakcji jest do dyspozycji. Kiedy kochasz się z kimś bliskim, nagość jest częścią rytuału – podkreśla brak tajemnic i pełną bezbronność. Tu jest inaczej, tu nie ma bliskość. I ja to rozumiem – prawa rynku. Powoli się ubieram.

– Gdybyś chciał mnie kiedyś odwiedzić, to dzwoń wcześniej, bo wiesz mogę być zajęta. Jak widzą w ogłoszeniu, że młoda, to dzwonią non stop.

Słucham i nie jestem pewien, czy dobrze słyszę. Albo żyje w swoim świecie, Albo daje mi do zrozumienia, że jest wziętą dziwką. Nie interesuje mnie to. Wkładam buty i wychodzę. Mówię „cześć” i grubawa diva otwiera mi drzwi.

– No to cześć małpiszonku. – Słyszę na pożegnanie.

Małpiszonku? Co to miało znaczyć? Nie wiem, mało ważne. Szybko schodzę po schodach, przeskakując po dwa. Nie muszę się spieszyć, jednak schodzę szybko. To podświadomość. Chcę jak najszybciej opuścić to miejsce. A dlaczego? Zdradzę wam sekret moje panie (o ile czytają to jakieś panie) każdego faceta. Każdy, powtarzam każdy facet był kiedyś u dziwki. Nie ma tu wyjątków. Powody są różne, nuda w związku, jeśli jest z kimś dłużej, jeśli jest młody i wolny, to zjawia się z ciekawości i chęci włożenia. Tacy jesteśmy i nic nie poradzimy. Kiedy jednak już się spuścimy, to pojawia się problem. Zaczynamy myśleć logicznie i dochodzimy do wniosku, że jesteśmy nie tu gdzie trzeba, nie z tą osobą, co trzeba, i zrobiliśmy, nie to, co trzeba. Jest jedno wyjście. Trzeba wiać.

Stoję pod klatką. Odpalam papierosa i idę coś zjeść. Taki mam schemat działania. Zawsze po płatnym seksie idę na niewyszukane jedzenie do jakieś budy. Chcę być spójny – do żałosnej egzystencji pasuje żałosne jedzenie.

Kiedy jestem najedzony. Wracam do siebie. Szybkie sprzątanie, przegląd wydarzeń kulturalnych, zwykłe czynności. Popołudnie niepostrzeżenie zamienia się w wieczór. Nie chcę spędzać samotnie wieczoru. Idę do knajpy.

***

Odwzajemniam uśmiech barmanki. Matołki przy barze idą rzucać lotkami. Podchodzę, zamawiam kolejne piwo. Rozmowa sama się toczy. Jest miło. Można powiedzieć, że coś zaiskrzyło.

Wracając do domu zastanawiam się, dlaczego mimo stabilnego życia towarzysko-seksualnego wydaję pieniądze na kurwy? Po rozstaniu z Emilią, szybko odnalazłem ruchadełko ze studiów. I właśnie dziś mógłbym spokojnie zadzwonić do Kaśki. Zawsze umawiamy się na piwo, chociaż ostatnio nawet nie otworzyliśmy puszki. Mógłbym dziś, po raz kolejny ją zerżnąć. Byłoby tak samo jak kilka godzin temu. Kiepski seks, z kiepską dziewczyną. Kasa zostałaby w portfelu. A wybrałem kurwę. Wybrałem? Nie, nie wybierałem. Ja musiałem to zrobić. Mówcie co chcecie. Ale kurewski świat, czy też światek ma w sobie coś, to coś. Przed snem włączam komputer, wchodzę na Forum. Relacjonuję wizytę na nowej mieszkaniówce. Krótki opis, cyfry, to by było na tyle. Szwagrowie będą wdzięczni.

Kilka tygodni później pomogę nowopoznanej barmance zamknąć lokal i ją odprowadzę. Spędzimy razem noc, u niej. Do knajpy więcej nie wrócę.