Ciężarna blondynka cz. 2

Skąd mam. Dobre pytanie, sam nie wiem. Nie znam odpowiedzi, ale odpowiedź jest nieistotna. Liczy się wiedza. Wiedza, że ten numer to lustro. Po drugiej stronie kryje się tajemna kraina – burdelowo. Dzieli mnie od tej krainy nie więcej niż siedemdziesiąt metrów. Do głosu dochodzi napalenie i erekcja. Odwieczny związek, na dobre i na złe. Szybka akcja: pytanie czy mogę przyjść, odpowiedź – tak. Idę szybko pod dobrze znany blok. Po drodze zanoszę modły do Boga, do losu, do samego siebie: – Proszę, żeby to nie była prawda, żeby mnie puściło. To zdanie powtarzam jak mantrę , idąc krok za krokiem. Kiedy brzęczenie domofonu oznacza, że mogę wejść. Wahanie ustępuje. Ogarnia mnie pożądanie, które wywiera słodki ucisk na wnętrzności. Wsiadam do windy. Przyciskam kawałek plastiku z numerem 5. Kiedy winda jedzie w górę, oddech staje się szybszy, nieznaczenie szybszy. Szczęk mechanizmu windy. Otwieram drzwi i wychodzę na klatkę. Białe drzwi, do ukrytego burdelowa wydają się zapraszać. To już. Pukam. Otwiera młoda brunetka, taką ją zapamiętałem. Ma na sobie szlafrok. Krótka wymiana zdań. Daję jej pieniądze i powoli ściągam ubranie. Zostawiam skarpety. To podobno polski znak firmowy – seks w skarpetach na stopach. Mam to w dupie, nie zamierzam tu zostać długo. Kładę się na łóżku. Dziewczyna krząta się po pokoju. Ściąga szlafrok. Mam atrakcyjne ciało. Kobieca, ani gruba, ani chuda. Cycki coś na kształt c70. Jest ładna. Podchodzi do łóżka. Tworzymy ciekawą instalacje. Ja leżę na plecach. Leżę tak, że nogi, mniej więcej w połowie łydki zwisają mi z łóżka. Ładna dziwka klęczy na podłodze i pochyla się w taki sposób, że jej usta atakują mojego bata. Obciąga fachowo i dynamicznie. Dobrze obciąga. Głębokie gardło – zupełnie jak kiedyś, trzy razy pod rząd niemal połyka kutasa. Powraca do dynamicznych, krótkich ruchów głową. Zaczyna bawić się jajami. Ostatnich kilka ruchów i jej język wędruje po jajach i całej okolicy, aby za chwilę znów cały kutas utonął w jej ustach. Kiedy jej nos znajduje się

na moim podbrzuszu przytrzymuje jej głowę. Pulsujący kutas w jej krtani uwalnia mnie od białego balastu. Bez zbędnych formalności. Ubieram się i kieruję do drzwi. Przy drzwiach słyszę:

– Ty chyba już u mnie byłeś?

– Mhm. – Uśmiecham się i wychodzę.

 

Kiedy jestem na klatkowskiej, coś się zmienia.

 

Coś ulega zmianie. We mnie, w otaczającym mnie świecie. Niby wszystko jest takie samo jak było przed godziną. Jednak nie. Tylko lodzik, niby nic złego.

Przez ostatnie dni zamknąłem swój mały światek, zwany burdelowem, w szafie. Nie do końca zamknąłem drzwi od tej szafy. Pozwoliłem, aby pozostały delikatnie uchylone. To wystarczyło. Wytrysk w ustach dziwki otworzył je. Znów jestem sobą, znów szukam doznań, które zapełnią pustkę. Nie chcę tego robić, jednak to pozostaje poza moją wolą. Kiedy wyszedłem z klatki, już miałem pewność, że to nie koniec, to była uwertura do prawdziwego koncertu. Powoli kroczę przed siebie, Nie wiem, gdzie dotrę, ale wiem, że punktem końcowym będzie nowe doznanie. Mijam ludzi, mijam świat. Cała moja uwaga skupia się na Stronie i ogłoszeniach (o boginio poszukiwaczy zaginionej szpary, dzięki ci za Internet w telefonie). Strona to nie wszystko, są inne miejsca. Jeśli eksplorujesz ten świat wystarczająco długo, to wiesz, gdzie szukać.

„Blondynka 22 lata, ciężarna” – patrzę, jak zahipnotyzowany. Chciałem coś wyjątkowego i znalazłem. Oral, anal, fisting, to wszystko się chowa. Połączenie tych dwóch stanów…

Macierzyństwo, wynik miłości fizycznej. Efekt najintymniejszego zbliżenia, jakiego może doświadczyć istota ludzka. Początek ewolucji, miłości zmysłowej w miłość macierzyńską, w miłość dojrzałą. Ciąża, stan błogosławiony, najbardziej święty, ze świętych stanów, w jakim może być kobieta.

Prostytucja, kurestwo, jedna z niewielu rzeczy, która nieodwracalnie odbiera godność. Podobno nie ma większego upodlenia dla kobiety, niż oddawanie własnego ciała za pieniądze. Stąd określenie, kobieta upadała.

Połączenie tych dwóch stanów wydaje się być niemożliwe. Błogosławiony stan, przy jednoczesnym skurwieniu, wydaje się być granicą perwersji.

Celowo napisałem „stanów”. Ciąża, to niewątpliwie „stan”, ale kurestwo, to też stan. Niektórzy pseudo-znawcy życia mówią: „kurwa, to charakter, nie profesja”. Otóż nie. To coś znacznie więcej, niż zawód. To stan, stan ciała, umysłu i ducha. Coś nieuchwytnego, jeśli się tego nie doświadczyło. I właśnie ten awers i rewers monety zwanej kobiecością pcha mnie do przodu. Wiem, że nie cofnę się dopóki tego nie doświadczę.

Mój oddech się zmienia. Muszę zapalić żeby opanować emocje. Umysł przełącza się na inny tryb. Skoro wróciłem,po krótkich wakacjach do tego świata, to nie może być to powrót byle jaki.

Dzwonię i pytam, czy można podejść. Można. Adres, który słyszę nie jest daleko. Niecały kilometr. Idę przyspieszonym krokiem. Kiedy docieram do przejścia dla pieszych biję się z myślami. Zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby żeby potrącił mnie samochód. Nie, nie mam myśli samobójczych, ale jakaś część mnie mówi, że to co robię, jest złe i chore. Nic się nie dzieje. Przechodzę przez dwa pasy, wyspę i kolejne dwa pasy. Docieram do osiedla, gdzie znajduje się docelowy wieżowiec. Znam to osiedle. Wspomnienia z nim związane zostawię na inny wpis. Ponownie wybieram telefon. Pada numer mieszkania. Nic nie ma znaczenia, muszę jak najszybciej dotrzeć do klatki. Plac zabaw, szara płyta, z której zbudowany jest dziesięciopiętrowy kloc. Patrzę na to wszystko, jakbym przeglądał komiks. Połowicznie jestem w innym wymiarze.

Dźwięk domofonu. Podchodzę do windy. Dziwna sprawa, w większości przypadków, winda zawsze jest na parterze. Wysiadam. Patrzę na białe drzwi. Pukam. Otwiera kobieta. Szczupła, niska, farbowane kasztanowe włosy. Szefowa, znam ją. Zaprasza mnie do środka. Kiedy jestem w przedpokoju, wskazuje pokój.

– Zaraz przyjdzie. – Mówi, jakby instruowała turystę, jak dojść.

Wchodzę do niewielkiego pokoju. Żaluzje w oknie, rozkładana wersalka i regał obok drzwi. Umeblowanie mieszkaniówek jest bliźniaczo podobne.

Wchodzi diva. Na oko, jakieś dwadzieścia kilka lat. Farbowana blondynka, ładna twarz, nieco tępawe spojrzenie. Ubrana w króciutką bluzeczkę i jeansy. Pod bluzeczką wyraźnie zarysowany brzuch.

-Cześć. – Mówi naturalnie, bez większych emocji.

-Cześć.

– To na ile zostajesz? Uzgadniamy cenę i czas, jaki mi poświęci. Bierze pieniądze i kładzie na regale. Podchodzi do łóżka. Wyciąga z wersalki koc i prześcieradło. Kiedy kończy ścielać, bez słowa rozbiera się. Również zaczynam pozbywać się garderoby. Patrzę na jej ciało. Młode, zgrabne. Pasuje jej ciąża. Cycki większe, jakby nabrzmiałe. Nie pasują do szczupłej figury. Pewnie efekt ciąży. Blond diva kładzie się na placach, rozchyla nogi i lekko ugina je w kolanach. Siadam na brzegu łóżka. Zaczynam delikatnie ją dotykać. Powoli. Przesuwam ręką od kostek, do połowy wewnętrznej strony uda. Kilka razy w jedną i drugą stronę. Ma miłą skórę. Po krótkiej chwili koncentruje się na wewnętrznej stronie ud. Moja ręka wędruje w stronę krocza. Jej cipka jest ciepła, przytulna. Zaczynam gładzić jej brzuch. Skóra na nim jest napięta. Większość ludzi gładzi w ten sposób brzuch swojej żony, dziewczyny, narzeczonej. Ja robię to z dziwką, w burdelu. Z pewnością odwiedziłem krainę szaleństwa. Odwiedziłem? A może dawno temu się do niej przeprowadziłem, i jestem jednym z jej mieszkańców? Przestaje ją dotykać, to znak, że czas na jej pracę.

– Chcesz lodzika na początek? – Pyta tym samym bezbarwnym głosem, którym mówiła :cześć”.

Kiwam głową. Obraca się na bok. Jej usta wyglądają zachęcająco. Zaczyna obrabiać druta. Całkiem, całkiem. Moje ręce zwiedzają jej ciało. Pupa, uda, brzuch, cycki. Ma niespotykanie ciemne brodawki. Sutki twarde, sterczące, sprawiają wrażenie dojrzałych. Przesuwam się nieco do tyłu. Chcę ich posmakować. Kilka kółek językiem wokół nich. I Odsuwam się, jestem nieco zniecierpliwiony. Chcę w nią wejść.

– Zakładamy? – To pytanie zawsze pada. Zabawne. W  burdelowie wszytkie rozmowy mają ten sam schemat. Kto wie może powinienem napisać coś na kształt słownika, albo rozmówek w burdelowie. Condom idealnie pasuje do mojego fiuta. Blondynka ponownie kładzie się na plecach rozchylone, ugięte nogi, zapraszająca cipka, jestem na haju. Przysuwam się na kolanach i delikatnie wchodzę. Posuwam spokojnie, rytmicznie. Moje ręce spoczywają na jej udach. Jedną kładę na jej brzuchu. Patrzę na jej twarz. Jest spokojna, uległa. Nie dostrzegam najmniejszych oznak zniechęcenia, czy obrzydzenia. Przez głowę przechodzi pytanie: o czym myśli? Sam seks jest spokojny, bez fajerwerków. Przyspieszam nieco kilka ostanich ruchów, szybszych, bardziej dynamicznych. Spuszczam się i natychmiast wycofuję. Ściągam gumę. Dostaję kilka kawałków papierowego ręcznika. To też pewien element protokołu. Po napisaniu „rozmówek w burdelowie” powinienem napisać savoir vivre w burdelowie. Kiedy fiut jest suchy, wyrzucam ręczniczek  do plastykowego kubełka i ubieram się. Dziwka robi to samo. Z moich spodni wypada paczka papierosów.

-Palisz?

– Tak…. – chcę powiedzieć, że nie zapalę przy niej, bo nie chcę jej truć.

– Poczęstujesz mnie?

Jestem w szoku. Myślę, co z niej będzie za matka, skoro tak nierozważnie postępuje. Dociera do mnie bezsens i groteska mojego rozumowania. Podaje jej paczkę. Palimy i rozmawiamy. Wychodzę.

Mój głód burdelowa został zaspokojony. Moje samoupodlenie osiągnęło kolejny poziom.

Kilka dni później trawiony pewnym wyrzutem i obrzydzeniem do siebie. Założyłem lipny adres email i napisałem do organizacji zajmującej się kobietami w takiej sytuacji. Napisałem miasto, adres i stan blondynki.

Po kolejnych kilku dniach opisałem wizytę na Forum, nie byłem pierwszy, inni Szwagrowie też dotarli do ciężarnej blondynki.

Odpieprzcie się od seksu

W zatęchłym PRLu, przynajmniej tak to sobie wyobrażam, z przemysłem seksualnym było kiepsko. Sprawa seksu przedstawiała się w systemie 0 – 1. Bzykasz, albo nie.  Nie było półśrodków w postaci porno materiałów i wszelkiej maści masturbacyjnych wspomagaczy. Być może, gdzieś zza granicy komuś udało się przemycić jakiegoś „świerszcza”, który był gdzieś przechowywany, niczym rodzinne precozja.

Podobno (wg relacji słynnego polskiego seksuologa) kilkadziesiąt lat temu ludzie więcej współżyli, niż obecnie. Nie było to spowodowane rozwiązłością, a zwykłym popędem, któremu nadano odpowiedni wektor. Dziś popęd zostaje rozmieniony na drobne przez pornografię i bombardowanie seksem.  Seks nas otacza i każdy wszystko wie na jego temat. No właśnie, wie, zamiast po prostu….podupczyć, pieprzyć, bzykać, pokochać się, jebać, walić, współżyć.

Deficyt wszelkich pomocy dla marszczyfredziów, miał   pewną zaletę. Ludzie pozbawieni zamienników, musieli być otwarci. Jak mawiał Paradys w „Seksmisji”: „natury nie oszukasz”.  Dotyczyło to zarówno facetów, jak i kobiet.  Faceci musieli przełamać ewentualne opory i mniej lub bardziej umiejętnie poderwać jakąś dziewoję. No, bo ile można tarmosić mrówkojada, trzeba oszczędzać nadgarstki. Kobiety, też za bardzo nie mogły grymasić. Jak zjawiał się jakiś w miarę ogarnięty, to, a i owszem, czemu nie. Innymi słowy, mamy pewien paradoks. W rzeczywistości, gdzie zdawać by się mogło, brakowało luzu i wyzwolenia, seks miał się bardzo dobrze.

Zróbmy mały przeskok w czasie. Lata dziewięćdziesiąte, czyli napływ wolności, również w sferze seksu. Pojawiają się czasopisma porno, gadżety, śmieszne rzeczy przesycone erotyzmem. Za mały byłem, żeby z tych dobrodziejstw korzystać, ale do dziś działa mi na wyobraźnię opowiastka mojej znajomej, która zwinęła rodzicom prezerwatywę w kształcie Myszki Miki. Nie spotkałem czegoś takiego, jeśli ktoś zna temat, to proszę dać znać w komentarzu. Zalew erotycznego przemysłu szybko się rozrastał. Kulminacją stała się eksplozja internetowej pornografii. Do czego to wszystko doprowadziło? Dziś każdy wie wszystko o seksie. Niemal każdy gimbus wie, co to znaczy blow job, co to jest „anal”, a w Internecie ogląda sceny, które mogłyby zadziwić jego rodziców. W kobiecych pisemkach, niemal w każdym numerze pojawiają się porady dobrej cioci albo dobrego wuja, którzy tłumaczą jak będzie nalej, co przyniesie najwięcej orgazmów. Jeśli komuś mało, może czytać tajemnicze trakty dotyczące tao i tantry, które ukryte przez tysiące lat, dziwnym zbiegiem okoliczności zostały odkryte w ostatniej dekadzie.

I co? I weszliśmy w błędne koło. Im więcej teorii, tym ludzie są bardziej zagubieni w praktyce. Wiemy wszystko o anatomii, przyjemności, seksie, orgazmach, czy psychologii społecznej. Jednocześnie wraz z naszą wiedzą rośnie liczba kursów: podrywu, inteligencji emocjonalnej, sztuki seksu oralnego, analnego, w księgarniach spotkać można nawet poradniki całowania. To jak to jest? Edukacyjny napalm został na nas zrzucony i nadal potrzeba edukacji? Coś tu nie gra. A może to jest właśnie problem? Rozbijanie na atomy, i sztuczne tworzenie nadmiernej dyskusji nad tematami, z którymi ludzie doskonale sobie radzą sami. Akademickie dyskusje, pozostawmy seksuologom, ludziom niech zostanie tylko przyjemność z seksu, myślę, że to im wystarczy.

Dla wszystkich złaknionych wiedzy odnośnie relacji damsko męskich i seksu, polecam poniższy czterowiersz.

Rączka w rączkę

Toto w rączkę

Rączką w toto

Toto w toto

(nie mojego autorstwa)

I cała filozofia. A wszelkiej maści edukatorom seksualnym stanowczo mówię: odpieprzcie się od seksu.

 

Ruda czyni cuda, czyli gówno na kutasie cz. 1

Moja edukacja, z każdym dniem była zbliżała się do końca. Koniec studiów. Zleciało. Umowa wynajmu stancji skończyła się. Każdy poszedł w swoją stronę. Co teraz robić? Nie wiem. Zamieszkałem u Przema. Sierpień, gorący sierpień. Udawałem,że szukam pracy i wykorzystywałem ostatnią szansę na przyssanie się do sakiewki rodziców. Przemo, po wyprowadzce ze stancji został kolesiem od rachunkowości w dużym koncernie przemysłowym. Dodatkowo dalekie kuzynostwo zaproponowało mu opiekę nad mieszkaniem. Sytuacja była prosta: on płaci rachunki i mieszka, oni są szczęśliwi, bo mieszkanie nie będzie puste. Ja skorzystałem z okazji i zająłem drugi pokój. Pierwszy z naszej paczki, który stał się dorosły. Ja troszeczkę z tym zwlekałem. Za bardzo pochłonęło mnie moje podziemnie życie, mój wewnętrzny świat. Forum, Szwagrowie, Strona. To wszystko pochłonęło mnie tak bardzo, że czasu na studia, nie zawsze starczało. Zawsze mnie coś zastanawiało. Czy Clark Kent, to alter ego Supermena, czy na odwrót. A jak jest ze mną? Czy login na Forum to moje alter ego, a może inaczej, student ekonomii, to alter ego degenerata z forum.

Dosyć pieprzenia. Byłem szczęśliwy, byłem z Dagną. Spytacie kim jest Dagna. Dobre pytanie. Pytanie dobre i trudne zarazem. Bo nie da się napisać kim jest Dagna, nie pisząc kim była dla mnie. A dla mnie była po prostu szczęśliwym zakończeniem. Po latach eksploracji burdelowa, celebracji każdej sprzedajnej cipki, relacji, które wionęły z daleka pustką, dotarłem do szczęśliwego zakończenia. Szczęście miało na imię Dagna. Mam ochotę rozpisać się o Dagnie, ale przecież nie o nią tu chodzi. W końcu ten blog miał być o podróży przez krainę zwaną burdelowem. O penetrowaniu niezliczonych ust, cip i anusów. Dagna to jedynie poboczny epizod tej opowieści. Jeśli będziecie chcieli, kiedyś wszystko opiszę. A dziś w skrócie.

Od kilku tygodniu burdelowo przestało istnieć. Odpuściłem Forum, Stronę, wszystko. Chodziłem za rękę z moją ukochaną i byłem szczęśliwy. Problem polega na tym, ze marzenia najczęściej widzimy w 2D. Coś, jakaś idea, jakiś obraz, pojawia się w głowie. Za tym obrazem pojawia się myśl. Na końcu przychodzi wniosek. To da nam szczęście. Widzimy gdzieś daleko obraz, dostrzegamy siebie na nim i przypuszczamy, że to jest nasza droga do szczęścia. Tak większość ludzi postrzega marzenia. Nie jestem tu wyjątkiem. Kiedy jednak, nasze marzenie przestaje być obrazem, do którego wzdychamy, a zamienia się w trójwymiarową bryłę, na którą stajemy, możemy poczuć niezbyt przyjemne uczucie. Bo, oto uzyskaliśmy to, o czym tak intensywnie, z utęsknieniem  marzyliśmy. Nasza postać odrysowała się, na naszym, utkanym z marzeń gobelinie. I teraz, dostrzegamy, co jest za nim. Już nie patrzymy no obraz, marzenia to zdobyty szczyt, mamy satysfakcję, zdobyliśmy go i jednocześnie widzimy coś, czego nie mogliśmy ujrzeć wcześniej.

   Byłem z dziewczyną, którą pokochałem od pierwszego wejrzenia. I tu pojawił się problem. Widziałem dziesiątki nagich kobiet. Byłem w dziesiątkach kobiet, smakowałem ich soków, napawałem się nimi. Zapomniałem jednak przeczytać elementarz (o ile taki istnieje) bycia z drugim człowiekiem. Po kilku tygodniach znajomości znalazłem się w całkowicie nowym świecie. Chciałem się z nią ożenić, mieć dzieci i wieść nudne życie, z drugiej strony coś zaczynało się psuć. Pojawiła się rysa na szkle, która stawała się coraz większa. Postanowiliśmy dać sobie czas i przystopować ze znajomością. Dagna tak postanowiła, ja się zgodziłem. Zaczęły mnie nachodzić demony sceptycyzmu z przeszłoci. – Czy to ma sens? – To pytanie kołatało w mojej głowie coraz mocniej.

Stronę włączyłem z bezradności, po prostu nic innego nie przychodziło mi do głowy. Przez ostatnie lata Burdelowo było moim panaceum na wszystko. – Kto wie, może teraz też znajdę tu odpowiedź – pomyślałem. Forum, Strona, posty Szwagrów. Trochę przybyło od mojej ostatniej wizyty. Lektura postów pozwala zając czymś umysł. Nie wiem czemu, ale podczas przeglądania ogłoszeń kilka numerów wklepałem do telefonu. Zamknąłem laptop, poszedłem spać.

Rano wstaję. Przemo jest już w robocie. Poranna toaleta, papieros. Nie jem śniadania, wychodzę. Idę na przystanek, szukam linii podmiejskiej. Jest. Za dziesięć minut będzie autobus. Mózgu używam połowicznie. Działam na autopilocie. Wiem, co chcę zrobić. Wsiadam do autobusu, który właśnie przyjechał. Ruszamy. Lubię jeździć jako pasażer. Lubię patrzeć w okno. Lubię przemijający krajobraz i niewiadomą: co będzie za zakrętem. Mija pół godziny. Jeszcze kilka przystanków i jestem n miejscu. Moim celem jest burdel drugiej kategorii, który jest na obrzeżach  miasta. Szwagrowie piszą, że jest 24h. Nie wiem, dlaczego akurat dziś muszę tam jechać. Po prostu.

 Dotarłem. Patrzę na numer domu. Całkiem długi spacer mnie czeka. Poranne ciepło powoli zamienia się przedpołudniowy skwar. Sierpień. Nie spieszę się, powoli idę. Dotarłem do alejki. Mój obiekt znajduje się na jej drugim końcu. W alejce jest jakby chłodniej. Cienie od domów, drzew i krzewów dają lekkie wytchnienie. Docieram do furtki. Piętrowy, masywny dom coś jakby z wielkiej płyty. Trąci PRL-em. Dwie wierzby dają chłód i cień. Wejście po schodach prostopadle do ulicy. Dzwonię. Otwierają się drzwi, pojawia się kobieta około czterdziestki. Z mordy widać, że diva, pewnie szefowa. Zniszczona twarz i rutynowa wyjście w szlafroku dają pewność. Jej spojrzenie na chwilę opuszcza rutyna, a przejmuje ciekawość.

– O co chodzi? – Pyta.

– Otwarte?

– No niby tak, ale.. – Zdaję sobie sprawę, ze nie wielu świrów przychodzi do burdelu po dziesiątej rano, no dobra, przed jedenastą, ale co tam. Nie pozwolę jej dokończyć – to można skorzystać?

– Muszę dziewczyn spytać.

– Pani Ewo. Nie! – słyszę głos z domu. Moja rozmówczyni na chwilę wycofuje się do ganku. Rozmawia z kimś.

– Sorry, musimy sprzątnąć po nocy.

– Nawet na kwadransik? – Staram się nadać swojej twarzy wyraz słodko-błagalny. Stara kurwa uśmiecha się i kręci przeczącą głową. Odchodzę od furtki. Co ja tu kurwa właściwie robię – pytam sam siebie.  I co ważniejsze, gdzie ja właściwie jestem?. Pytam ludzi, gdzie jest przystanek, z którego dojadę do centrum. Idę w coraz większym upale. Dostrzegam pewną zależność. Jadąc do podrzędnego burdelu nie czułem napięcia seksualnego. Nic nie czułem. Dopiero odmowa w burdelu spowodowała mix emocji: zdenerwowania i podniecenia. Teraz muszę uspokoić skołatane nerwy. I wszystko stało się jasne. Wczoraj nie potrafiłem tego logicznie wytłumaczyć, nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego wklepuję numery. Dziś już wiem. Podświadomość zrobiła swoje. Wybieram pierwszy numer. Nic. Wybieram drugi. Słyszę miły głos. Osoba raczej młoda. Przyjmuje w centrum, tanio, opcja full. Z tego co pamiętam tak właśnie opisali ją szwagrowie. Docieram do przystanku. Patrzę na rozkład. Za dwadzieścia minut będzie autobus. Spaceruję. Dosyć zielona okolica. Same domki, krzywy chodnik, trawnik, z zasięgu wzroku zakład wulkanizacyjny. Wszystko jest dziwnie na miejscu. Z obskurnego spożywczaka wychodzi trzech dresów z piwem. To nastraja mnie do obserwacji ludzi. Wakacje są szczególnym czasem. Wprawdzie dwa miesiące wakacji łączymy z dzieciakami, ale kiedy przyjrzeć się bliżej, to każdego, w pewnym sensie, rozleniwia lipcowo-sierpniowe słońce.  Dresy, robotnik w poplamionym kombinezonie niesie drabinę. Facet w zielonych, spranych jeansach i sportowej koszuli, sprawia wrażenie wuefisty. Zgarbiona babcia wlokąca po ziemi szmacianą torbę. Każdy zdaje się lewitować w rozgrzanym powietrzu. Obserwacja zmusza mnie do pytania, w której grupie społecznej będę za dziesięć lat? Kończę studia, czy mam plan na życie? Czy chcę być jednym z wielu. Praca, żona dzieci i monotonia dnia codziennego. Nie, tego nigdy nie chciałem, chciałem być ponad to. Chciałem iść swoją drogą. Ale pojawiła się Dagna. Nigdy tego nie pojąłem. Dagna była dla mnie uosobieniem najbardziej wzniosłych, romantycznych ideałów. Z drugiej strony, było w niej coś takiego, że wręcz zapragnąłem M3 z wielkiej płyty, talerza z zupą i obok mieć żonę. Może pod każdą, na pozór nudną,  towarzyską egzystencją kryje się wielkie romantyczne uczucie?

Patrzę na zegarek. Za cztery minuty będzie autobus. Wracam na przystanek. Autobus. Wsiadam, jadę. Nic nie czuję. Chciałbym poczuć gorąco, napięcie, znajomy dreszczy, ale nie czuję nic. Nawet jebać mi się nie chce. To, po co jadę do burdelu? Bo nic innego nie przychodzi mi do głowy. Lata w burdelowie, w pewien sposób, zmieniły mi sposób patrzenia świat. Może nawet nie zawsze chodziło o seks. Sam klimat, był dla mnie czymś w rodzaju ucieczki.

Jazda szybko zleciała. Jestem w centrum .Kolejny telefon. Ustalamy szczegóły, gdzie, co i za ile. Po przejściu dwustu metrów bez problemu znajduję adres. Mrok bramy i chłodniejsze powietrze na podwórku orzeźwiają. Bez trudu znajduję klatkę. Domofon. Słyszę brzęczenie zamka. Otwieram drzwi wchodzę na drugie piętro. Dzwonię, wchodzę. Czego się zresztą spodziewałem? Po tylu latach włóczenia się po burdelach, to przestało być mrocznym, ekstatycznym przeżyciem, stało się monotonne. Szybka wymiana zdań, kasa do łapy.

Czterdziestka z ul Zana cz IV

Diva odbiera, mówię, że jestem. Słyszę numer bloku i mieszkania. Nie jest to blok obok którego stroję. Dwa numery dalej. Ok, to już nie daleko. Moje ciało pulsuje. W pobliżu bloku widzę sklep spożywczy. Układ ulic jest dziwny, za blokiem, który mijam, widzę kamienice, ale nazwa ulicy jest już inna. To budzi sygnał w głowie: może zawrócić? Nie teraz! Za późno. Tłamszę myśl, która jeszcze ledwo co zdołała zakiełkować. W głowie pojawia się obraz cycków. Jeszcze chwila i hipnotyzujące cycki staną się realne. Przechodzę przez ulicę i dostrzegam numer bloku. Miałbym teraz zwrócić? Nigdy! Gorąco na zewnątrz zdaje się przenikać mnie na wskroś. Czuję skwar w całym ciele, zwłaszcza wewnątrz. Pierwsza klatka, to ta. Już za chwilę, za krótką chwilę. Stoję pod klatką. Nie wiem dlaczego, ale odwracam się. Blok stoi przy osiedlowej parafii. Widzę duży, okazały kościół. Jak to jest, że jest naprawdę duży, a zauważyłem go dopiero teraz. Drzwi świątyni wydają się zapraszać. Pojawia się myśl: – masz wybór, możesz zawrócić. To nie ta droga. Skąd pojawiła się ta myśl? Gorączka trawi moje ciało. Zadaję sobie pytanie: co ja tu robię, dlaczego nie zawrócę? Naciskam odpowiedni numer na panelu domofonu. Wróciła zimna kalkulacja. Instynkt każe mi iść do przodu. Wkrada się mechanizm psychologiczny: tyle zainwestowałeś w tę wyprawę i co masz odejść z kwitkiem? Odpowiada szczęk otwieranych drzwi. Przyjemny chłód klatki schodowej i odór, który kocha każdy wychowany na blokowisku. Chłód przynosi ukojenie. Wracam na utarte myślowe trakty. Mrok klatki schodowej działa jak soczewka na moje zmysły, skupia je w jednym punkcie – seks z divą ze Strony. Żądza spowija moje ciało. Pukam trzy razy. Drzwi otwierają się. Wchodzę. W przedpokoju wita mnie prostytutka. Przyglądam się jej. Trudno określić urodę. Ani ładna, ani brzydka. Jest słownikową definicją „czterdziechy”. Nie będę wykładał damsko-męskiego abecadła – zorientowani wiedzą co to „czterdziecha” albo mature (to dla zwolenników porno). Ubrana w zwiewną koszulkę nocną. Co ważne dobraną gustownie. Patrzymy na siebie. Na naszych twarzach pojawiają się uśmiechy. Zostaje zaproszony do pokoju. Dobijamy targu. Standardowe pytanie o prysznic. Wchodzę do łazienki. PRL, ale da się wytrzymać. Szybko opłukuję swoje ciało i wychodzę owinięty ręcznikiem, z ubraniem w ręku. Wchodzę do pokoju, moja diva ścieli łóżko. To też niepisana zasada w burdelowym królestwie. Zmiana pościeli po każdym kliencie. W niektórych przypadkach łóżko jest ścielone przy kliencie, żeby dowieść, że dziwkarskie BHP w tym lokalu jest przestrzegane. Oczywiście słodką tajemnicą każdej divy jest ile razy to samo prześcieradło rozkłada przy każdym kliencie. To, na które patrzę jest niebieskie, nosi znamiona wielokrotnego prania i sprawia wrażenie niedawno prasowanego. Kto wie, może faktycznie jest świeże. Czterdziestka kończy ścielić łóżko. Można śmiało stwierdzić, że nieźle się trzyma. Zwiewna koszulka czyni ją naprawdę seksowną. Trochę za dużo waży, ale w jej wieku jakoś te nadprogramowe kilogramy pasują. Kiedy założyła ostatni róg prześcieradła odwraca się do mnie.

– Usiądź sobie, ja idę się odświeżyć – mówiąc to patrzy z uśmiechem.

Wychodzi. Kładę ubranie na pufie stojącej przy łóżku. Ściągam ręcznik, rzucam go na drugą pufę. Siadam na łóżku. Jest bardzo ciepło, nagość, to najlepsza forma. Słyszę wodę w łazieńce. Wyobrażam sobie, jak strumienie chłodnej wody spływają po ciele rasowej czterdziestki. Rutyna wkracza na scenę: atmosfera erotyzmu, tak dobrze znana, wypełnia pokój. Woda w łazience przestaje lecieć. Mój oddech jakoś dziwnie staje się cięższy. Krew spływa powoli do mojego fiuta. Mija może minuta, w otwartych drzwiach pojawia się dziwka. Jest naga. Duże cycki przypominają o sobie. Lekko masywne uda i biodra, do tego troszkę za duży brzuch. Typowa, rasowa czterdziestka. Przystrzyżone łono powoduje zupełną erekcję. W takich sytuacjach, w przygniatającej większości przypadków usłyszysz dwa teksty: „połóż się” albo „jak chcesz”. Tu jest inaczej. To profesjonalistka. Podchodzi i mówi: – Wstań. Posłusznie staję ze sterczącym kutafonem. Diva siada przede mną na łóżku, tak, że stoję bezpośrednio przed nią. Dłońmi delikatnie przejeżdża po moich udach. Ona zna się na tym fachu.

– Lubię takich młodych – stwierdza z uśmiechem – od razu stoi. W tym momencie bierze mojego Wacka do ust. Wnętrze jej ust działa na wpół kojąco, na wpół transowe. Podejrzewam, że to samo odczuwają narkomani.

– Mmmmmm, mruczy z takim przekonaniem, że dochodzę do wniosku, że mój kutas naprawdę jej smakuje. Kolejne porcje przyjemności dostarczane przez jej usta potęgują podniecenie. Przypominam sobie o jej cycach, w końcu to one mnie zwabiły. Sięgam po nie. Dojrzałe, duże, ze sterczącymi sutkami. Są idealne. Ciało też idealnie dojrzałe. Jeszcze nie obwisłe, jeszcze nie pomarszczone. Jej skóra nie ma już tej sprężystości, co u dziewczyn po dwudziestce, ale to właśnie brak tej sprężystości powoduje, że jej ciało jest miękkie, delikatne, przyjazne. Kiedy jej ręka zaczyna obracać moje jaja, przez chwilę myślę, że dojdę w jej ustach. Biorę oddech, napinam okolicę lędźwi. Delikatnie się odsuwam. Profesjonalistka wie, co to oznacza.

– To co, zakładamy gumę? – moje ciche „tak” wystarcza. Prezerwatywa w czerwonym kolorze pokrywa mojego druha. – Ale masz go fajnego – czterdziecha z uśmiechem komplementuje chuja. Nie wiem co odpowiedzieć, uśmiecham się tylko.

– To jak chcesz, klasycznie? – Pyta, przesuwając się w głąb łóżka.

– Może być klasycznie. – Odpowiadam wchodząc na łóżko.  Klęczę przed nią, widok, który mam przed sobą utrzymuję moją lance naprężoną. Dwa duże cycki, idealnie się rozkładają, kobiece biodra, delikatna, miękka skóra – kwintesencja kobiecości. Rozchyla uda, odkrywając źródło mocy. Jej cipka wydaje się zapraszać. Przystrzyżona kępka włosów, rozchylone wargi, to wszystko jest takie kobiece. Muszę w niej być! Chwytam jej nogi pod kolanami i uginam w kierunku tułowia. Cipka staje się jeszcze bardziej wyeksponowana. Poprawiam gumiaka i wchodzę. Zdecydowanie, mocno, do końca. Słyszę jej głośne stęknięcie. Delikatnie wygina się w łuk.

– Dobiłeś od razu do samego końca.

Łapie za uda i raz za razem mocno dobijam. Posuwam na całego. Jej falujące cycki powodują, że chcę ją wygrzmocić tak, jakby nie było jutra. Zresztą, nie ma jutra, jest tylko teraz. Jest tylko magiczna cipka, którą eksploruję. Posuwam coraz szybciej. Jej oddech staję się bardziej ciężki, chrapliwy. Jest dobrą aktorką albo faktycznie poczuła bluesa i się jej spodobało. Do chrapliwego oddech dochodzi ciche pojękiwanie. Sama szerzej rozchyla nogi i wygina się jeszcze bardziej, sprawiając, że wchodzę maksymalnie głęboko i mocno.

– Do końca. – słyszę, między jej pojękiwaniem. Zauważam, że mój oddech też stał się głośniejszy. Orgazm nadchodzi bez majestatycznego przeżycia. Po prostu dobre mocne rżnięcie doprowadziło mnie do zenitu. Kiedy czuję, że trysnę, dobijam naprawdę mocno. Trzy fale, trzy ostatnie pchnięcia. Ciśnienie zaczyna opadać. Serce jeszcze bije mocno, ale napięcie spadło. Wychodzę z jej cipki. Delikatnie. Guma napełniona moim nasieniem. Delikatnie ściągam. Patrzę na divę – leży z błogim uśmiechem. – Bez jaj, nie mówcie, że doszła – myślę sobie. Z reguły do seksu z dziwkami podchodzę bardzo handlowo. Zapłaciłem, wiec interesuj mnie przede wszystkim mój orgazm. Dziś jest inaczej. Dobrze mi z tym, że jej jest dobrze. Podaje mi ręcznik papierowy. Wycieram fiuta i zawijam gumę. Wrzucam do malutkiego kubła przy łóżku. Diva wciąż leży  rozchylonymi nogami.

– Mogę jeszcze zostać, czy kończy się czas? – Pytam, bo według relacji Szwagrów czas w takich mieszkaniach różnie jest liczony i trzeba od razu wiedzieć co i jak. Szwagrowie wielokrotnie opowiadali, jak nie doszli do finału, bo czas się skończył. Szczytem bezczelności, było, kiedy w trakcie rypania, Szwagier dowiedział się, że pisząc „godzina” w ogłoszeniu, kurwa miała na myśli „godzinę lekcyjną” czyli 45 min.

– Pewnie, siedź. Nikt nas nie goni. – Słyszę w odpowiedzi.

Leżymy nadzy. Rozmawiamy o upale, o wypadach na kąpieliska i różnych mniej istotnych sprawach. Gładzę ją po wewnętrznej stronie uda. Jest naprawdę przyjemna w dotyku. Dziwne zjawisko. Zapłaciłem za seks, czysty seks, a teraz dziwka jest mi jakoś bliska. Może nawet bliższa, niż nie jedna z tak zwanych normalnych dziewczyn, z którymi byłem. Jestem pewien, że nie ma uczuć na tym świecie, są tylko doznania. Co więc czuję teraz? Rozmawiamy jeszcze kilka minut. Ubieram się.

– Cześć.

– Cześć. – Wychodzę.

Kiedy wyszedłem z klatki znów patrzę na kościół. – Tym razem upadłeś, spróbujemy następnym razem – ten sam głos, który mówił, że mam wybór, mogę zawrócić. Do kogo należy? Czy to część mojego mózgu, nieskażona łaknieniem wciąż nowych doznań. A może Anioł Stróż, przypomniał o sobie.

Wchodzę do spożywczej sieciówki, którą mijałem. Zimny, wiśniowy napój gasi moje pragnienie. Wracam do mieszkania.

Czterdziestka z ulicy Zana cz. II

Na zewnątrz jest ciepło, parno. To jednak nie przeszkadza. Lubię spacerować bez celu po mieście. Nie tylko latem, przez cały rok. Kiedy już wyjdę, zawsze jakiś cel się znajdzie. Mijam ludzi skąpanych w słońcu. Sporadyczne podmuchy wiatru dodają energii. Pewnie teraz powinien nastąpić opis miasta zanurzonego w letniej porze, jednak tak nie będzie. Prawda jest zupełnie inna. Nie dostrzegam ludzi, miasta, czegokolwiek. Idę bezwiednie, po prostu przemieszczam się względem obiektów wokół mnie. Myśli zamieniły się w huśtawkę: iść – nie iść. Świadomość numeru zapisanego w telefonie parzy, niczym wrzątek. Podobno nie da się nie ćpać, mając towar w kieszeni. A to jest mój narkotyk.  Na samym dnie świadomości potrafię zdobyć się na szczerość. Wiem, po co wyszedłem. Wiem, jak się ten spacer skończy. Ale to mały zakamarek mózgu, oficjalny umysł mówi coś innego: jest piękna pogoda, nie warto kisić się w murach. Dlatego wyszedłem. Idę i „delektuję się” pogodą i miejską scenerią. Znam siebie, wiem, że ulegnę. Zadzwonię. Jedynym wyjściem jest poszukanie zajęcia dla umysłu, a raczej dla zmysłów. Poszukując awaryjnego scenariusza, docieram do centrum. Los daje mi odpowiedź. Duże logo sieci ze śmieciowym żarciem, wręcz zaprasza. To powinno przynieść ulgę skołatanym zmysłom. Śmieciowe żarcie zamiast śmieciowego seksu.

Lubię porównanie seksu do jedzenia. Właściwie nic tak nie opisuje seksu, jak kulinarna metafora. Jedno z lepszych porównań, to porównanie do bigosu (nie mojego autorstwa). Usłyszałem je od księdza. Seks bez uczuć, seks sportowy, seks anonimowy, to bigos w dworcowej jadłodajni. O przepraszam! W lokalu typu „Snack Bar”. Seks małżeński, po ślubie, uprawiany nieużywanymi dotąd narządami to też bigos, ale bigos podany podczas Wigilii. Podany na świątecznym stole, w świątecznej atmosferze, spożywany w sposób godny. Niby bigos, to bigos, a różnica fiu fiu. Kiedy po raz pierwszy to usłyszałem miałem ochotę ryknąć – Księże! Bigos świąteczny wyjątkowy jest dlatego, że podawany jest raz do roku, gdyby wcinać go ca drugi dzień, byłby powszedni niczym dworcowa bryja. Wyjątkowość, to pochodna niedostępności. Tak myślałem wtedy, z czasem częściowo się zgodziłem, ba nawet rozwinąłem seksualno-gastronomiczne rozważania. Cały seks, to lustrzane odbicie gastronomii. Dochodzimy w życiu do momentu, kiedy każdy potrafi coś upitrasić. Co, kto upitrasi, to już sprawa indywidualnych predyspozycji. Jedni kombinują na miarę Top Chefa, innym wystarczą ziemniaki ze skwarkami. Uśredniając – przeciętny obiad jest w zasięgu każdego, a przynajmniej większości. No dobrze – ktoś powie – skoro każdy ma czym/kim zapchać kichy, to w czym problem? Ano w tym, że każdemu, po różnym okresie czasu znudzi się żreć ciągle to samo. I tu na scenę wchodzi gastronomia za pieniądze, wedle upodobań i wedle zasobów portfela.

Wchodzę do lokalu. Patrzę na oferty. Zestawy zdają się patrzeć z neonów zachęcająco. Nigdy nie biorę zestawów, zawsze tworzę własne kombinacje. Jest drożej, ale mam to co chcę. Zamawiam, płacę, odbieram. Siadam pod ścianą, nie lubię siedzieć na środku. Tępe spojrzenia w porównaniu z ruszającą się żuchwą odbierają apetyt. Pochłaniane białko i węglowodany poprawiają mi nastrój. A może nie tyle poprawiają nastrój, bo ten mam dobry, ale zapełniają pewną pustkę. Kiedy popijam sok pomarańczowy pustka wewnątrz mnie zdaje się być zapchana. Nie ma co jedzenie, to rokosz. Kąpiel, masaż, dobra lektura, jedzenie, to wszystko jest rozkoszne, ale rację miał Al Pacino: na pierwszym miejscu jest cipka. Przechylam tackę nad koszem. Wychodzę. Starszy gość stanowiący logo sieci zdaje się zapraszać ponownie. Wychodzę na zewnątrz. Jest południe. Słońce zdaje się świecić na mnie ciut mocniej, niż na innych. Posiłek mnie rozleniwił. Pojadłem, teraz bym poruchał albo przynajmniej lodzik – tak zawsze mawiał Kapitan Planeta na studenckich grillach. Nie wiem, dlaczego akurat teraz o tym pomyślałem. Może kawałki kurczaka, frytki i buła z kurczakiem popite sokiem napchały mnie równie skutecznie, jak kilogramy smażonej kiełbasy i ocean piwa dawno temu. A może po moim mózgu krąży obraz divy z nieziemskimi cycami i stara się przebić do świadomości. Może. Dotknąć te cycki, posmakować je, objąć ustami pieścić językiem. To wszystko zaczyna być dostępne. Czuję na rękach tłuszcz, pozostałość o kurczaku. Ostrożnie wyjmuję chusteczki z kieszeni i starannie wycieram ręce. Chowając paczkę chusteczek, nie mogę nie dotknąć telefonu w kieszeni. Czuję ucisk w dołku. Znajome uczucie. Lada chwila przestanę myśleć. Zacznie się trans, który doprowadzi mnie do celu.

Wyjmuję telefon – przecież nikt nie powiedział, ze muszę pierzyć tę dziwkę, tylko zadzwonię, Pan Racjonalizator w mózgu wydaje się mieć rację. Miałem świadomość już rano, że tak to się skończy. Wyjmuję komórkę, i wciskam zielona słuchawkę. Podnoszę telefon do ucha. Dwa sygnały, słyszę głos. Niemal przeszywa mnie dreszcz. Rozmowa trwa krótko: co? Za ile? Gdzie przyjmuje? Kończę stałym tekstem: jak będę w okolicy, to się odezwę. Telefon ląduje w kieszeni. Zamykam oczy. Resztki zdrowego rozsądku mówią, żeby wracać na mieszkanie. Mam robotę do zrobienia. Ale to są resztki, niewielki promil mojego „ja”. Cały „ja” chcę rozpocząć rytuał.

CDN

Zuza cz. 3

Nie mam nic przeciwko. Widocznie lubi tę pozycję, bo rozkosznie rozwala się na łóżku i rozkłada nogi. Teraz ja klęczę przed nią. Rozchylam nogi i wchodzę. Patrzę na jej łono. Idę o zakład, że nigdy nie przystrzygła swojego gniazdka. Dalej patrzę na nieapetyczny brzuch z rozstępami. Cycki, to jedyny apetyczny kąsek. Tępy uśmiech na twarzy również nie zachęca do ekstazy. Posuwam regularnie łapiąc za cycka, ściskam. Jedyna szansa, żebym doszedł, to jej cycki. Jednak po kilku minutach dochodzę do wniosku, że nic z tego. Mówię, żeby się odwróciła. Od tyłu spokojnie skończę. Kiedy jest na czworakach – odwrócona tyłem, łapię ją za biodra i mocno wchodzę. Posuwam miarowo i rytmicznie.

Zastanawiam się po, co to wszystko. Posuwam brzydką dziewczynę i jeszcze za to płacę. No dobra. Przyznaję, że seks za pieniądze daje pewną satysfakcję. Nie chodzi o wymianę, ale o łatwość dostępu. Jak mówią starsi ludzie „za komuny” nic nie było, landrynki urastały do rangi rarytasu. Podobnie jest z seksem. Kiedyś dziwki kojarzone były z marginesem, z wykolejeńcami. A dziś każdy kupuje seks w ten, czy winny sposób. Może całe społeczeństwo jest wykolejone?

Nie mam czasu na rozmyślania, bo coraz mocniej dobijam do pośladków. Spuszczam się bez entuzjazmu. Kurwa. Co za bezbarwny orgazm, co za bezbarwny seks.

Ostrożnie z niej wychodzę. Jest dobrze wyedukowana. Delikatnie ściąga kalosza z jeszcze stojącego potwora. Wyciera mojego kutafona nawilżoną chusteczką, w drugą zwija zużytą prezerwatywę. Obie chusteczki wyrzuca do małego kosza na śmieci. Uśmiecha się. Po wyrazie twarzy domyślam się, że raczej było przyjemnie. Nie doszła, tego jestem pewien, ale w dosyć miły sposób zarobiła kasę. To się nazywa łatwy szmal. Siada na łóżku.

– Chcesz skorzystać z prysznica albo coś? – Pyta. Domyślam się, że „coś” to propozycja napoju albo rozmowy. Kręcę przecząco głową. Na chwilę siadam na łóżku – nagi. Nie mam problemu z nagością. Nawiązujemy rozmowę. Zuza okrywa się prześcieradłem. To, co ciekawe w dziwkarskim przemyśle, to fakt, że większość div, całkiem naga jest tylko podczas seksu. Zaraz po, a jeszcze ciekawiej – tuż przed – jest okryta albo ubrana. Jak dla mnie przekaz jest prosty, jej ciało to towar, seks, to usługa, i tylko na czas transakcji jest do dyspozycji. Kiedy kochasz się z kimś bliskim, nagość jest częścią rytuału – podkreśla brak tajemnic i pełną bezbronność. Tu jest inaczej, tu nie ma bliskość. I ja to rozumiem – prawa rynku. Powoli się ubieram.

– Gdybyś chciał mnie kiedyś odwiedzić, to dzwoń wcześniej, bo wiesz mogę być zajęta. Jak widzą w ogłoszeniu, że młoda, to dzwonią non stop.

Słucham i nie jestem pewien, czy dobrze słyszę. Albo żyje w swoim świecie, Albo daje mi do zrozumienia, że jest wziętą dziwką. Nie interesuje mnie to. Wkładam buty i wychodzę. Mówię „cześć” i grubawa diva otwiera mi drzwi.

– No to cześć małpiszonku. – Słyszę na pożegnanie.

Małpiszonku? Co to miało znaczyć? Nie wiem, mało ważne. Szybko schodzę po schodach, przeskakując po dwa. Nie muszę się spieszyć, jednak schodzę szybko. To podświadomość. Chcę jak najszybciej opuścić to miejsce. A dlaczego? Zdradzę wam sekret moje panie (o ile czytają to jakieś panie) każdego faceta. Każdy, powtarzam każdy facet był kiedyś u dziwki. Nie ma tu wyjątków. Powody są różne, nuda w związku, jeśli jest z kimś dłużej, jeśli jest młody i wolny, to zjawia się z ciekawości i chęci włożenia. Tacy jesteśmy i nic nie poradzimy. Kiedy jednak już się spuścimy, to pojawia się problem. Zaczynamy myśleć logicznie i dochodzimy do wniosku, że jesteśmy nie tu gdzie trzeba, nie z tą osobą, co trzeba, i zrobiliśmy, nie to, co trzeba. Jest jedno wyjście. Trzeba wiać.

Stoję pod klatką. Odpalam papierosa i idę coś zjeść. Taki mam schemat działania. Zawsze po płatnym seksie idę na niewyszukane jedzenie do jakieś budy. Chcę być spójny – do żałosnej egzystencji pasuje żałosne jedzenie.

Kiedy jestem najedzony. Wracam do siebie. Szybkie sprzątanie, przegląd wydarzeń kulturalnych, zwykłe czynności. Popołudnie niepostrzeżenie zamienia się w wieczór. Nie chcę spędzać samotnie wieczoru. Idę do knajpy.

***

Odwzajemniam uśmiech barmanki. Matołki przy barze idą rzucać lotkami. Podchodzę, zamawiam kolejne piwo. Rozmowa sama się toczy. Jest miło. Można powiedzieć, że coś zaiskrzyło.

Wracając do domu zastanawiam się, dlaczego mimo stabilnego życia towarzysko-seksualnego wydaję pieniądze na kurwy? Po rozstaniu z Emilią, szybko odnalazłem ruchadełko ze studiów. I właśnie dziś mógłbym spokojnie zadzwonić do Kaśki. Zawsze umawiamy się na piwo, chociaż ostatnio nawet nie otworzyliśmy puszki. Mógłbym dziś, po raz kolejny ją zerżnąć. Byłoby tak samo jak kilka godzin temu. Kiepski seks, z kiepską dziewczyną. Kasa zostałaby w portfelu. A wybrałem kurwę. Wybrałem? Nie, nie wybierałem. Ja musiałem to zrobić. Mówcie co chcecie. Ale kurewski świat, czy też światek ma w sobie coś, to coś. Przed snem włączam komputer, wchodzę na Forum. Relacjonuję wizytę na nowej mieszkaniówce. Krótki opis, cyfry, to by było na tyle. Szwagrowie będą wdzięczni.

Kilka tygodni później pomogę nowopoznanej barmance zamknąć lokal i ją odprowadzę. Spędzimy razem noc, u niej. Do knajpy więcej nie wrócę.

Zuza cz. 2

– Cześć – mówię cicho i uprzejmie.

– Cześć – odpowiada, w pewien zalotny sposób Zuza.

Trudno mi określić w ciemnym przedpokoju jej stan, ale zmierzamy do pokoju, więc pora ocenić towar. Bezlitosne prawa rynku. Uśmiecha się. Faktycznie jest młoda 18-20 lat i…. niezbyt ładna. Na pierwszy rzut oka nadwaga. Włosy do ramion, lekko naturalnie poskręcane. Pospolita, przeciętna twarz. Ubrana w koszulkę, i spodnie dresowe. Tandeta i szmira, ale za te pieniądze… Jedyny atut, to faktycznie jest młoda.

– Na ile zostajesz? – Pyta, a ja już podjąłem decyzję. Tak jak zakładałem. Będzie idealna na zrobienie loda w to słoneczne popołudnie. Warianty są trzy: godzina, pół lub kwadrans. W praktyce sprowadza się to dwóch lub jednego numerka albo samego francuza. Często można poprosić o francuza bez gumy (FBG według slangu na Forum), to zależy od divy, która przyjmuje. To według formalnych zasad. Według zasad życiowych, niepisanych jak jesteś zadbany i dobrze nawijasz, to w najniższej stawce obrobi druta i jeszcze ją przelecisz.

– Kwadrans – mówię cicho i z uśmiechem.

– Ok. Chcesz skorzystać z prysznica? – Pyta.

– Poproszę – mówię wciąż się uśmiechając.

Daje pieniądze i dostaje ręcznik. Zuza pokazuje mi, gdzie jest łazienka. Wchodzę zwykła łazienka nawet czysto, choć mogłoby być czyściej. Opłukuję swojego druta, wycieram się podanym ręcznikiem. Zawsze sprawdzam, czy jest czysty, to też Szwagrowie punktują. Czysty. Wycieram się nie myślę o niczym – nie ma mnie, jestem w innym świecie. Wracam do pokoju, owinięty ręcznikiem w ręku trzymam ubranie. Jest ciepło, więc dużo tego nie ma.

– To ja się idę odświeżyć, a ty się rozgość. Zostawia mnie i wychodzi. Siadam w ręczniku na łóżku. Czekam. Zawsze w takich chwilach koncentruje się na czasie i przypominam sobie pierwszy raz. Każda sekunda rozciąga się w czasie kilkukrotnie. Powietrze wypełnia napięcie seksualne. Eksperymentowałem z kilkoma narkotykami, ale to oczekiwanie to haj, który jest nieporównywalny.

Słychać klamkę i pojawia się uśmiechnięta diva. Tandetny czarny strój imitujący drogą, zmysłową bieliznę i pończochy z drugoligowego sex shopu – to wszystko pasuje do drugoligowej dziwki.

– Połóż się wygodnie – mówiąc to podchodzi do łóżka i ściąga swój strój. Pozostaje tylko w pończochach. Pewnie naczytała się w babskich pisemkach, że to seksowne – pokazać się facetowi w samych pończochach. Ale ona seksowna nie jest. Duże uda już dawno przestały być kobiece stały się masywne i nieładne. Rozstępy na brzuchu świadczą, że przekroczyła granicę nadwagi i dużymi krokami zbliża się do otyłości. Jedynym atutem są duże cycki. Siada na łóżku i pochyla się w stronę mojego fiuta. Ja rozwalam się na łóżku i gładzę ją po ciele. Jej skóra dawno nie miała na sobie dobrego balsamu. Łapię ą za cycka, co nie łatwe, bo Zuza cały czas majstruje ustami przy moim drucie. Ma przyjemnie ciepłe usta. Nie jest mistrzynią w obciąganiu, ale ciepło jej ust i pomruki powodują, że momentalnie mi staje. Rytmicznie porusza głową znajdując się na czworakach prostopadle do mnie. Rękę kieruję między jej uda, delikatnie je rozsuwa. Chcę sprawdzić jak jest głęboka. Wsuwam dwa palce.

– Ssss – słyszę lekkie syknięcie, ale zaczynam rytmicznie poruszać palcami i nic już nie słyszę. Chwilę pozostajemy w tej pozycji, ja rytmiczne poruszam palcami, Zuza głową. Jest dosyć głęboka i luźna, myślę, że mimo młodego wieku jest zaprawiona w tym sporcie. Po kilku chwilach ruch moich palców staje się płynny, wyczuwam jej soki. Nie sądziłem, że zrobi się wilgotna po moich „pieszczotach”. Obrabia pałę poniżej średniej, ale na rozgrzewkę może być. Przenoszę rękę z pomiędzy jej ud na cycki. Łapię ją za cycka. To jedyna część ciała, która jest gładka. Jeszcze. Nie ma się co oszukiwać. Jest grubą, zaniedbaną, wiejską dziewuchą. Jej figura jest zwalista, skóra wymaga wizyty u kosmetyczki. Jedyny element, który jest miły dla oka i ręki to cycki. Myślę, że każdy facet zna ten typ cycków. Nie jakieś foremne, kształtne, ale duże, dorodne cyce. Takie cyce są atrakcyjne przez kilka lat, później stają się zbyt obwisłe i ich właścicielka nie ma nic do zaoferowania. W tym przypadku, przy tym trybie życia stawiam na dwa lata. Po dwóch latach będą ugniecione, a ich właścicielka jeszcze bardziej zejdzie z ceny.

– Zakładamy gumeczkę? – pada pytanie. To pytanie zawsze pada. Potwierdzam mruknięciem i klepię ją po dupie. Uśmiecha się.

Tak to jest w tym fachu. Kurwy można podzielić na trzy kategorie. Pierwszą są debiutantki i Zuza z pewnością do nich należy. Nie jest ładna, ale młoda. To widać. Podchodzi do roboty spontanicznie, ja to rozumiem. Lubi seks, niedawno odkryła, że może dostawać za to kasę. Trafiają się stare dziadki, które pomiętoszą cycki (z pewnością przypomina im młodość, bo ewidentnie przypomina divę z Dwudziestolecia) posuną kilka razy i spust. Teraz trafiłem się ja. Nie uważam się za ideał, ale jestem schludny i podobno podobam się kobietą. Dla debiutantek wszystko jest ok: seks, kasa, nowości. To jednak szybko się kończy. Mija trochę czasu. Pojawiają się mniej przyjemne momenty. Są słabsze dni, a pracować trzeba. Pojawiają się mniej przyjaźni klienci, którzy lubią, kiedy boli. Po paru takich akcjach przestaje być miło, ale nie to jest najgorsze. Pojawia się świadomość, że wdepnęła w gówno i nie ma z niego wyjścia. Bo historie o dziewczynach, które wyszły z piekła wsadźcie między bajki. Tu pojawia się kolejna kategoria prostytutek. Te, już w środku. Jeszcze młode, jeszcze ładne, ale zdradzają je oczy. Spojrzenie, którego nie da scharakteryzować. Mieszanka kilku uczuć, kilku emocji. Pierwszą warstwę pokrywa rutyna. Pod nią skrywa się smutek, żal, litość (tak litość do klienta – dobrze czytacie). Wszystko zależy od klienta. Jeśli jest poukładany, to dostrzeże zobojętnienie, czasami nawet litość. Litość, bo ta branża ma dwa końce pracują dziewczyny, które teoretycznie upadły najniżej, ale przychodzą faceci, którzy wiele wyżej nie są, a może jeszcze niżej. To może zobaczyć normalny facet. Jeśli jest typem skurwiela to może dostrzec złość i coś jeszcze. To spojrzenie mówi jasno – wytrzymam, wielu takich wytrzymałam, ciebie też wytrzymam.

Ostatnią grupą są kobiety po czterdziestce. Popularnie nazywane starymi kurwami. Tu już nie ma użalania się nad sobą. Pełna akceptacja. One już wiedzą, że taki wariant na życie wybrały i nic tego nie zmieni. Często wzmacniają się alkoholem, ale cóż taki ich los.

Ja mam do czynienia z debiutantką, która właśnie zakłada mi czarną prezerwatywę.

– Może zaczniemy klasycznie? – Pyta.