Taktyczny towarzyski papieros (zapiski niemłodego podrywacza)

Palenie jest bee, to już każdy wie. Ewenementem są gigachmury wypuszczane z elektronicznych papierosów, ale to temat na osobne rozważanie. Generalnie dym tytoniowy jednoznacznie kojarzy się z potem i odorem alkoholu. Palacze nie mają łatwego życia. A jednak.

Illustration With Cigarette And Heart On Grey Background. Graphic Design  Useful For Your Design.Red Heart Pierced By Burning Sigarette. Royalty Free  Cliparts, Vectors, And Stock Illustration. Image 37090000.

Zadzwonił do mnie Greg. Z Gregiem znamy się od lat kilku. Generalnie to zwryol i player, który na towarzyskim polu dwa razy mnie wykiwał. Za to go polubiłem i ceniłem. Tak pozostało do dziś. Nasza rozmowa zeszła na dupy. Konkretnie chodziło o nową koleżankę, którą Greg poznał w pracy, na papierosie. Palisz jeszcze? – Zapytałem, bo kiedyś obaj paliliśmy paliliśmy, ale on podobno rzucił.

– Nie palę, ale mam paczkę taką towarzyską, na wszelki wypadek. I tu zaczęła się nasza rozmowa o zaletach palenia, choćby spontanicznego.

W tym kraju ludzi poznajesz na wódce i na fajce. Taką mądrość kiedyś usłyszałem. Nie uważam, żeby było w tym coś złego, ot nasza kultura to kultura biesiadna i to wszystko. Nie jest ani gorsza, ani lepsza od innych kultur.

Papieros jest nieoceniony. W klubach, knajpach, barach i kawiarniach zawsze znajdzie się ten kącik, gdzie w oparach niebieskawego dymu można przełamać pierwsze lody. Z reguły scenariusze są podobne. Gdziebyśmy nie byli, czy przy stoliku, czy przy barze, czy na parkiecie, to wokół nas są ludzie, jeśli złapiemy z kimś kontakt wzrokowy, to już coś. Nie musimy gimnastykować się z rozpoczęciem rozmowy, w palarni takowa sama się toczy.

Kolejnym momentem są wszelkiej maści spotkania towarzyskie i służbowe, gdzie nie wszyscy się znają. Jeśli nie ma sposobności spokojnej rozmowy, to papieros jest doskonałym pretekstem. Co ciekawe, nie wszyscy muszą palić. Wystarczy, że palacz lub palaczka wychodzą zapalić i tu otwiera się sposobność dla drugiej osoby. Zasze można wyjść przewietrzyć się, do toalety lub gdziekolwiek.

Praca. To kolejne miejsce, gdzie na papierosie dowiesz się wszystkiego. Dosłownie wszystkiego. Począwszy od ploteczek towarzyskich na ruchach kadrowych skończywszy.

Papieros, nieodłączny towarzysz towarzyskich praktyk.

Mamy w ch$j czasu (zapiski niemłodego podrywacza)

Mała wódeczka z kolegami  z pracy zamieniłam się w trzy butelki 0,7 litra plus kilka piw i drinków. Po kolegów przyjechały żony. Niemłody podrywacz poszedł w miasto udawać kogoś, kim nie jest od dawna.

Najpierw undergrundowy klub. Wejście kosztowało kilkadziesiąt złotych. W środku czterech naćpanych kolesi i dwie (dosłownie dwie, bo nawet za barem stał facet) laski i ja – niemłody podrywacz. Energetyk za 20 PLN spowodował reakcje chemiczną w organizmie. Po dyskretnym pawiu opuściłem lokal.

Kolejny przystanek. Kilka knajp obok siebie. Alkohol zdążył spustoszyć mój organizm. Chodzę i szukam sam nie wie czego. Ostatecznie ląduję w knajpie, gdzie pytam o jedzenie. Pytam o jedzenie, bo dociera do mnie, że nie wtłoczę w siebie już nawet kropili alkoholu  i, po prostu, jestem głodny.

Ostatecznie dostaję tosty z dwoma abstrakcyjnymi figurami na kształt kopców, to keczup i majonez. Powoli przeżuwam i patrzę na lokal. Grupki młodych chłopaków i gdzieniegdzie pary. Mój Boże, jak znam te wszystkie manewry.  Obok mnie przy barze siada trzech młodych (i w tym momencie powinienem wystukać na klawiaturze jakiś rzeczownik, ale nie, pozostańmy przy przymiotniku „młodzi”). Jeden z nich ( na palcu ma obrączkę) jest wyraźnie smutny. Ten, który wygląda na najmłodszego pije piwo i łapczywie rozgląda się po lokalu. Najwięcej mówi ten średni.

Tosty są ciepłe i przyjemne w smaku, koncentruję się na ich smaku. Smak szynki i żółtego sera jednak nie pomaga, dolatują mnie strzępy rozmowy trzech młodzianów.

– Najważniejsze, to się nie martw.  – Mówi ten w środku.  –  Cokolwiek by się nie działo to pamiętaj, masz, mamy jeszcze w chuj czasu, wszystko możemy. Ile masz lat?

 – 27 – odpowiada ten z obrączką na ręku.

– 21 – odpowiada ten wyglądający na najmłodszego.  

 – No. Ja  mam 24, życie jest przed nami, jeszcze możemy wszystko.

Patrzę na nich i tak sobie myślę, co robiłem mając dwadzieścia jeden lat? Nie zauważyłem swojego oczka. Było gdzieś między Sylą – krótką ściętą trzydziestoparolatką, którą rżnąłem w motelu, Ulą koleżanką z akademika, której bierność w łóżku kazała poprzestać na manualnooralnych figlach i Zuzą rozkosznie nieletnim miksem punka i metalówy. Puknąłem ją pod mostem na pierwszej randce.

A co robiłem w wieku dwudziestu czterech lat? Hahah, byłem świadom swoich umiejętności jako podrywacz, ale głód czegoś więcej był mocniejszy niż zadowolenie z siebie, wciąż chciałem więcej. I tak leciały kolejne lata. Tak dobiłem do dwudziestu siedmiu lat. – Popatrzyłem na gościa z obrączką na ręku. – Tak, ja też wtedy mogłem się ożenić, ale nie zrobiłem tego. Wolałem nafaszerować pewną dziewczynę Postinorem i dwa tygodnie później udać, że nic się nie stało.

Rozmyślając patrzyłem na trzech młodych facetów, z których jeden starał się być mądrzejszy, niż w rzeczywistości był. Kiedy tak słuchałem jego spostrzeżeń, miałem ochotę podejść (złe słowo, bo siedzieli blisko) i, po spojrzeniu każdemu z nich w oczy, głośno i dobitnie stwierdzić: nie chłopcze, nie macie, a zwłaszcza TY nie masz czasu. Ten czas ucieknie ci szybciej niż myślisz. Wszyscy koledzy, których uszczęśliwiasz mądrościami znikną z pola widzenia, bo się ożenią i będą mieli dzieci. Zostaniesz sam z garścią sofizmatów, które z czasem zaczną tracić na wartości. I pewnego wieczora tylko one będą ci towarzyszyć w konsumpcji tostów.

Dojadłem tost i wyszedłem w ramiona wciąż chłodnej nocy. Po drodze zaczepiłem dziewczynę, prosząc o papierosa. Odmówiła, szybko dodałem, że papieros to tylko wymówka, podszedłem, bo ma ciekawą czapkę (faktycznie miała), usłyszałem jedynie

– Czekam na koleżankę, odejdź.

Kurwa, kiedyś wystarczył zalążek uśmiechu i byle jaki tekst. Rozmowa sama się toczyła, a dziś? Dziś pozostaje zimna noc i knajpiane tosty w bramie na Nowym Świecie.

Wziąłem taksówkę i udałem się spać. Czy to już koniec?