Czy możemy zdobyć czyjeś serce

 

 

Paląc papierosa w całkiem miłej knajpce, patrzyłem na otaczające mnie pary. Pod oknem para w średnim wieku. Farbowana szczupła brunetka, której twarz zdradzała nadmiar wypalonych papierosów i dobrze ubrany facet, pewnie jakiś handlowiec. Obok  kilkoro nastolatków, dziewczyny wdzięczące się do chłopaków w śmiesznych czapeczkach. Nie ma bardziej skomplikowanej gry niż gra towarzyska. Żadna gra nie jest tak ekscytująca, w żadnej innej grze wygrana nie ma tak słodkiego smaku, a porażka nie daje o sobie zapomnieć długo, po samym fakcie zaistnienia. Gdziekolwiek nie spojrzymy roi się ludzi, którzy są z kimś, byli z kimś albo zamierzają być.

Podobno najpopularniejszym podarunkiem walentynkowym są serca, w najróżniejszych postaciach. Łatwo dać komuś pudełko pomadek, ale czy tak łatwo sięgnąć po serce, to w środku?

Zawsze nurtowało mnie jedno zagadnienie. Co jest przejawem większych uczuć: bycie razem przez kilkadziesiąt lat, czy krótki, namiętny i płomienny romans. Obie formy bycia ze sobą mają dobre i złe strony. Obie mają zwolenników. Pytanie, kto ma rację.

Weźmy za przykład małżeństwo. Staż kilkudziesięcioletni. Typowy cebulowy rodak i typowa, cebulowa rodaczka. Mniej więcej dziesięć lat po ślubie seks i zmysłowość, o ile jakąś posiadali odstawili na półkę. Pozostało im wychowanie dwójki dzieci, remonty w mieszkaniu, odkładanie na wakacje nad morzem. Między czasie przeszli takie przygody jak krótkie pobyty w szpitalu, utrata pracy, kłopoty wychowawcze z dziećmi. Jednak cały czas byli razem. Dziś, kiedy kładą się wieczorem spać, jedno chrapie, drugie poprykuje przez sen. Jednak zawsze, w rozmowach określają siebie mianem „mój”, „moja”.

Kolejna para. Młodzi ludzie po dwudziestce. Przyjmijmy wariant studentów, mieszkających w akademiku. Poznają się na imprezie studenckiej. Coś iskrzy. Mija kilka dni, lądują w łóżku. Są mega kompatybilni. Nie wychodzą z łóżka. Ich ciała i zmysły wydają się nadawać na tych samych falach. W przypływie namiętności, przekraczają coraz więcej barier w sferze seksu, ale również w sferze uczuć. Taki stan trwa kilka miesięcy. Odkrywają, że mimo fantastycznego seksu i szczerego oddania, na dłuższą metę, nie potrafią być ze sobą. Kolejne kilka miesięcy i powoli, ich znajomość umiera śmiercią naturalną. Za kilka lat każde z nich wejdzie w poważny związek, jednak zawsze, każde z nich będzie pielęgnować tę cząstkę serca, którą kiedyś zdobyło.

To tylko dwa skrajne przykłady. Pomiędzy nimi jest całą masa innych. Typowe seks-układy, związki z rozsądku, związki-pomyłki, romantyczne relacje, etc etc.

Kiedy następuje moment, zdobycia serca, czyjegoś serca, kiedy nasze serce ktoś zdobywa? Po udanej nocy? Po wspólnym dramacie? Po narodzinach dziecka? A może w ogóle nie można zdobyć serca, bo to najbardziej egoistyczny organ (no, może poza dwoma innymi). A nasze związki, to tylko kwestia przyzwyczajenia i seksu?